Prezes InPostu Rafał Brzoska wytoczył ciężkie działa przeciwko Mecie za to, że na Facebooku i Instagramie wciąż krążą fałszywe reklamy z jego twarzą wyłudzające pieniądze. Gigant technologiczny twierdzi, że robi, co może, a polski biznesmen mówi: „dość” i zapowiada walkę o zasady. Jak to w końcu jest? Czy potężny Big Tech naprawdę nie potrafi zablokować ordynarnych oszustw na własnym podwórku, czy po prostu nie chce?
Posłuchaj podcastu
Prawda jest taka, że Meta zachowuje się tutaj trochę jak właściciel nocnego klubu, który wpuszcza podejrzanego typa w dresie, bierze od niego stówkę za wejście, a potem, gdy ten okrada gości przy barze, rozkłada ręce i mówi "sorry". Muzyka grała, było ciemno, a zresztą gość zapłacił za bilet.
Spójrzmy na fakty. Rafał Brzoska - człowiek, który zrewolucjonizował paczki w Polsce, ma wyroki sądów. Ma nakaz od prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Sponsorowane oszustwa i deepfake'i z jego wizerunkiem dalej hulają w najlepsze i trafiają nawet do jego własnych dzieci.
Co robi platforma, kiedy wściekły biznesmen żąda reakcji? Blokuje konto, ale samemu Brzosce. Absurd roku chyba mamy z głowy.
Tak działa koncern @Meta w Polsce-nieustająco tolerując fake newsy na mój i wiele innych publicznych osób temat...
— Rafał Brzoska (@RBrzoska) August 14, 2026
Może innym to nie przeszkadza, ale jeśli moje małoletnie dzieciaki wysyłają mi te screeny pytając "o co chodzi Tato?", to jak się polskiemu zarządowi tej gównianej… pic.twitter.com/rp4CUscah1
Zasada gry dla gigantów jest prosta. Dopóki nikt głośno nie krzyczy, zarabiamy na klikach. W myśl unijnego prawa platforma odpowiada za ten śmietnik dopiero w momencie, gdy ktoś wskaże jej palcem, że to jest przestępstwo. Problem w tym, że gdy palec pokazuje miliarder z armią prawników, reakcja moderatorów przypomina tempo zardzewiałego ślimaka. Skoro algorytmy w ułamku sekundy potrafią dobrać nam reklamę butów na podstawie prywatnych rozmów, to bez trudu stworzyliby sito wyłapujące ordynarny scam.
Dlaczego tego nie robią? Bo w tym modelu biznesowym kliki i wyświetlenia to czysty zysk. Teraz najważniejsze pytanie. Jeśli miliarder musi toczyć wojnę z wiatrakami, co ma zrobić zwykły Jan Kowalski, którego zdjęcie ktoś ukradnie do fałszywej zbiórki? Kowalski zostaje sam.
W Polsce wciąż czekamy na pełne wdrożenie unijnego aktu o usługach cyfrowych, czyli DSA, a instytucje często mają związane ręce.
Jak jest morał? Kary finansowe bolą Big Tech głównie wizerunkowo. Prawdziwa zmiana przyjdzie dopiero wtedy, gdy koszty tolerowania oszustów będą wyższe niż zyski z reklam. Do tego czasu sprawdzajmy każdą cudowną okazję w sieci, nawet jeśli poleca ją sam twórca paczkomatów.