W ostatnich dniach w internecie zrobiło się jakoś ciszej. Zauważyć to można w komentarzach w mediach społecznościowych. Jak się okazuje, ukraińskie drony sponiewierały rosyjskie centra danych, a w sieci natychmiast wystrzeliła narracja, że internet wreszcie odetchnął z ulgą, bo rosyjskie boty zamilkły na wieki. Wykresy fruwają po platformie X, politycy podają je dalej. Czy właściwie odrąbaliśmy wielkie zwycięstwo nad internetowymi trollami? Czy ktoś nas po prostu próbuje nabrać na ładny wykres zrobiony przez sztuczną inteligencję?
Posłuchaj podcastu
Chcielibyśmy powiedzieć, że rosyjskie trolle spakowały manatki i poszły na zasłużony urlop bezalkoholowy, ale niestety rzeczywistość jest o wiele bardziej prozaiczna. Zacznijmy od hitu ostatnich dni. Ukraińskie drony rzeczywiście uderzyły w serwery Yandexu, czyli rosyjskiego Google'a. W sieci od razu pojawiły się wykresy z Cloudflare radar, pokazujące spadek ruchu zapytań do zera.
Tu internauci połączyli kropki, ale zupełnie nie te co trzeba. W świecie technologii bot botowi absolutnie nie jest równy. Według analityków z projektu Emocje w Sieci i Niebezpiecznika, te dane dotyczyły wprawdzie botów, ale tych niewinnych, indeksujących strony. To tak jakby spalić hurtownię papieru toaletowego i ogłosić, że w całym kraju skończyły się książki o filozofii.
Pojawiły się też doniesienia o spadku zaangażowania kont zrzeszonych wokół niemieckiej partii AfD. Czy to oznacza, że machina propagandowa mimo wszystko w jakiś sposób się zacięła? Tu pojawia się ciekawy wątek, bo eksperci z Niebezpiecznika słusznie zauważyli, że jeśli trolle na chwilę zwolniły tempo, mogło to mieć związek z awarią systemów płatności Yandex Pay. Mówiąc po ludzku, jak przestali płacić za klikanie, to i trolle zeszły z posterunku. To jednak na razie tylko luźne hipotezy.
Na deser mamy drugi wykres, którego źródła nie zna absolutnie nikt, za to udostępniają go ważni politycy. Wykres opublikowano 11 października, a dane na nim sięgały aż do 15 października. Czysty powiew podróży w czasie. Wielu badaczy zajmujących się dezinformacją wprost podejrzewa, że grafikę wypluła sztuczna inteligencja, bo odstępy między liniami rozjechały się jak stare sanki na lodzie.
Dlaczego te fałszywe, optymistyczne wykresy powinny nas w ogóle obchodzić? Co jest w nich takiego niebezpiecznego? Otóż budują one fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Ktoś zobaczy taki wykres i pomyśli, że skoro rosyjskie boty zniknęły, to ten szkodliwy post w komentarzach musi być szczery jak łza. Wtedy połknie dezinformacyjny haczyk bez popijania.
Podsumowując, rosyjska machina troli ma się świetnie, a my - zamiast wierzyć w wirusowe wykresy znikąd - włączmy zdrowy rozsądek i podwójną weryfikację. W Radiu Kraków czyścimy internet z fejkowych paprochów codziennie.