Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Miedziana wanna i tajemniczy strzał w Hotelu Krakowskim

Wanny porcelanowe i miedziane, łaźnie ziołowe i parowe, kąpiele nasiadowe. To wszystko w Hotelu Krakowskim u zbiegu ulic Dunajewskiego i ulicy Garbarskiej, z którego okien w 1923 roku padł strzał. A tuż obok mieszkał prof. Stefan Banach.

Miedziana wanna i tajemniczy strzał w Hotelu Krakowskim
Hotel Krakowski. Fot. NAC

Gościem Marzeny Florkowskiej jest Michał Chlipała, historyk i prawnik z Katedry Historii Medycyny Uniwersytetu Jagiellońskiego, Collegium Medicum

Posłuchaj wypowiedzi

Zaczynamy od końca, czyli od strzału z okien nieistniejącego już Hotelu Krakowskiego. Co się wydarzyło?

Mówimy tutaj o tak zwanych wypadkach krakowskich, czyli wydarzeniach z 6 listopada 1923 roku. Około godziny dziewiątej doszło do bardzo nieszczęśliwej kulminacji zdarzeń, która doprowadziła do wybuchu krwawych zamieszek. Mianowicie portier Hotelu Krakowskiego wspominał, że nagle usłyszał strzał i jednocześnie wszystkie głowy zgromadzonych na ulicy demonstrantów obróciły się w górę, palcami pokazywano na hotel.

Wydawałoby się, że to jest jedno zeznanie, w związku z czym być może portier się pomylił, ale mamy drugie zeznanie, bo oczywiście po całych tych zamieszkach toczyła się sprawa sądowa, gdzie pracownik zakładu oczyszczania miasta mówił, że widział kogoś, kto wychylał się z okna tegoż Hotelu Krakowskiego. Portier nie widział tej osoby strzelającej, bo stał w drzwiach hotelu, natomiast pracownik zakładu oczyszczania miasta widział kogoś, kto wychylał się i strzelał w kierunku policjantów.

Sami policjanci zeznawali różnie, jedni twierdzili, że strzelano do nich od strony ulicy Basztowej, a dopiero później ktoś strzelił z Hotelu Krakowskiego. Niezależnie od tego, jak było, tłum zaczął strzelać w kierunku policjantów.

Jednocześnie użyto, co też ciekawe, dwóch wozów z kapustą do staranowania tego policyjnego kordonu i rzeczywiście policjanci uciekli pod mur klasztoru Reformatów. W mieście zaczęły się regularne walki.

Czyli tak naprawdę ten pierwszy strzał, który nie ranił nikogo, ale był takim momentem przełomowym tych wydarzeń?

Tak, dlatego że pouczono policjantów, tak przynajmniej wynikało też za akt rozprawy, pouczono, że mają stać spokojnie dopóki właśnie nie zacznie się strzelanina. To jakby uruchomiło tę całą spiralę agresji.

Hotel Krakowski. Fot. NAC

Nieistniejący Hotel Krakowski. Zachowały się reklamy tego miejsca: zapewniamy świeże powietrze i piękne widoki, bo hotel stał tuż obok Plant. Kto był jego właścicielem?

Kiedy wznoszono ten budynek, czyli mówimy tutaj o przełomie lat 50/60.XIX wieku, to było praktycznie za miastem.

Zachował się tuż obok drugi budynek, Pałacyk Marfiewicza. Właścicielem i, jeśli tak można powiedzieć, inwestorem w przypadku obu budynków był Antoni Marfiewicz. To jest bardzo ciekawa postać, bo on należał do grupy ziemian, którzy po upadku  Rzeczypospolitej Krakowskiej zaczynają ściągać do Krakowa i tutaj budować sobie różne rezydencje i też często wchodzić, jeśli tak mogę powiedzieć, w buty krakowskich mieszczan, to znaczy zaczynają wykonywać też zawody, które do tej pory wykonywało mieszczaństwo. Marfiewicz trochę taką osobą został. Jak mówił jego nekrolog, był właścicielem dóbr i realności, czyli nieruchomości.

Ten budynek Hotelu Krakowskiego był bardzo charakterystyczny.

