Ponad tysiąc kibiców Wisły Kraków udaje się do stolicy Wielkopolski, aby z perspektywy trybun wspierać swoją drużynę w niezwykle wymagającym starciu przy ulicy Bułgarskiej. Choć fani "Białej Gwiazdy" nie wykorzystają pełnej puli biletów przyznanej na poznański sektor gości, ponad tysięczna grupa wyjazdowa gwarantuje głośny i zorganizowany doping od pierwszej do ostatniej minuty spotkania.
Dla podopiecznych trenera Mariusza Jopa nadchodzące starcie to prawdopodobnie najtrudniejszy test w obecnych rozgrywkach. Zespół z Reymonta stanie naprzeciwko aktualnego mistrza Polski i uczestnika fazy grupowej Ligi Europy. Dysproporcja potencjałów wydaje się na papierze znacząca, zwłaszcza biorąc pod uwagę fatalną passę krakowian na obcych stadionach – Wisła w tym sezonie nie odniosła jeszcze ani jednego wyjazdowego zwycięstwa. Przełamanie tej serii na terenie tak mocnego rywala byłoby potężną niespodzianką i cennym zastrzykiem mentalnym dla szatni.
W piłce nożnej jednak ranga faworyta bywa złudna, a w obozie gospodarzy niespodziewanie zatrzęsła się ziemia. Środowe zmagania w Pucharze Polski przyniosły jedną z największych sensacji ostatnich lat. Lech Poznań pożegnał się z rozgrywkami w kompromitującym stylu, ulegając trzecioligowej Siarce Tarnobrzeg. Ta pucharowa wpadka udowadnia, że w maszynie mistrza Polski potrafią zaciąć się tryby, a łączenie gry na krajowym podwórku z europejskimi pucharami może odbijać się na stabilności formy i koncentracji zespołu.
Dla Wisły Kraków to jasny sygnał, że rywal jest "do ugryzienia". Wykorzystanie ewentualnej nerwowości i fizycznego zmęczenia poznaniaków po środowej blamażu będzie kluczem do sukcesu. Ze wsparciem ponad tysiąca wiernych kibiców, drużyna Mariusza Jopa ma szansę udowodnić, że w futbolu wczorajszy faworyt nie zawsze jest dzisiejszym zwycięzcą.