Telefon dzwoni o drugiej w nocy. Załoga samolotu w ciągu kilku godzin opracowuje plan działania z międzylądowaniem w innym mieście po czym wsiada do samolotu. Po drodze zabiera personel medyczny. W lodówce jest serce, które musi dotrzeć do pacjenta na czas. Tylko cztery godziny. I żadnych błędów. Piloci 8 Bazy Lotnictwa Transportowego w Balicach od 40 lat niosą pomoc transportując organy do przeszczepów. O kulisach lotów w ramach "Akcji Serce" – z kapitan Anną Sawką, pilotem wojskowego Skytrucka – rozmawiała Joanna Gąska.
Posłuchaj wypowiedzi
To była noc z 5 na 6 listopada 1985 roku. Wtedy, na prośbę doktora Zbigniewa Religi, Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego uruchomił pomoc w dostarczeniu serca dla pacjenta, który czekał na transplantację w Zabrzu. Dziś mija 40 lat od tamtej akcji. Piloci, którzy uczestniczyli w akcjach serce, obchodzą w tym roku swoje święto. Do tej pory piloci 8 Bazy Lotnictwa Transportowego w Krakowie Balicach dostarczyli organy do transplantacji ponad 660 razy wykonując niemal 2 tys. lotów. Tylko w ubiegłym roku załogi M-28 i C-295 przekazały "ładunek życia" 104 razy startując niemal 300 razy. Ostatni lot odbył się w tym tygodniu i była to 14 "Akcja Serce" w tym roku.
W dostarczaniu organów przeznaczonych do transplantacji uczestniczy także kpt. Anna Sawka dowódca załogi M28, Skytraka.
Joanna Gąska: Zdaje się, że dzisiaj jest Pani na dyżurze.
Kpt Anna Sawka: Zgadza się, dzisiaj mam dyżur pod telefonem. Całodobowy. Baza każdorazowo wystawia co najmniej jedną załogę, a często nawet dwie, które dyżurują codziennie przez cały rok.
Ile razy się zdarzyło, że odebrała pani telefon i trzeba było wsiadać do kokpitu i ruszać?
Mam dobrą pamięć, ale krótką, więc pamiętam tylko poprzedni rok. Sześć razy miałam okazję w ciągu całego roku uczestniczyć w takich lotach w ramach „Akcji Serce”, z czego pięć razy w charakterze dowódcy załogi. Kiedy załoga otrzymuje telefon, rozpoczyna się szereg czynności związanych z przygotowaniem do takiego lotu. Od otrzymania sygnału załoga, w zależności od godziny realizacji zadania, ma co najmniej kilka godzin, żeby wystartować.
Czyli to nie jest tak, że dostajecie telefon i wskakujecie od razu do kokpitu?
Nie, nie. Jesteśmy w pobliżu miejsca pracy. Czas na dojazd i na przygotowanie musi być zapewniony do takiego lotu. Po przybyciu do pracy rozpoczynamy etap przygotowania, czyli przede wszystkim analiza pogody, koordynacja z medykami. Mamy łącznika, konkretną osobę, która jest podana w zarządzeniu. Dowódca załogi ocenia możliwości wykonania lotu, z zachowaniem bezpieczeństwa, tak, żeby narząd dotarł do miejsca, do którego ma dotrzeć.
Telefon o drugiej w nocy. Załoga C-295 opracowuje plan działania po czym wsiada do samolotu. W lodówce jest serce, które musi dotrzeć na czas. Tylko cztery godziny. I żadnych błędów. Żołnierze 8 Bazy #8BLTr od 40 lat niosą pomoc w #AkcjaSerce @RadioKrakowhttps://t.co/Pjt4pwjFjH pic.twitter.com/OqhYp04hkD
— Joanna Gąska (@joanna_gaska) April 3, 2025
I na czas...
Na czas. Na czas, to jest też bardzo ważne. Zawsze pytamy koordynatora, co to za narząd. Na transport serca jest około 4 godzin. To czas, w którym musimy nie tylko wykonać lot, bo przecież narząd zostaje pobrany już wcześniej, i później karetką dotrzeć do pacjenta. 4 godziny to czas od pobrania do transplantacji.
Czyli na rozpoczęcie i zakończenie procedury macie 4 godziny.
Ta świadomość i ta wiedza jest nam potrzebna, żeby prawidłowo rozłożyć czas i zapewnić możliwość przeszczepu. Serce transportujemy najczęściej więc doskonale znamy procedury. Transportujemy także inne narządy: wątrobę, nerki. Bywa, że organy pobrane od jednego dawcy lecą do kilku różnych szpitali w Polsce. Dlatego koordynacja logistyczna jest niezwykle ważna. Bardzo często jest to drugi koniec Polski. Na początku roku był Rzeszów, Warszawa, Radom, Gdańsk, Szczecin właśnie. Latamy w każdą stronę naszego kraju.