Projektantem Hotelu Krakowskiego i Pałacyku Marfiewicza był Filip Pokutyński. W okresie międzywojennym, kiedy go zburzono, nie był dla ówczesnych tak ciekawy, bo to był taki neogotyk klasyczny. Były wieżyczki, łukowate okna, budynek z charakterystycznej czerwonej cegły, miał taki zamkowy, jeśli tak można powiedzieć, rys w sobie i wpasowywał się w działkę.

Jak się wydaje, tak przynajmniej z ówczesnych zapisków i z ówczesnych relacji wynika, że raczej był to hotel niezbyt drogi i niecieszący się też najlepszą opinią.

Był to raczej hotel albo właśnie dla niezbyt zamożnych podróżnych, albo dla różnych indywiduów, które nie cieszyły się chyba za dobrą opinią, bo też zdaje się, że często ten lokal był pod obserwacją różnych służb tutaj krakowskich, policyjnych i jeszcze austriackich i później II Rzeczypospolitej, póki jeszcze on działał. Także nie był to jakiś wybitny i wielce luksusowy hotel.

Hotel Krakowski. Fot. NAC

Nowe Łazienki Miejskie. Co to za miejsce? 

Proszę pamiętać, że w XIX wieku przecież pojawiła się moda na terapię, którą stosował najpierw Vincenz Priessnitz i stąd mamy słynne prysznice. Potem tym tropem poszedł m.in. duchowny Sebastian Kneipp i jego leczenie wodą.

Kneipp był zresztą w ogóle zwolennikiem tego, co byśmy dzisiaj nazwali zdrowym stylem życia: propagował wegetarianizm, częste kąpiele, ruch, proste ubrania z naturalnych surowców. Właśnie stąd też te kąpiele zdrowotne w tamtych czasach były bardzo modne.

Zresztą być może właśnie dlatego w tych reklamach, które się pojawiały, a które dotyczyły tych łazienek Hotelu Krakowskiego, były właśnie i nasiadówki parowe, i zimne tusze, i różnego typu masaże. Reklamowali się masażyści, że są wyjątkowo sprawni i skuteczni. W związku z tym taki gabinet odnowy biologicznej, można powiedzieć, XIX wieku. Możemy wnioskować, że Łazienki Nowe nie sprawdzały się aż tak bardzo, skoro początkowo zajmowały trzy kondygnacje, a po jakimś czasie tylko te parterowe.

Wydaje się, że, jak to się ładnie mówi dzisiaj, Marfiewicz trochę przeinwestował. Był to człowiek z gestem i być może ten gest też troszeczkę go sprowadzał czasem na manowce.

Hotel Krakowski. Fot. NAC

Ale jest jeszcze jedna barwna historia związana z Pałacykiem Marfiewicza.

W oficynach tego pałacyku mieszkała Franciszka Płowa ze swoim mężem, który pracował w tymże hotelu, zresztą ona później też. Natomiast Franciszka Płowa znana jest jako osoba, która opiekowała się małym Stefanem Banachem.

Stefan Banach był dzieckiem nieślubnym, jego matka nie mogła wrócić na rodzinną wieś jako panna z dzieckiem, to by dla niej było rzeczywiście katastrofą, więc zostawiła go tutaj w Krakowie. Zresztą chyba za porozumieniem z ojcem dziecka, który też w Krakowie mieszkał jako urzędnik i łożył ponoć na jego utrzymanie.

Właśnie tam wychowywał się genialny matematyk, późniejszy profesor, Stefan Banach i tam mieszkał w początkowym okresie swojego życia. Stamtąd też zresztą miał niedaleko, znajdujące się też przy ówczesnej jeszcze ulicy Podwale 15, atelier fotograficznego Juliusza Miena. I stąd znane jest zdjęcie małoletniego Banacha grającego w szachy, właśnie wykonane przez Miena.

Pałacyk Marfiewicza. Wikipedia

To na koniec zapraszamy na słynną ławeczkę Banacha pod sam Wawel...

Słynna ławeczka Stefana Banacha. Fot. Wikipedia

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Dyrektor ZIS zwolniony w trybie natychmiastowym. Powodem była sprawa Mais Group?

  • Hanna Bieluszko wraca na scenę mimo choroby. "Nie czuję się spełniona. Mam kilka marzeń"

  • Urząd czekał na konserwatora, konserwator na urząd. Remont Placu Drzewnego w Tarnowie w końcu się rozpocznie?

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Mieszkańcy chcą tego wjazdu, drogowcy go zamknęli. Ktoś wyłamał bariery

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem