Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Ireneusz Raś: Swoje miejsce na liście mogę skomentować po wyborach. Wtedy moja odpowiedź będzie szczera

- O wynikach decydują wyborcy i zapewniam, że moja pozycja będzie zdecydowanie lepsza - tak poseł Platformy Obywatelskiej Ireneusz Raś skomentował dopiero 6. miejsce na liście wyborczej do Sejmu. "Jakieś różnice wewnątrz Platformy Obywatelskiej się pojawiają, ale nie czas, by komentować sytuację wewnątrz Platformy. Dziś od nas zależy, co się będzie działo w następnych czterech latach w kraju. Wolę to skomentować po wyborach i odpowiedź wtedy będzie szczera" - powiedział Raś.

Ireneusz Raś: Swoje miejsce na liście mogę skomentować po wyborach. Wtedy moja odpowiedź będzie szczera
fot: J. Bańka

Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PO, kandydatem Koalicji Obywatelskiej w wyborach do Sejmu, Ireneuszem Rasiem.

Dlaczego dopiero 6 miejsce na liście?

- Nie komentuję tego. O wynikach decydują wyborcy. Do nich się odwołam. Moja pozycja będzie lepsza.

Jest pan za dwoma samorządowcami.

- Pan chce, żebym skomentował...

Tak. Bardzo bym chciał.

- Kiedy jesteśmy w trakcie kampanijnego touru, nie mogę, mogę to skomentować po wyborach. Mieszkańcy to zrozumieją. Wtedy moja odpowiedź będzie szczera.

Rozumiem, że ta lista dzisiaj pokazuje walki wewnątrz PO. Ludzie Grzegorza Schetyny, ludzie Donalda Tuska i podziały krakowskie?

- Jakieś różnice się pojawiają, mam swoje zdanie. Nie jest czas na komentowanie sytuacji wewnątrz PO. Od nas zależy, co się będzie działo w kraju przez 4 lata. Jakbym ja płakał, żalił się, powiedzą, że Raś jest słaby. Tak nie jest. Nie będę płakał. Z wyborcami się spotykam. To dobre spotkania.

Kiedyś był pan w Porozumieniu Centrum...

- Dotyka pan mojej młodzieńczej decyzji. Miałem wtedy 21 lat. Dziś mam więcej.

Jeśli teraz partie opozycyjne zdobędą większe poparcie od Zjednoczonej Prawicy, będzie pan budował porozumienie z lewicą. Nie przeszkadza panu ta perspektywa?

- W kraju, jak w 1989 roku, dochodzimy do miejsca, gdzie trzeba zdecydować, czy chcemy budować europejską demokrację, czy iść w kierunku niepewnej przyszłości, braku sojuszy, niebezpieczeństwa dla kraju. Ja to tak odbieram. Jeśli pewne ugrupowania mówią, że chcą demokracji i chcą odbudować fundamenty…

Nawet jeśli jest to SLD i Razem?

- Przy Okrągłym Stole byli ludzie, którzy zamykali i ci, którzy byli zamykani. Wszystko po to, żeby Polska była normalnym krajem. Do tego była strona kościelna. Jestem w stanie zatem sobie wiele wyobrazić, żeby w kraju było dobrze, żeby działać na korzyść kraju. Niektórzy mówią o politykach, że działają na swoją korzyść. Mnie to nie interesuje. Idę do wyborów, żeby pomagać dalej ludziom i wybierać dobro dla kraju.

Jeśli przyjdzie do rozważań nad kwestiami światopoglądowymi, jako konserwatysta jakie pan przyjmie stanowisko ws. związków partnerskich?

- Nie jestem entuzjastą związków partnerskich. Jednak jak konserwatysta się w to wgłębi, że chodzi o informacje dotyczące stanu zdrowia, sprawę pochówku, dziedziczenia, to takie coś można tym ludziom zapisać. Sam związek partnerski się kojarzy w Polsce radykalnie, że chodzi o adopcję dzieci, że to ma być instytucja paramałżeńska. Na to zgody nie ma. Grzegorz Schetyna o tym pisał. Można to załatwić nazywając ustawą o wspólnym pożyciu. Niektóre osoby nie mogą wziąć ślubu jaki by chcieli. Nie mówimy tylko o parach homoseksualnych. Mówimy też o związkach kobiet i mężczyzn.