Ma pani tę świadomość, że od pani bardzo wiele zależy?
Wszyscy mamy tę świadomość, że to się musi udać. Loty w ramach „Akcji Serce” są szczególnymi lotami, choć przygotowanie nie różni się niczym innym od lotów standardowych i to też warto podkreślić. Przygotowanie jest zawsze takie samo, tylko stopień trudności bywa różny z racji warunków, które panują i pory, w jakiej wykonujemy zadanie. Bywa, że są to loty nocne. To jest bardzo trudne, pojawia się zmęczenie, natomiast nie możemy sobie pozwolić na słabość.
Czyli ważny jest ten mental?
Bardzo ważny. Profesjonalizm załogi polega na tym, że tutaj żadne emocje nie mogą mieć miejsca. One owszem pojawiają się, ale dopiero po całej akcji, kiedy wracam do domu, siadam na kanapie i biorę głęboki oddech. Wiem, że z naszej strony udało się wszystko i wtedy czuję ogromną satysfakcję. To są często dramatyczne historie. Każda z nich jest wzruszająca. Po udanej akcji mówimy nieraz, że ktoś dzisiaj miał pecha, a ktoś inny szczęście. Jedna rodzina płacze, a druga dostaje szansę i nadzieję.
Jak jest skład takiego zespołu, który startuje z organem do transplantacji?
Poza załogą samolotu, leci z nami zespół medyczny, który tworzy kilka osób. Przeważnie lekarz i pielęgniarka, jedna bądź dwie lodówki z narządami. Zdarzały nam się „Akcje Serce”, w których tych narządów było więcej. Na przykład dwa zespoły startują z jednego lotniska, z narządami od jednego pacjenta lecą w dwa różne miejsca w Polsce. Brałam udział w akcji, w której razem z załogą C-295 transportowaliśmy narząd docelowo bodajże do Szczecina i Gdańska więc tego dnia, kilka osób otrzymało nowe życie.
Pamięta pani jakiś trudny lot, który był rzeczywiście dużym wyzwaniem?
To było kilka lat temu. Nie było możliwości lądowania na lotnisku, w którym mieliśmy ten narząd przekazać. Okazało się, że jeżeli go nie dostarczymy na czas, a to było serce, to po prostu narząd będzie, kolokwialnie mówiąc, do wyrzucenia. Cały czas mamy na uwadze, że celem załogi jest bezpieczne lądowanie, niezależnie od presji, jaka występuje. Ona nie może przezwyciężyć bezpieczeństwa. To był lot nocny w dodatku, godzina druga nad ranem. Analizowaliśmy po kolei wszelkie możliwości, jakie mamy przed sobą. Wykonywałam ten lot w charakterze drugiego pilota. Na szczęście mimo dużej mgły, lot zakończył się szczęśliwie. Udało się.
Ile trwał najdłuższy lot?
Często akcja serce składa się z kilku międzylądowań, natomiast ostatnio najczęściej wykonujemy lot z Krakowa do lotniska docelowego, w którym czeka drugi pacjent, albo z Krakowa do lotniska, w którym podejmujemy zespół i następuje lot od statusie „hospital”. Bardzo różne są konfiguracje takich akcji. Bywało, że załoga oczekiwała na zespół, transportując ich w dane miejsce, niejednokrotnie czekaliśmy, aż ten narząd zostanie pobrany.
Zdarzyło się kiedyś, że nie wykonaliście zadania?
Zdarza się, że takie zadanie zostaje odwołane już z góry. Często z powodu pogody. Ludzie są, czekają, samolot jest gotowy, natomiast mamy pewne procedury, które muszą się odbyć stricte przed lotem.
Co daje Pani w tej pracy największą satysfakcję?
Myślę, że bycie elementem układanki życia. Faktycznie to jest sztab ludzi. Kiedyś usłyszałam, że setka ludzi bierze udział w każdej „Akcji Serce”. Nie tylko załoga pilotów i zespół medyczny. To także personel techniczny. Tak prywatnie powiem, że dumna jestem też ze swojej rodziny, bo to, że wykonujemy tę akcję jako żołnierze, to jest jedna rzecz, ale nie zapominajmy o rodzinach, które też w tym momencie biorą na swoje barki całość utrzymania domu, dzieci. Mąż, który jest żołnierzem, robi mi kanapki na akcję i niezależnie od tego, o której dostaję sygnał, wstaje ze mną w nocy i pomaga mi. Bardzo to doceniam.
Kobieta pilot to nieczęsty widok.
Nieczęsty, ale na szczęście samolot nie odróżnia płci i jesteśmy sobie równi i w samolocie, i na ziemi.