Ostatnio w sieci wybuchła prawdziwa burza. Politycy opozycji i internauci grzmią, że Polska po raz pierwszy w historii przekroczyła zapisany w naszej Konstytucji limit zadłużenia, czyli słynne 60 procent PKB. Brzmi groźnie, bo przekroczenie tej granicy wymuszałoby gwałtowne cięcia wydatków. Czy państwo polskie jest na skraju konstytucyjnej niewypłacalności, czy to zwykły sieciowy fejk?
Posłuchaj podcastu
Zanim wszyscy zaczniemy chować oszczędności do skarpet, uspokójmy się. Mamy tu po prostu cwany statystyczny haczyk. Nasza odpowiedź brzmi - to zależy.
Jak więc jest z tym długiem? To trochę tak, jakbyśmy poszli do banku po kredyt hipoteczny. Bank patrzy wyłącznie na naszą oficjalną pensję z umowy o pracę. Unia Europejska stosuje jednak inną metodę. Patrzy też na to, ile pożyczyliśmy od szwagra, ile mamy na karcie kredytowej i ile jesteśmy winni w osiedlowym warzywniaku. Tu leży sedno sprawy.
Nasza polska konstytucja mówi jasno o państwowym długu publicznym. Według oficjalnych danych Ministerstwa Finansów ten nasz konstytucyjny dług na koniec pierwszego kwartału wyniósł 50,6% PKB. Do limitu 60% brakuje nam więc jeszcze całkiem sporo. Żadnego progu alarmowego nie przekroczyliśmy.
Skąd więc wziął się ten krzyk w mediach społecznościowych? Politycy użyli kreatywnej księgowości i pomylili lub celowo wymieszali polskie prawo z metodologią unijną. Bruksela każe nam wrzucać do jednego koszyka absolutnie wszystko, w tym fundusze pozabudżetowe przy Banku Gospodarstwa Krajowego, takie jak np. Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych czy dawny fundusz covidowy. Faktycznie ten dług liczony po unijnemu sięgnął 61,6% PKB. Różnica między tym, co liczymy po swojemu, a tym, co wysyłamy do Brukseli to bagatela 436 miliardów złotych.
Ta dziura i chowanie wydatków po kontach zaczęły się gwałtownie powiększać w 2020 roku. Kolejni rządzący chętnie z tego korzystają, bo gdyby nagle wliczyli te fundusze do głównego budżetu, limit z konstytucji pękłby jak bańka mydlana.
Podsumowując, czy Polska przekroczyła konstytucyjny limit zadłużenia? Nie. Nasze wewnętrzne prawo jest bezpieczne. Czy unijne liczniki biją na alarm? Tak. Dlatego Unia patrzy na nas surowym wzrokiem.
Pamiętajmy jednak, że unijne ostrzeżenie oznacza procedurę naprawczą i rozmowy z Brukselą, a przekroczenie progu z konstytucji to drastyczny hamulec ręczny dla całej gospodarki.
Ostatnio w sieci wybuchła prawdziwa burza. Politycy opozycji i internauci grzmią, że Polska – uwaga, po raz pierwszy w historii! – przekroczyła zapisany w naszej Konstytucji limit zadłużenia, czyli słynne 60 procent PKB. Brzmi groźnie, bo przekroczenie tej granicy wymuszałoby gwałtowne cięcia wydatków. Czy państwo polskie jest na skraju konstytucyjnej niewypłacalności, czy to zwykły sieciowy fejk?