Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Szczerski: "Nie jesteśmy dziadami kalwaryjskimi"

- Nie musimy dziękować, że Unia nas przyjęła. To był taki sam interes dla krajów starej Unii, jak i dla nas. Nie jesteśmy dziadami kawlaryjskimi, którzy muszą dziękować, za to, że ktoś dał im pieniądze i dlatego mogą istnieć - mówił w porannej rozmowie Radia Kraków, Krzysztof Szczerski, poseł PiS.

Szczerski: "Nie jesteśmy dziadami kalwaryjskimi"
fot. archiwum RK

Z Krzysztofem Szczerskim rozmawiał Jacek Bańka.


Wzniesie pan jutro toast za 10 lat w Unii Europejskiej?




Nie przypuszczam, aby członkostwo w organizacji międzynarodowej było okazją do toastów. W dużym stopniu zaczynamy nadmiernie entuzjazmować się czymś, co jest faktem politycznym. Co trzeba poddać pewnemu bilansowi. Nad czym trzeba pracować, a nie robić z tego święto. To zacznie zastępować inne świeckie tradycje.


Nic się u pana nie zmieniło przez te 10 lat?




Oczywiście, że zmieniło się na lepsze. Pan Bartoszewski kiedyś powiedział, że Polska jest brzydką panną bez posagu i powinna się cieszyć, że jakiś kawaler na nią spojrzał – to skandaliczne słowa. Powinniśmy dziękować, że Unia nas przyjęła – nie. To był taki sam interes dla krajów starej Unii, jak i dla nas. To był fakt polityczny. Wiele zmieniło się w Polsce, ale zmieniło się pracą Polaków. To my pracujemy nad tym, żeby Polska była lepsza. Nikt za nas tej pracy nie wykonuje. To my sobie dziękujmy za 10 lat ciężkiej pracy w Unii.


To taki optymizm ostrożny. Zamiast szampana... "szampańsko igristoje"?




Nawet tak nie żartujmy. Teraz są wystrzały nie z szampana, a z pocisków, realne, na Ukrainie. Trzeba patrzeć na rzeczywistość realnie, a nie lukrować. Aż może zemdlić od tej słodyczy.Tak jak patrzę na słynny spot, który dla mnie jest sucharem roku, żenadą absolutną - łany zboża, które falują dzięki temu, że jesteśmy w Unii Europejskiej...


Ale władze małopolski wylicząja: 28 miliardów złotych w ciągu 10 lat tylko dla Małopolski. W tym w ciągu 6 lat miliard na same drogi, 2000 nowych firm i tak dalej.




Dobrze, ale postrzegamy siebie jako dziadów kalwaryjskich, którym ktoś dał pieniądze i dlatego możemy istnieć. Jak tak na to patrzy marszałek Sowa, to niech się uda jako dziad kalwaryjski do Kalwarii, a nie zabiera się za rządzenie Małopolską. Pieniądze do Małopolski przychodzą nie dlatego, że jesteśmy biedni i fundusze strukturalne wpływają do Polski z racji naszej biedy. Takie są mechanizmy polityki europejskiej. Te fundusze docierają do różnych rejonów w całej Europie. Nikt za to tak nie dziękuje i nie ekscytuje się tym, jak marszałek Sowa i Platforma Obywatelska... 80 centów z każdego euro, które spłynęło wraca do tych krajów, które do tego budżetu najwięcej łożą. W kontraktach, jakie wykonują na terytorium Polski za te pieniądze. Te pieniądze przepływają, a nie zostają. Co zostaje z nich jako powód do przyszłego rozwoju: infrastruktura, przemysł? O tym należy rozmawiać. Po 10 latach - czy zbudowaliśmy taki przemysł, że bezrobocie będzie malało trwale.? Czy zakłady pracy powstają, czy nie?


To co się udało w ciągu tych 10 lat w Małopolsce?




