Szesnaście lat temu na hokejowych mistrzostwach we Francji bramki zdobywane przez Jacka Płachtę dały polskiej reprezentacji awans do światowej elity. Teraz historia może zatoczyć koło, bo polska reprezentacja pod kierunkiem Jacka Płachty w roli trenera znów może wywalczyć niespodziewany awans do szesnastki najlepszych hokejowych drużyn świata. Co musiałoby się wydarzyć w Kijowie, by biało-czerwoni cieszyli się z awansu?
Przede wszystkim musimy wygrać z Austriakami i to nie po dogrywce czy karnych tylko w 60 minut. Łatwo nie będzie, bo rywale wczoraj pewnie pokonali Koreańczyków aż 5:0, ale przypomnę, że przed rokiem na mistrzostwach w Katowicach wygraliśmy z Austrią 1:0. Zwycięstwo na pewno jest w zasięgu biało-czerwonych, musimy jednak unikać kar i lepiej niż do tej pory wykorzystywać bramkowe szanse.
Do awansu, który byłby miłą niespodzianką potrzebujemy jednak nie tylko trzech punktów, ale także porażki Koreańczyków w meczu ze zdegradowaną już Ukrainą lub porażki Kazachów z Węgrami, w tym ostatnim przypadku nieważne czy w regulaminowym czasie gry czy po dogrywce.
Moim zdaniem jednak najbardziej prawdopodobny scenariusz to awans Korei i Kazachstanu, a najciekawszy taki w którym Polska wygrywa grupę z dziesięcioma punktami na koncie, a Austria, Korea i Kazachstan mają po dziewięć punktów. Wtedy za rok w Danii zagraliby Polacy i drużyna Austrii.
12.30 Węgry – Kazachstan
16.00 POLSKA – Austria
19.30 Korea – Ukraina
Marek Solecki/RK