Kto z nas nie lubi dobrej afery? Szczególnie takiej, która na pierwszy rzut oka wygląda na skandal. Jak to, rząd Niemiec w krótkich spodenkach upamiętnia rocznicy napaści na Polskę? Brzmi jak materiał na mocne nagłówki i wpisy w internecie. I dokładnie to się stało. W mgnieniu oka, niczym wirus, ta informacja obiegła media społecznościowe. Ale prawda, jak to zwykle bywa, jest znacznie mniej sensacyjna.
Posłuchaj podcastu
Ten skandaliczny filmik, ten jawny akt prowokacji to nic innego jak fragment przygotowań do oficjalnych uroczystości. To był pracownik kwiaciarni, który przywiózł wieniec i postawił go przy pomniku, zanim jeszcze na miejscu pojawili się politycy i goście. Facet robił swoją robotę, trochę jak kurier z paczką.
Nagle ten człowiek staje się przedstawicielem rządu niemieckiego, który rzekomo w taki sposób uczcił pamięć ofiar wojny. A potem politycy powielają tę narrację w internecie, dodając komentarze o "prowokacji", o "plaży", o "kaloszach". Słowem, gotowy skandal.
Argument numer dwa to odpowiedź na pytanie, kiedy to nagranie powstało. Uroczystości miały się zacząć o godz. 16, a ten filmik nagrano przed południem. To tak jakby ktoś nagrał techników ustawiających scenę przed koncertem, a potem krzyczał, że artysta występuje przed pustą widownią.
Uroczystość była zaplanowana i odbyła się z pełnym honorem. Była asysta Wojska Polskiego w galowych mundurach, byli przedstawiciele polskiego i niemieckiego rządu, były przemówienia, które w jasny sposób mówiły o niemieckiej odpowiedzialności i pamięci, a na koniec politycy, w tym przedstawiciele niemieckiego rządu, podeszli do wieńców i poprawili wstęgi. Pokłonili się i oddali hołd ofiarom. Z szacunkiem.
Co poszło w social mediach? Pojedynczy kadr z przygotowań, wyrwany z kontekstu, okraszony emocjonalnym komentarzem. Na tym przykładzie dobrze widać jak to działa. Wystarczy jeden dobrze dobrany obraz, jeden wpis i lawina rusza. Zero niuansów, zero kontekstu, za to 100% emocji. I to jest ten moment, w którym musimy włączyć krytyczne myślenie.