Ostatnio w sieci znów zrobiło się głośno o Dariuszu M., znanym w internetowym świecie jako „Polak na Donbasie”. Mężczyzna nagrywa materiały wideo rzekomo z frontu zaporoskiego i przekonuje w nich, że za ostatnią falą głośnych podpaleń w Polsce stoją Ukraińcy. Co więcej, twierdzi, że nasz rząd szykuje z tego powodu masowe wysiedlenia Polaków. Ile w tym wszystkim jest prawdy?
Posłuchaj programu
Analiza tych twierdzeń prowadzi do jednoznacznych wniosków. W przypadku głośnych pożarów, m.in. w Warszawie, śledczy wskazują na osoby działające na zlecenie rosyjskiego wywiadu. Podobne działania wymierzone w obiekty cywilne odnotowano również w innych krajach Europy, m.in. na Litwie, Łotwie i w Wielkiej Brytanii. Przypisywanie odpowiedzialności Ukrainie nie znajduje potwierdzenia w ustaleniach służb.
Drugim elementem narracji są rzekome przygotowania do masowych wysiedleń Polaków. Te twierdzenia opierają się na błędnej interpretacji nowych przepisów dotyczących ewakuacji ludności. W rzeczywistości są to procedury przewidziane na wypadek sytuacji kryzysowych, a nie działania związane z jakąkolwiek „wymianą populacji”.
W materiale przypomniano również, że Dariusz M. jest byłym żołnierzem 6. Batalionu Logistycznego w Krakowie. W styczniu tego roku krakowska prokuratura wydała za nim list gończy. Zarzuty dotyczą m.in. służby w obcym wojsku oraz działania na rzecz rosyjskiego wywiadu.
Sprawa pokazuje, jak łatwo w internecie rozpowszechniają się sensacyjne, ale niepotwierdzone informacje. Dlatego przed udostępnieniem takich treści warto sprawdzić ich źródło i skonfrontować je z ustaleniami śledczych oraz oficjalnymi komunikatami.