Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Wioślarska kadra w Zakopanem przygotowuje się do mistrzostw świata

"To było udane zgrupowanie - góry to dla nas nie tylko ciężka prace, ale i ładowanie akumulatorów" - powiedział PAP Wojciech Jankowski, trener męskiej czwórki bez sternika. Wioślarze w Zakopanem rozpoczęli bezpośrednie przygotowania przed sierpniowymi mistrzostwami świata w Linzu.

Wioślarska kadra w Zakopanem przygotowuje się do mistrzostw świata
Fot. poglądowe Pixabay.com

Jankowski, prowadzący do niedawna ósemkę ze sternikiem, przywiózł do stolicy polskich Tatr Mikołaja Burdę (Lotto Bydgostia Bydgoszcz), Mateusza Wilangowskiego (Wisła Grudziądz), Michała Szpakowskiego (Zawisza Bydgoszcz) i Marcina Brzezińskiego (WTW Warszawa).

Szkoleniowiec powiedział PAP, że po ubiegłorocznych niepowodzeniach, jakim jego zdaniem m.in. było siódme miejsce na MŚ w Płowdiw, zdecydowano, że zrobiona zostanie selekcja do innej osady konkurencji olimpijskiej, czyli czwórki bez sternika.

"Według mnie jak do tej pory idzie nam nieźle. Np. podczas regat kontrolnych na 8 km w Warszawie i Poznaniu w dwójkach wygrali Szpakowski z Burdą, a Wilangowski z Brzezińskim zajęli drugie miejsce. Potem przyszła pora na starty, gdzie w pierwszych zawodach PŚ w Płowdiw z naprawdę dobrym wynikiem wygraliśmy, na ME było srebro, a w PŚ w Poznaniu trzecie miejsce w dobrej obsadzie. W ostatnim PŚ w Rotterdamie przy bardzo kiepskich warunkach pogodowych każda osada prowadziła indywidualną walkę z żywiołem, a my dodatkowo na kiepskim pod względem wiatru torze. Wprawdzie solidnie przegraliśmy z Australijczykami, to zajęliśmy ostatecznie drugie miejsce" - wyliczył.

Po krótkim odpoczynku przyszła pora na bezpośrednie przygotowanie startowe. Pierwszym obozem tego etapu jest już tradycyjnie Zakopane.

"Góry to nie tylko ciężka praca, ale i odskocznia od treningu na wodzie, więc przez 10 dni ładowaliśmy tu przysłowiowe akumulatory. To ważne, żeby móc potem w Wałczu w odpowiedniej pod każdym względem dyspozycji trenować już specjalistycznie" - podkreślił trzykrotny olimpijczyk, brązowy medalista igrzysk w Barcelonie (1992), srebrny i dwukrotnie brązowy medalista mistrzostw świata.

W pełnej realizacji planów trochę jednak przeszkodziła pogoda. "Ze względu na ryzyko kontuzji, np. podczas wypraw w góry, zaplanowaliśmy codzienne, przynajmniej trzygodzinne wypady rowerowe. Niestety burze i ulewy zmusiły nas do szukania innych form treningowych. Nie było to jednak łatwe, ponieważ w ośrodku przebywała spora liczba sportowców, którzy w tej sytuacji także chcieli skorzystać np. z rowerów stacjonarnych. Trzeba więc było mocno się pogimnastykować, żeby cel obozu osiągnąć, ale w sumie było to bardzo udane zgrupowanie" - stwierdził Jankowski i dodał, że dużą pomocą służyła ekipa lekarzy Instytutu Sportu z doktorem Andrzejem Klusiewiczem na czele.

"Robili nam przykładowo poranne badania zakwaszenia, poziomu mocznika czy kinazy kreatynowej (enzym, którego poziom jest związany m.in. z intensywnym wysiłkiem fizycznym - przyp. PAP). To pokazywało, w jakiej dyspozycji dany zawodnik przystępuje do kolejnego treningu" - wyjaśnił.

