Wtorek, 27 paź 1 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Niedosyt jest zawsze, dopóki się nie wygrywa

Felieton Tadeusza Kwaśniaka z programu Sport w Radiu Kraków 21.02.2021

Jeśli samemu sobie sprawiać urodzinowe prezenty, to Ona jest w tym mistrzynią. W wigilię 27 urodzin Maryna Gąsienica Daniel zajęła szóste miejsce w slalomie gigancie na alpejskich mistrzostwach świata w Cortinie d'Ampezzo. W tej specjalności narciarskiej to najlepszy wynik w historii startów w mistrzostwach świata Polek, to wyrównany wynik najlepszego w historii polskiego alpejczyka Andrzeja Bachledy Curusia. Przy czym Ałuś osiągał ten wynik w 1970 roku. Bagatela, ponad pół wieku temu.

Wspominam wynik 27-letniej od dwóch dni zakopianki w gigancie, ale przecież w każdym starcie w Cortinie d'Ampezzo uzyskiwała najlepsze wyniki w karierze, a w mistrzostwach świata uczestniczyła po raz piąty. Przy czym należy mieć też świadomość, że w okresie ostatnich dwóch lat - bo w takiej sekwencji rozgrywane są mistrzostwa globu - Polka przez 19 miesięcy dochodziła do zdrowia i sił, po pechowej kontuzji. Ile trzeba mieć samozaparcia, jak silną trzeba mieć motywację, jak jasno określone cele. A przecież zawodnicze doświadczenie Maryny mogło wręcz zniechęcać. Droga do znaczącego wyniku w wieku juniorskim też uczyła cierpliwości. Dopiero w szóstym starcie w tej imprezie cieszyła się 5 miejsce w swym ulubionym gigancie. W Pucharze Świata zadebiutowała 10 kat temu, ale na pierwsze punkty czekała 6 lat. W tym sezonie jest na 20 miejscu, punkty zawdzięczając w głównej mierze jednej alpejskiej specjalności.

Jeśli Maryna Gąsienica Daniel jest dowodem dla tezy, że cierpliwość jest nagradzana, to z nadzieją można czekać na jej trzecie podejście do Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Za rok. Wart jest też podkreślenia fakt, że od 5 bodaj lat jej trenerem nie jest Włoch, Austriak, czy Francuz. Marcin Orłowski jest bielszczaninem. W całym teamie jedynie serwismen jest Hiszpanem, ale bardzo chwalonym przez Marynę. W końcu ma nad czym pracować. Sezonowa porcja nart polskiej alpejki liczy ok. 40 par.

Znakomitego występu w Cortinie d'Ampezzo pogratulował Marynie Gąsienicy Daniel m.in. prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner. Ale w tym miejscu pozwolę sobie na odrobinę uszczypliwości. Czy w sukcesie reprezentantki Polski większa była rola krajowego związku, czy fakt zaproszenia jej i korzyści płynące z obecności w międzynarodowym teamie Atomica?

Skupiam się na postaci zakopianki, a przecież relatywnie porównywalny sukces osobisty zanotowała w Cortinie d'Ampezzo Magdalena Łuczak. 19-letnia zawodniczka klubu MitanSki Zakopane w debiucie w seniorskich mistrzostwach świata ukończyła slalom gigant na 19 miejscu! Maryna Gąsienica Daniel czekała na taki wynik długie lata. A smaczku tej historii dodaje fakt, że aktualna mistrzyni Polski pochodzi z Łodzi. Ale przez kilka lat - szukając drogi do wyczynu - mieszkała we Włoszech, gdzie chodziła do szkoły sportowej w Falcade. Tam trenowała ją Elena Valt, Od niedawna rolę tę przejął Słowak Ivan Ilanovsky były trener mistrzyni świata w tej slalomie gigancie. Też można by zadać pytanie: czy pobyt we Włoszech, to była forma sportowego stypendium fundowanego przez PZN? Jeśli tak, to byłbym mile zaskoczony.

Mistrzyni Polski z Łodzi, to nie jest ewenement. W ostatnich z organizowanych w Małopolsce zawodów Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży mocno swoje ambicje zaznaczali zawodnicy z Warszawskiego Klubu Narciarskiego. W Pucharze Polski w Kluszkowcach wygrywali zawodnicy z Rawicza... Świat się zmienia, nie ma w nim miejsca na schematy opierające się li tylko na tradycji.

A wracając raz jeszcze do Maryny Gąsienicy Daniel. Mogła mieć z Cortiny d'Ampezzo jeszcze milsze wspomnienia. Slalom równoległy. Sędziowie ustalają regułę, że w pierwszym przejeździe pomiar różnicy czasu zatrzymują po upływie 0,5 sekundy. W konsekwencji Polka przegrywa walkę o strefę medalową różnicą 0,06 sekundy. Jej rywalka walczy w finale. Przegrywa, ale po kilkudziesięciu minutach sędziowie decydują o przyznaniu dwóch złotych medali. Można się załamać? Można też powiedzieć, że technologia przerosła ludzką wyobraźnię. Ale można też powiedzieć, że do tej sytuacji trafnym komentarzem są słowa trenera Marcina Orłowskiego. "Niedosyt chyba jest zawsze, dopóki się nie wygrywa".

T.Kwaśniak

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"