Dramaturgią, jaką okraszony był barażowy rewanż o awans do II ligi można by obdzielić dobrych kilka spotkań. Po zwycięstwie 3:2 przed własną publicznością krakowska Garbarnia pojechała do Poznania z zamiarem utrzymania przewagi nad Wartą, ale ostatnie minuty meczu sprawiły, że Brązowi marzenia o awansie muszą odłożyć w czasie.
Jak nietrudno było przewidzieć, od początku meczu na boisku przeważali gospodarze. To Warta była bardziej zdeterminowana, a utrzymujący się przed długi czas rezultat bezbramkowy premiował Garbarnię. W pierwszej połowie dogodne okazje zmarnowali jednak między innymi Ciarkowski czy Biegański, a w pierwszej połowie bramki nie padły. O ile przed zmianą stron Garbarnia od czasu do czasu przenosiła się jednak z piłką pod bramkę Filipowiaka, o tyle po przerwie w ofensywie Brązowi praktycznie nie istnieli.
Dodatkowej dramaturgii meczu barażowemu dodawała też aura. Od początku drugiej połowy nad stadionem przy Drodze Dębińskiej w Poznaniu padał rzęsisty deszcz, a boisko z minuty na minutę stawało się coraz bardziej grząskie. W 50. minucie napastnik Warty, Spławski, uderzał głową w kierunku bramki i tylko znakomita interwencja Marcina Cabaja uchroniła Garbarnię od utraty gola. Gra gości w drugiej połowie przypominała obronę Częstochowy, gra miejscowych - bicie głową w mur. W takich realiach mecz toczył się aż do 87. minuty, gdy losy barażowego dwumeczu odwróciły się o 180 stopni. Po zamieszaniu w polu karnym arbiter początkowo puścił grę, jednak po konsultacji z liniowym wskazał na jedenasty metr dopatrując się wątpliwego faulu. Moment podyktowania "jedenastki" od chwili jej wykonania dzieliło dobrych kilka minut, które upłynęły na dyskusjach. Gdy przyszło co do czego, Łukasz Białożyt podszedł jednak do piłki i precyzyjnie uderzył, nie dając szans Marcinowi Cabajowi.
Taki obrót spraw bardzo źle znieśli zawodnicy Garbarni. Na placu gry zrobiło się naprawdę nerwowo, a arbiter Łukasz Bednarek, którego nazwiska fani Brązowych długo zresztą nie zapomną, wyrzucił z placu gry Mateusza Pawłowicza. Garbarnia rzuciła po straconym golu wszystkie siły do przodu, a Warta wyprowadzała kontrataki. Jedna z takich kontr zakończyła się kolejnym rzutem karnym - tym razem faulował Marcin Cabaj i co do jego przewinienia wątpliwości już raczej nie było. Cabaj wybronił jednak w 96. minucie uderzenie Michała Ciarkowskiego, a druga połowa trwała jeszcze przez siedem minut. Aż do 103. Garbarni nie udało się już jednak zagrozić bramce Filipowiaka, a mecz zakończył się zwycięstwem Warty, która po końcowym gwizdku rozpoczęła na murawie święto.
Sezon, w którym Garbarnia spisywała się naprawdę świetnie, kończy się więc dla Brązowych wyłącznie utrzymaniem w nowej trzeciej lidze. Po końcowym gwizdku pozostał jednak spory niesmak. Sytuacje z ostatnich fragmentów spotkania niech podsumują słowa trenera Brązowych, Mirosława Hajdy: – Ćwiczyliśmy w tym sezonie różne warianty, ale nie próbowaliśmy jeszcze gry 14 na 11. Dzisiaj mieliśmy taką okazję.
Z Poznania, Adam Delimat