W mediach społecznościowych kolejny raz pojawił się temat, że za drogie paliwo na polskich stacjach odpowiada tajny, darmowy transport cystern wprost na Ukrainę. Temat wraca jak bumerang, a to, że Ukraina nam w ogóle nie płaci, a to, że dostaje benzynę za śmieszne trzy złote. Autorzy teorii spiskowych wrzucają do sieci zdjęcia wielkich sznurów tirów na granicy, żeby podkręcić atmosferę. Czy my naprawdę sponsorujemy to paliwo? Skąd się biorą te rewelacje?
Posłuchaj
Ten tradycyjny mit o darmowej benzynie dla sąsiada ma się w internecie naprawdę świetnie i chyba nigdy nie przejdzie na emeryturę. Zacznijmy od hitu tego sezonu, czyli zdjęć krążących po sieci. Widzimy gigantyczne kolejki i podpis - Uwaga, granica zatkana cysternami.
Sprawdzamy fakty, a tam zonk. Fotografia z października 2023 roku przedstawia kolejkę do bazy magazynowej Orlenu w Mościskach koło Warszawy. Ktoś wyciągnął po prostu starą fotkę, dodał dramatyczny napis i voilà. Gotowy przepis na panikę w mediach społecznościowych.
Internetowi eksperci wyciągają dokumenty rządowe i wyliczają, że paliwo szło za granicę po niecałe 3 zł za litr. Skąd się wzięła ta kwota? Czy Polacy faktycznie do tego interesu dopłacają? Tu dochodzimy do tego klasycznego błędu albo raczej celowej manipulacji porównywania jabłek z lokomotywami.
Te 2,94 zł to jest średnia cena eksportowa netto. Nie ma w niej ani grosza polskich podatków, a przypomnę, że w cenie na pylonie dowolnej stacji w Polsce potężną część, bo to jakieś 40-50% stanowią akcyza, opłata paliwowa, nieszczęsny VAT. Co więcej, biuro prasowe spółki twierdzi, że ukraińskie firmy kupowały ten olej napędowy często po cenach wyższych niż średnia rynkowa, bo w warunkach wojny liczy się przede wszystkim to, że towar w ogóle bezpiecznie dotrze na miejsce.
Jak wygląda twarda biznesowa rzeczywistość na polsko-ukraińskiej granicy paliwowej? Orlen już kilkukrotnie oficjalnie prostował te rewelacje. Handel ma charakter w pełni komercyjny. Żadna cysterna nie ruszy w drogę, dopóki pieniądze nie pojawią się na koncie. Obowiązuje zasada twardych przedpłat. Koncern na tym zarabia. Polskie firmy robią legalny interes, a Polacy do niczego nie dopłacają.
Więc następnym razem, gdy ktoś napisze wam, że przez Ukrainę płacicie za paliwo jak za złoto, ktoś próbuje wlać w wasze głowy paliwo niskiej jakości, za to mocno przeterminowane. Tankujcie z szeroko otwartymi oczami.