W Dzień Zaduszny naturalnie wracamy myślami do tych, którzy odeszli, ale dziś technologia rzuca nam pod stopy zupełnie nowy scenariusz: zamiast milczącego znicza na Rakowicach – telefon, aplikacja i... rozmowa ze zmarłym dziadkiem wygenerowanym przez sztuczną inteligencję. W nagłówkach czytamy, że rynek „cyfrowej nieśmiertelności” ma być warty w tym roku astronomiczne 36 miliardów dolarów. Czy algorytmy rzeczywiście wskrzeszają zmarłych, a my stoimy u progu wielomiliardowego przemysłu cyfrowych duchów?
Posłuchaj
Zacznijmy może od zimnego prysznica. Te 36 miliardów dolarów to klasyczne medialne pompowanie balona. Ktoś wziął wielki raport analityczny, wrzucił do jednego worka procedury dziedziczenia portfeli kryptowalut, chmury danych i kasowanie profili na Facebooku po śmierci, a potem ogłosił - oto rynek gadających zza grobu.
Rzeczywisty segment tak zwanych grief botów, czyli botów symulujących zmarłych, to w 2026 roku zaledwie niecałe 37 milionów dolarów. Różnica między milionami a miliardami jest spora. To wciąż technologiczna nisza, choć bez wątpienia szalenie głośna i budząca ciarki.
Zejdźmy z giełdy na ziemię. Tu pojawiają się znacznie poważniejsze problemy niż mylenie zer na koncie. Technologia nie daje nam żadnej nieśmiertelności. Daje nam matematyczną symulację. List od babci znaleziony w szufladzie ma kropkę. Ostatnie zdanie, które zmusza nas do skonfrontowania się z bolesnym, ale kluczowym faktem. Tej osoby już nie ma. Tymczasem algorytm dopisuje kolejne akapity bez końca. Działa to jak cyfrowa morfina.
Wyobraźmy sobie autentyczną historię jednego mężczyzny, który nakarmił sztuczną inteligencję starymi smsami od swojej zmarłej narzeczonej. Rozmawiał z nią po nocach, aż skończyły mu się wykupione w aplikacji kredyty na wiadomości. Co wtedy przeżył? Dokładnie to samo. Powtórną gwałtowną traumę utraty. Jakby zmarła po raz drugi.
Badacze z Cambridge ostrzegają przed czymś, co wprost nazywają szantażem subskrypcyjnym. Płać co miesiąc 49 zł abonamentu, bo jak przestaniesz, wyłączymy ci cyfrowego tatę. Brzmi jak ponury odcinek Black Mirror, a to komercyjna rzeczywistość.
Do tego dochodzi kwestia, o której mało kto myśli w emocjach - prywatność. Zmarli nie podlegają pod RODO. Z chwilą śmierci nasze dane osobowe formalnie przestają być chronione przez te przepisy. Wrzucając do komercyjnej chmury intymne maile czy próbki głosu zmarłego, karmimy nimi wielkie modele AI.
Nikt nam nie zagwarantuje, że sekrety zmarłego nie wyskoczą nagle w odpowiedzi wygenerowanej dla kogoś z drugiego końca świata. Dlatego dziś, 2 listopada, powiedzmy sobie jasno. Żaden algorytm nie ocali duszy ani świadomości człowieka, a jedynie złoży statystyczny kolaż ze starych cyfrowych śmieci.
Prawdziwa pamięć nie potrzebuje ładowarki, abonamentu ani serwerów w Dolinie Krzemowej. Czasem po prostu wystarczy zapalić znicz, usiąść przy stole i po ludzku powspominać.