Trochę udało się inwestycji strukturalnych, ale nie za wiele. Nie polepszyły realnie samopoczucie Małopolan, że Małopolska jest już województwem o dobrej infrastrukturze: kolej słaba, północna obwodnica Krakowa - to wszystko jest przed nami. Trochę udało się jeśli chodzi o ratowanie zabytków i infrastrukturę kulturalną. Powtórzę – to istotna praca Polaków. To, że otworzyły się rynki europejskie dla naszych produktów. Zniknęły bariery handlowe, zniknęły bariery w podróżowaniu . My, Polacy jesteśmy przedsiębiorczy.


Zamykamy bilans. Przyjdzie pan na piknik trzeciomajowy przygotowany przez wojewodę na Błoniach?




Jestem u siebie w okręgu wówczas na mszy, czyli w Chrzanowie. Później postaram się być, i jednocześnie zapraszam, na marsz patriotyczny od Krzyża Katyńskiego po Grób Nieznanego Żołnierza. Będzie to bardzo radosne manifestowanie patriotyzmu i przywiązania do Polski, dbania o tradycję – obchodów 3 maja. Wszystkich Małopolan zapraszam.




To te obchody. Zostanie pan w Krakowie i pójdzie na Błonia?




Mam dość sceptyczny stosunek do tego hasła, że w majówkę "sztandary zwinąć - grill odpalić". Wojewoda, prezydent, bojąc się obywateli i mieszkańców, starają się ukryć obchody pod pozorem jakiegoś pikniku. Na piknik zawsze jest czas. Majówki robić można cały maj.


Ale co w tym złego? Marszy i pochody źle się nam kojarzą?




Może wojewoda boi się Polaków, którzy manifestują i nie chce z nimi się spotkać. Piknik może organizować każdy. Natomiast władza publiczna powinna zorganizować państwowe obchody, które by temu dniu nadały charakter patriotyczny, wspólnego narodowego uczczenia 3 maja, a nie zabawy w niego.


Śpiewy patriotyczne są w planie.




To nie jest zabawa w 3 maja, to nie są orły czekoladowe... to nie jest poważne. Poważne władze, które chcą budować wspólnotowy patriotyzm organizują to, o co za komuny walczyli krakowianie pałowani przez milicję, żeby móc mieć patriotyczny przemarsz przez miasto z okazji 3 maja. To, co udało się w wolnej Polsce wywalczyć i utrzymywać, wojewoda mając dyskomfort, gdy spotykał się z Polakami, którzy niekoniecznie go lubili i mu klaskali, zlikwidował te obchody i udaje, że tradycji nie ma.


A może to są obchody komplementarne? Trzeba i pikników, i pochodów?




Nie mam nic przeciwko, temu, że Polacy 3 maja tak obchodzą, bawiąc się. Żal mam do władz publicznych, że nie potrafią stanąć na wysokości zdania. Tylko z powodu osobistej niechęci kilku osób, co powoduje, że Kraków jest pozbawiony elementów, o które za komuny walczono, a całą wolną Polskę można było to organizować. Panu wojewodzie przeszkadza marsz?


Zapytamy o to wojewodę pojutrze. Jak pan zagłosuje w referendum: na zimowe igrzyska olimpijskie, ścieżki, metro?




Pytanie czy chcę, żeby Kraków był bezpieczniejszy, obraża moją inteligencję. Pytania tego typu pokazują rozwój intelektualny radnych Platformy Obywatelskiej. I te pytania pojawią się w referendum, na które idą pieniądze z kasy publicznej. Mam z tym problem, bo uważam, że Małopolska i Kraków powinny być gotowa do tego, żeby organizować wielkie przedsięwzięcia, takie jak ZIO. Natomiast, jak widzę, jak to jest zorganizowane... Zamiast zrobić poważne przygotowania, odkręcono kurek z pieniędzmi, jak w wodopoju, do którego podchodzi coraz więcej cwaniaków fundujących sobie za to namioty sferyczne i wysokie pensje – robi mi się niedobrze.


Czyli dziś jest pan na "nie"?




Jeśli to będzie referendum na "nie", to za to odpowiedzialny będzie komitet organizacyjny. Z zaszczytnej idei zrobiono rzecz śmierdzacą. Referendum na "nie" będzie ich winą.


Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"