Świat sportu obiegła elektryzująca wiadomość - Robert Lewandowski oficjalnie przenosi się za ocean, by zasilić szeregi amerykańskiego klubu Chicago Fire. Kapitan reprezentacji Polski podpisał dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejny rok, stając się jednym z najlepiej zarabiających piłkarzy w historii ligi MLS, jako tak zwany Designated Player. Dla kibiców w "Wietrznym Mieście", gdzie mieszka ogromna polska społeczność, to prawdziwe święto i zapowiedź nowej ery dla tamtejszego futbolu. Jednak za kurtyną tego wielomilionowego transferu kryje się zupełnie inna, niezwykle ludzka opowieść o cenie, jaką za sportowe sukcesy płaci cała rodzina.
Gdy media sportowe analizowały szczegóły umowy, potencjalne zarobki napastnika i datę jego lipcowego debiutu, Anna Lewandowska zdecydowała się na krok, który rzadko oglądamy w pełnym blichtru świecie show-biznesu. W poruszającym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych zrzuciła maskę idealnego życia i wprost przyznała, że nadchodząca przeprowadzka do Chicago budzi w niej ogromny lęk. Zamiast tradycyjnej, PR-owej ekscytacji i udawania, że wszystko jest idealnie, fani zobaczyli kobietę i matkę, która zwyczajnie boi się tak drastycznej zmiany.
Żona piłkarza wyznała, że ostatnie tygodnie były dla niej emocjonalnym rollercoasterem skrajnych uczuć. Barcelona stała się dla ich rodziny prawdziwym domem i bezpieczną przystanią, którą pokochała całym sercem, dlatego myśl o ponownym pakowaniu walizek i zaczynaniu od nowa po prostu ją przeraża. Jako mama czuje też ogromny stres związany z emocjami swoich córek, martwiąc się o ich nową szkołę i to, jak odnajdą się w zupełnie nowym świecie.
Kibice nie będą musieli długo czekać na pierwszy występ polskiego napastnika w nowych barwach. Jeśli proces aklimatyzacji i formalności przebiegną zgodnie z planem, Robert Lewandowski zadebiutuje na amerykańskim boisku już 17 lipca 2026 roku, kiedy to drużyna Chicago Fire zmierzy się w ligowym starciu z Vancouver Whitecaps.