Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Robert Kubica ponownie na końcu stawki

Robert Kubica z teamu Williams zajął ostatnie, 16. miejsce w wyścigu Formuły 1 o Grand Prix Bahrajnu na torze w Sakhir, drugiej imprezie tegorocznych mistrzostw świata. Zwyciężył obrońca tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa.

Robert Kubica ponownie na końcu stawki
Fot. PAP/EPA/VALDRIN XHEMAJ

Drugi był lider klasyfikacji generalnej Fin Valtteri Bottas (Mercedes), a trzeci kierowca z Monako Charles Leclerc (Ferrari).

Kubica został sklasyfikowany na 16., ostatniej pozycji w stawce, gdyż czterech kierowców: Francuz Romain Grosjean (Haas-Ferrari), Hiszpan Carlos Sainz Jr (McLaren-Renault), Australijczyk Daniel Ricciardo (Renault) i Niemiec Nico Huelkenberg (Renault), wyścigu nie ukończyło.

Partner Polaka z zespołu Brytyjczyk George Russell zajął 15. miejsce.

Wyścig w Bahrajnie, rozgrywany przy sztucznym oświetleniu, miał w tym roku emocjonujący, ale także - szczególnie w końcówce dla ekipy Ferrari - dramatyczny przebieg. Początek nie zapowiadał wielkich wydarzeń, na prowadzeniu po starcie znalazł się Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari. Jego partner z teamu Charles Leclerc z Monako, który wygrał sobotnie kwalifikacje, w niedzielę trochę zaspał i spadł na trzecie miejsce. Oprócz Vettela wyprzedził go jeszcze Bottas, a na czwartej pozycji znalazł się Hamilton.

Kubica awansował na 17. miejsce, gdyż trzech kierowców miało problemy na starcie i natychmiast musieli zjechać do strefy serwisowej. W chwilę później Polak już był 16., gdy wyprzedził Russella. Później obaj kierowcy ekipy Williamsa kilka razy zamieniali się miejscami, Kubica nawet przez pewien czas, gdy rywale zjechali do serwisu na zmianę opon, plasował się na 12. pozycji.

Sam po pierwszej zmianie opon wrócił na tor jako 17., przed nim był Russell. Gdy Brytyjczyk meldował się w serwisie, na prowadzenie wychodził Polak. Ostatecznie jednak obaj uplasowali się na dwóch ostatnich pozycjach, dwukrotnie zdublowany Kubica był 16., a Russell, piętnasty w wynikach, stracił do Hamiltona jedno okrążenie.

"Było bardzo trudno, jeśli chodzi o zachowanie na torze mojego bolidu. Bardziej walczyłem o jego utrzymanie na torze niż była to konkretna jazda" - przyznał Kubica w wywiadzie dla stacji telewizyjnej Eleven Sports, która wyścig transmitowała.

Praktycznie przez większą część dystansu, który składał się z 57 okrążeń, w Bahrajnie prowadził Leclerc. Monakijczyk, który w tym roku trafił do ekipy Ferrari zastępując w niej Fina Kimiego Raikkonena, jechał prawie cały czas z przewagą kilku sekund nad Vettelem, za nimi był Hamilton i Bottas. Kierowcy Ferrari jechali szybkim, równym tempem i wydawało się, że dojadą do mety na dwóch czołowych pozycjach.

Dramat włoskiego teamu zaczął się na 38. okrążeniu, gdy Hamilton spróbował wyprzedził Vettela. Brytyjczyk bezpardonowo zaatakował rywala, Niemiec popełnił błąd, wykonał na torze bączka i spadł na czwarte miejsce. Kilka chwil później w jego bolidzie odpadł uszkodzony przedni spojler, Vettel musiał natychmiast zjechać do serwisu na jego wymianę. Na tor wrócił na 9. pozycji, ale jego strata do czołówki wynosiła około 40 s. Później czterokrotny mistrz świata zaczął straty odrabiać, ostatecznie jednak na podium nie udało mu się awansować, zajął piąte miejsce.

Gdy do zakończenia wyścigu zostało dziesięć okrążeń, silnik w bolidzie Leclerca stracił nagle moc. Kierowca, który jechał na czele stawki i miał szansę odnieść pierwsze w karierze zwycięstwo w F1, zdecydowanie zwolnił, powodem jak się później okazało, była awaria turbosprężarki. Leclerc, który każde okrążenie pokonywał wolniej od rywali o minimum 10 s, po dwóch został wyprzedzony przez Hamiltona, pięć kolejnych wystarczyło, aby wyprzedził go także Bottas.

I gdy wydawało się, że Monakijczyk straci nawet najniższe miejsce na podium, gdyż za nim już tylko ze stratą 6 s jechał Holender Max Verstappen z Red Bulla, na torze pojawiła się żółta flaga. Praktycznie w tym samym momencie uszkodzone zostały silniki w dwóch maszynach Renault prowadzonych przez Australijczyka Daniela Ricciardo i Niemca Nico Huelkenberga. Bolidy blokowały tor, sędziowie zdecydowali o wyjeździe samochodu bezpieczeństwa.

W tej sytuacji automatycznie pojawił się zakaz ścigania i wyprzedzania. To uratowało Leclerca, gdyż Holender już nie mógł mu w żaden sposób zagrozić. Cała wyścigowa karawana, która była na torze, metę minęła za safety carem.

Wygrał Hamilton dzięki pechowi Leclerca. Mistrz świata gdy wysiadł z bolidu, podszedł do kierowcy z Monako i pogratulował mu świetnego występu. Później przyznał, że "musimy coś zrobić, gdyż oni - czyli Ferrari - są bardzo szybcy".

Liderem mistrzostw świata jest po dwóch wyścigach Bottas - 44 pkt, który o jeden punkt wyprzedza Hamiltona. Na trzeciej pozycji plasuje się Verstappen - 27 pkt, natomiast na czwartą awansował Leclerc - 25 pkt

Trzecia runda MŚ F1 - Grand Prix Chin odbędzie się 14 kwietnia.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"