W ostatnich dniach internet obiegły sensacyjne nagłówki: „Polska szykuje się do zajęcia czeskich ziem”. Brzmiało groźnie, choć wystarczyło przyjrzeć się sprawie nieco uważniej, by cała historia zaczęła przypominać raczej niezbyt udany teatr kukiełkowy niż zapowiedź międzynarodowego kryzysu. Granicy polsko-czeskiej nadal pilnują co najwyżej turyści wybierający się na knedliki i smażony ser.
Posłuchaj podcastu
Za próbą wywołania sztucznego konfliktu między Warszawą a Pragą, jak wskazują polskie i czeskie służby, miały stać trolle ze Wschodu. Tym razem autorzy prowokacji postanowili wykorzystać niemal cały arsenał współczesnej dezinformacji.
Najpierw włamano się na stronę bydgoskiego Radia PiK oraz lokalnego portalu w Tczewie. Pojawiły się tam zmyślone teksty o polskich roszczeniach terytorialnych wobec Czech. Powstał także klon czeskiego portalu informacyjnego, którego adres różnił się od prawdziwego zaledwie jedną literą. Do tego dołożono materiały stworzone przy pomocy sztucznej inteligencji: fałszywą wypowiedź czeskiego ambasadora i rzekomy dokument polskiego MSZ, pełen językowych błędów.
Na tym jednak nie koniec. W sieci pojawiło się konto niejakiego Adama Sikory, który za pomocą płatnych reklam próbował zwoływać demonstracje w Trzyńcu. Przy okazji oferował także na sprzedaż dom, którego zdjęcie pochodziło wprost z generatora obrazów AI. Im dalej w tę historię, tym trudniej było traktować ją całkiem serio.
Nie oznacza to jednak, że sama operacja była wyłącznie internetowym żartem. Jej autorzy wybrali moment nieprzypadkowo. Prowokacja pojawiła się w okolicach 21 sierpnia, czyli rocznicy inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku. Próbowano również odgrzać rzeczywisty, choć niewielki temat związany z regulacją polsko-czechosłowackiej granicy z 1958 roku.
Plan był więc prosty: sięgnąć po historyczne emocje, dołożyć spreparowane informacje, fałszywe dokumenty i obrazy wygenerowane przez AI, a następnie sprawdzić, czy uda się rozpętać spór. Nie udało się.
Zamiast dyplomatycznej awantury pojawiła się raczej salwa śmiechu po obu stronach granicy. Polscy i czescy politycy nie dali się wciągnąć w prowokację, a internauci odpowiedzieli memami. W jednym z nich Krecik przybijał piątkę z Reksiem.
Między Warszawą a Pragą nadal więc spokój. A autorom całej mistyfikacji pozostaje powiedzieć krótko: ahoj. Nic z tego, fejk zdemaskowany.