Sądeczanie pozostają bez zwycięstwa od 14 meczów, ale w piątek trener Moskal chyba nie powinien narzekać na grę swoich piłkarzy. Ci dwukrotnie przegrywali, potem mieli szansę na zwycięstwo, ale ostatecznie zremisowali.
Mecz ze sporym animuszem rozpoczęli goście (podobnie jak przed tygodniem, również w Niecieczy, tyle że z Bruk-Metem Termaliką). Od razu przejęli inicjatywę i już 8. minucie Bartosz Rymaniak przechwycił za krótko wybitą piłkę przed polem karnym i popisał się dobrym dośrodkowaniem do Gorana Cvijanovica. Słoweniec z kolei popisał się precyzyjnym strzałem głową i Michał Gliwa nie miał szans na skuteczną interwencję.
Sądeczanie sprawiali wrażenie załamanych takich obrotem sprawy. Nic im nie wychodziło, tracili piłki w prosty sposób, mieli problemy z rozgrywaniem swoich ataków. Mimo to w 23. minucie udało im się doprowadzić do wyrównania. Adrian Basta włączył się do akcji prawą stroną, podał w pole karne do Filipa Piszczka, a ten – mimo pewnym kłopotów z opanowaniem piłki – popisał się pięknym strzałem pod poprzeczkę. To było czwarte trafienie napastnika Sandecji w tym sezonie i drugie w tym roku. Po tej bramce podopieczni Kazimierza Moskala zaczęli grać lepiej, mieli nawet okazję, aby objąć prowadzenie, lecz Piszczek źle podał w polu karnym do Aleksandara Kolewa.
Sandecji nie udało się jednak utrzymać remisu do przerwy. W 40. minucie goście wykonywali rzut rożny. W zamieszaniu w polu bramkowym najwięcej zimnej krwi zachował Nika Kaczarawa i z bliska skierował piłkę do siatki. Tuż przed przerwą niezłym strzałem z rzutu wolnego popisał się Mateusz Możdżeń, ale Gliwa był dobrze ustawiony i odbił piłkę na rzut rożny.
Druga połowa rozpoczęła się znakomicie dla Sandecji. Michal Piter-Bucko dopadł bezpańską pikę w polu karnym i strzałem z kilku metrów nie dał szans Zlatanowi Aomerovicowi. Słowak w ten sposób zrehabilitował się za samobójczego gola, jakiego strzelił w poprzedniej kolejce w spotkaniu z Pogonią Szczecin.
Potem znowu przeważała Korona i gdy wydawało się, że goście po raz trzeci w tym meczu obejmą prowadzenie... padł trzeci gol dla Sandecji! Stało się to w kuriozalnych okolicznościach. Alomerovic chciał wybić piłkę poza polem karnym, ale uprzedził go Piszczek, a niefortunnie interweniujący Elhadji Pape Diaw skierował futbolówkę do własnej bramki.
Senegalczyk szybko naprawił swój błąd. W 80. minucie, po dośrodkowaniu Jacka Kiełba z rzutu rożnego, strzałem głową pokonał Gliwę. W końcówce jeszcze obydwa zespoły mogły pokusić się o wygraną, ale ostatecznie mecz zakończył się sprawiedliwym, jak się zdaje, remisem.
Sandecja Nowy Sącz - Korona Kielce 3:3 (1:2)
0:1 Goran Cvijanovic (8 głową), 1:1 Filip Piszczek (23), 1:2 Nika Kaczarawa (40), 2:2 Michal Piter-Bucko (48), 3:2 Elhadji Pape Diaw (71 samobójcza), 3:3 Elhadji Pape Diaw (80 głową).
Żółte kartki: Piter-Bucko, Piszczek, Mraz. - Żubrowski.
Sędziował Krzysztof Jakubik (Siedlce). Widzów 1252.
Sandecja: Gliwa - Basta, Szufryn, Kraczunow, Mraz - Danek (85. Trochim), Piter-Bucko, Gric, Małkowski (66. Brzyski) - Kolew, Piszczek.
Korona: Alomerovic - Rymaniak, Dejmek, Pape Diaw, Kallaste - Żubrowski, Możdżeń (74. Cebula), Jukic (66. Petrak), Cvijanovic (66. Janjic), Kiełb - Kaczarawa.
PAP/SKO