Na poniedziałek zaplanowano początek obozu w Wałczu. Wioślarze będą tam do 18 sierpnia, a dwa dni później polecą do Austrii na mistrzostwa świata (25.08-1.09), gdzie rozpocznie się walka o paszporty na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio.

"Chcielibyśmy je już tam zdobyć, ponieważ w Linzu pierwszych osiem osad kwalifikuje się bezpośrednio, natomiast kolejne dwie - trzy będą musiały powalczyć w tzw. dogrywce w przyszłym roku w szwajcarskiej Lucernie. W Austrii ma wystartować 13 polskich osad kategorii olimpijskiej i męska jedynka wagi lekkiej. Oczywiście każda z nich będzie myślała o medalach, bo to nie tylko wspaniałe trofeum, ale i też środki na jesienna turę szkolenia" - podkreślił Jankowski.

Także dla Szpakowskiego pobyt w Zakopanem był bardzo udany. "Ten obóz spełnia istotną rolę w całym cyklu treningowym - góry to dla nas trochę urozmaicenia, no i tlen. Moim zdaniem złapanie tu pewnej świeżości, jest ważnym elementem przed powrotem na wodę" - przyznał.

Miało to jednak swoją cenę. "Po tak długich i mocnych treningach - np. przejechanie rowerem górskiej 125-kilometrowej trasy - bardzo ciężko było nawet wstać z łóżka. Buntowało się praktycznie całe ciało, więc niemal każdą wolną chwilę poświęcałem na regenerację" - zauważył.

Szpakowski dodał, że cieszy się, iż zdrowie pozwala mu właściwie realizować plan szkolenia. "To bardzo ważne przed głównym celem sezonu i daje więcej optymizmu - staram się nie myśleć o tym, co było w tym roku nie do końca udane, bo w sporcie zawsze są wzloty i upadki. Pracujemy więc z zapałem mając nadzieję, że upadki są już po prostu za nami" - podkreślił.

Dla dwukrotnego olimpijczyka, brązowego medalisty mistrzostw świata (Amsterdam 2014) i trzykrotnego mistrza Europy w ósemce, bardzo dobry start w Linzu to nie tylko gwarancja występu na igrzyskach.

"Chcielibyśmy sięgnąć po medal i to ten z najcenniejszego kruszcu. Co roku sobie powtarzam, że to już teraz. Do tej pory się nie udało, ale i do tego startu podchodzę z głęboką wiarą w powodzenie, wiedząc jednocześnie, że rywale myślą dokładnie to samo" - zauważył Szpakowski.

Burda, jego kolega z wioślarskiej ósemki, a obecnie czwórki, także stwierdził, że w stolicy polskich Tatr wykonał dobrą pracę, chociaż - jak podkreślił - łatwo nie było.

"Zwłaszcza ta najdłuższa wyprawa rowerowa to było prawdziwe wyzwanie. Fajna trasa, ale po czterech godzinach złapały mnie takie skurcze, że musiałem się zatrzymać. No, ale jak zwykle na naszą ekipę można liczyć, więc chłopaki poczekali na mnie, a potem doholowali do COS" - podsumował trudy zakopiańskich treningów.

Czterokrotny olimpijczyk oraz, podobnie jak Szpakowski, brązowy medalista mistrzostw świata i trzykrotny mistrz Europy w ósemce uważa, że taki wspólny wysiłek wzmacnia morale drużyny.

"Dzięki dużej objętości treningowej, odbudowujemy wytrzymałość i siłę. To niezwykle ważny element przed powrotem na wodę, ponieważ - znając swoje i kolegów możliwości - daje tak ważną podczas startu pewność siebie" - podkreślił i dodał, że wspólne godziny na zgrupowaniach to także lepsza komunikacja w zespole.

"Na pewno ułatwia zrozumienie, wzajemną akceptację no i poszanowanie wykonanej pracy" - podsumował Burda.

PAP/AD

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"