Krakowskie skarbce bankowe przy ulicy Wielopole w Banku PKO czy w Narodowym Banku Polskim przy ulicy Basztowej. Czy wiemy, jak te skarbce bankowe wyglądały? Jak były zabezpieczone? Czy były pokonane przez złodziei i przez tych, którzy jako ambicje kładą sobie, żeby te zabezpieczenia bankowe pokonać?
Gościem Marzeny Florkowskiej jest prof. dr hab. inż. arch. Artur Jasiński. Architekt i wykładowca akademicki, autor projektów kilku budynków bankowych.
Posłuchaj wypowiedzi
Popatrzmy na te gmachy bankowe z zewnątrz. Imponujące, projektowane przez doskonałych architektów. Onieśmielają, a równocześnie nas nobilitują jako potencjalnych klientów.
Budynki te powstały w szczególnym okresie, kiedy odrodzone państwo polskie inwestowało w instytucje państwowe. Powstawały wówczas imponujące gmachy użyteczności publicznej, budynki poczty, urzędów, między innymi także budynki banków. Ówcześnie to był Bank Polski przy ulicy Basztowej i Pocztowa Kasa Oszczędności przy ulicy Wielopole.
Jeden i drugi jest utrzymany w stylu architektonicznym klasycyzujący akademizm.
Banki nawiązywały swoją architekturą do antyku bądź do renesansu, czyli do stylów klasycznych po to, żeby uzewnętrznić pewne cechy, którymi chciały się szczycić.
Solidność, bezpieczeństwo, potęga, bogactwo. To były takie atrybuty historyczne, których banki używały do lat trzydziestu XX wieku, kiedy wielki kryzys giełdowy i bankowy spowodował, że klienci banków zrozumieli, że ten kostium historyczny nie zapewnia im bezpieczeństwa.
Po II wojnie światowej nastąpiła rewolucja w architekturze bankowej i banki powojenne przybrały kostium komercyjne. Przejrzystość, transparentność, wydajność to były te cechy, które chciały banki eksponować. W architekturze bankowej doszło do metamorfozy znaczeniowej, co nie znaczy, że zagadnienia bezpieczeństwa zeszły na dalszy plan. Bynajmniej. W dalszym ciągu niezwykle solidnie te warunki bezpieczeństwa realizowano tylko za pomocą innych technologii. Już nie krat, tylko szkła, a jak wiadomo szkło może być pancerne.
W dalszym ciągu budynki bankowe zachowywały swój charakter, odrębny typologicznie, mianowicie posiadały sale operacyjne i zespoły skarbcowo-kasowe, w tym skarbce.
Czy także wnętrza banku były także projektowane z pewnym przesłaniem, nie tylko praktycznym?
Wnętrza sal operacyjnych bardzo często przypominały świątynię. Swoim nastrojem, ale także często w bankach amerykańskich skarbce, szczególnie skarbce dzienne, były umieszczane na osi wejścia, otoczone pewną oprawą architektoniczną, która bardzo, bardzo przypominała ołtarz. Często te banki tradycyjne były nazywane świątyniami pieniądza.
Czy w banku było kilka skarbców?
Przyjęło się, że skarbce powinny być co najmniej dwa albo trzy. Główny skarbiec mieścił się najczęściej w podziemiach i był otwierany tylko raz dziennie.
Na poziomie sali operacyjnej był taki skarbiec dzienny, gdzie przechowywano podręczną gotówkę. Często budowano także skarbce depozytowe, które były wyposażone w skrytki i prywatni klienci mieli do nich zamieść swoje skarby. Tutaj muszę zastrzec, że kwestia konstrukcji skarbców stanowi bardzo pilnie szczerzoną tajemnicę.
Skoro pan pisał pracę doktorską o bankach i projektował pan kilka budynków bankowych, to pan na pewno wie, jak te skarbce wyglądają. Co więcej, pan nam na pewno o tym opowie.
Nie mogę opowiedzieć o tych, które projektowałem, bo zostaliśmy zobowiązani do zachowania tajemnicy i nikt tej tajemnicy z nas nie zdjął, pomimo że te budynki już przestały pełnić funkcję banków. Natomiast znam proces i mogę opowiedzieć o tym, jak te skarbce się projektuje. Zresztą jeden z najlepiej, a może nawet najlepiej na świecie zabezpieczony skarbiec, który zresztą mieliśmy okazję zwiedzać, mieści się w Nowym Jorku w podziemiach Banku Rezerw Federalnych i znajduje się na głębokości 24 metrów pod budynkiem, czyli kilkunastu metrów poniżej poziomu morza.
Sądzi pan profesor, że obecnie projektanci domów przewidują także domowe sejfy?
Wydaje mi się, że w większości domów jednorodzinnych są skrytki bądź sejfy. Od najmniejszych poczynając, na coraz większych kończąc. Są kraje, takie jak Szwajcaria, czy Izrael, w których przy domach, a nawet przy mieszkaniach buduje się tak zwane sejfroomy, gdzie nie tylko kosztowności mogą być chowane, ale ludzie mogą się chować w wypadku zagrożenia, w wypadku ataku. Można się schronić, zamykając za sobą drzwi.
Piękne, imponujące budynki bankowe. I jaka jest ich przyszłość?
Okazuje się, że po latach wcale nie jest dobrze, że bank wygląda jak bank. Kryzys lat trzydziestych w Ameryce udowodnił, że łatwiej jest sprzedać bank, który nie wygląda jak bank.
Dlaczego? Z powodów rozlicznych. Od techniki poczynając, na symbolice kończąc. Obiekt o monumentalnej architekturze, który przypomina świątynię, bardzo trudno zaadaptować jest dla jakichś innych celów.
Najbardziej udane adaptacje budynków bankowych to jest funkcja hotelowa. W wypadku naszego banku przy ulicy Wielopole jest o tyle łatwiejsze, że on był projektowany i składał się z dwóch części. Od frontu była sala operacyjna i pomieszczenia bankowe dostępne dla klientów, a od tyłu było skrzydło mieszkalne.
I to była reguła. Przy Basztowej 20 też tak było.
Tu będziemy mieli bardzo ciekawe porównanie. Oba te obiekty były projektowane i realizowane równocześnie, a obecnie jeden z nich dalej będzie pełnił funkcję bankową, a drugi z nich będzie hotelem. A przy okazji być może zobaczymy ten skarbiec rzeczony, bo to, że obiekty zmieniają swoją funkcję, daje nam ogromną szansę, żeby wejść do nich i poznać ich tajemnice, co wcześniej było zupełnie niemożliwe.