Czyli w kwestiach formalnych, dostępu do dokumentów to jest jasne, nie dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne? Do tego inna nazwa, żeby zdjąć odium?

- Żeby nie tworzyć projektu, pod który się podwieszą radykalne wnioski środowisk.

Rozumiem, że to by było do przyjęcia...

- Dla wszystkich jest to do przyjęcia. Trzeba pomagać ludziom. Mówimy o tolerancji. Jak pytam nawet gorliwych katolików, oni mówią, że nie ma problemu dzisiaj. Prawo trzeba zebrać w jedno. Nie twórzmy jednak instytucji paramałżeńskich. W konstytucji małżeństwo jest szczególnie chronione.

Dzisiaj Małgorzata Kidawa-Błońska, czyli kandydatka KO na premiera, przedstawi założenia programowe przed wyborami. To będzie powtórzenie „szóstki” Schetyny?

- Nie sadzę. Będzie też pewnie jakaś nowość. Znamy piękną historię jej rodziny. To prawnuczka prezydenta Wojciechowskiego. W bliskiej rodzinie miała ministra Grabskiego. Ona ma swój charakter, elegancję. Będzie sobie życzyć pewnego novum w tym otwarciu. Tego, co wypracowaliśmy na kongresie programowym nie możemy odrzucić. To będzie pogłębione i coś dodane.

Zapytam tak jak PO pytała PiS. Dlaczego nie lider partii ma być premierem?

- To decyzja Grzegorza, wynikająca z pewnego wnioskowania w początkowej fazie kampanii, że nasi wyborcy prosili, żeby pokazać kogoś nowego.

Albo schować kogoś starego.

- Nie. Grzegorza Schetyny schować się nie da do końca. Chodzi o nowe otwarcie. Tym jest Kidawa-Błońska. Mam nadzieję, że ona nas poprowadzi do bardzo dobrego wyniku. Tym będzie ponad 30%. To da szanse opozycji tworzenia rządu dla demokratycznego ładu prawnego w Polsce.

Na razie sondaże raczej nie pokazują, żeby takie były trendy.

- Na dwa tygodnie przed wyborami do PE, wielka Koalicja Europejska była bliska wygranej. Skończyło się inaczej. Jestem pokorny. Praca musi być wykonana. Trzeba odbić tereny poza wielkimi aglomeracjami. To wyzwanie dla kandydatów Koalicji Obywatelskiej. Ja ogłoszę program szukania wyborców poza Krakowem w przyszłym tygodniu.

Rozumiem, że pani marszałek Kidawa-Błońska ma być osobą, która doskonale się czuje na salonach i na targu? Stąd takie posunięcie?

- To osoba zgody, która pasuje…

Nawet Ryszard Terlecki mówił, że ona bardziej pasuje do PiS.

- Widzi pan. To zachęcamy pana Terleckiego. Chociaż chyba jego charakter nie pasuje do Koalicji Obywatelskiej. Nie najlepiej marszałek się prezentuje w Warszawie. Sposób prowadzenia obrad przez niego jest agresywny.

Nie za późno z tą Małgorzatą Kidawą-Błońską?

- Szczerze?

Za późno?

- Lepiej późno niż wcale. Próbujemy czegoś nowego. Od dzisiaj Małgorzata Kidawa-Błońska wleje w serca wyborców nadzieję na wygraną 13 października. Apeluję o obecność na wyborach. One są bardzo ważne. Po 1989 roku pierwsze takie wybory, które zdecydują, gdzie pójdziemy. Na wschód czy zachód? Na wschód państwo wiedzą, kto nas prowadzi.

Zdecydowanie najważniejszą rolę odegra frekwencja. Z jednej i drugiej strony komentatorzy mówią, że wszyscy mobilizują własny elektorat.

- Ja chcę przekonać parę osób, które chcą głosować na PiS, że nie jest warto. To trudniejsze szukanie. To głos podwójny. Ja się sportem zajmuję. Gol na wyjeździe liczy się podwójnie. Zapraszam do urn. To bardzo ważne.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"