Śmierć Chucka Norrisa to koniec pewnej epoki. Człowiek, który podobno doliczył do nieskończoności - i to dwa razy - odszedł. Jego pożegnanie w sieci i mediach społecznościowych przybrało jednak bardzo konkretną formę. Krąży tam obraz, który - trzeba to przyznać - chwyta za serce: trumna z flagą, a wokół niej śmietanka Hollywood: Stallone, Schwarzenegger, ramię w ramię. Ta grafika powstała jako symboliczny hołd od fanów i tak zapewne wielu ją odczytało. Patrząc na komentarze, widać jednak, że dla sporej grupy odbiorców to nie jest „pomnik wystawiony wyobraźnią”, a najprawdziwszy fotoreportaż z uroczystości.
Posłuchaj podcastu
To jest ten moment, kiedy rzeczywistość miesza się z legendą, a my wpadamy w pułapkę własnych sentymentów. Zacznijmy od faktów. Chuck Norris zmarł 19 marca na Hawajach. Świat zareagował tak, jak potrafił najlepiej. Setkami żartów, że Chuck wcale nie umarł, tylko kopnął w kalendarz z półobrotu, albo że śmierć bała się mu to powiedzieć osobiście.
Potem w internecie pojawiło się zdjęcie. Tłum gwiazd Hollywood wokół trumny przykrytej amerykańską flagą. Wygląda to jak finałowa scena "Niezniszczalnych", tylko na poważnie. Choć zdjęcie wrzucił profil zajmujący się humorem, setki tysięcy ludzi wzięło to za pewnik. W komentarzach czytamy - "spoczywaj w pokoju bohaterze mojego dzieciństwa", "Dolph i Van Damme obok siebie, cóż za chwila".
Tyle że ten pogrzeb odbył się wyłącznie w procesorach sztucznej inteligencji, najpewniej modelu Nano Banana. Przyjrzyjmy się tej grafice uważnie, bo AI, choć zdolne, wciąż zostawia odcisk palców. Po pierwsze, na tabliczce widnieje napis Charles Chuck Norris, a aktor tak naprawdę nazywał się Carlos Ray Norris.
Po drugie, w tłumie widzimy dwóch niemal identycznych Dolphów Lundgrenów. Widocznie jeden Dolph to za mało, żeby udźwignąć legendę Chucka. Jest także Jackie Chan, który wygląda, jakby urwał się z planu filmowego sprzed 30 lat, oraz Bruce Willis, w formie, której z racji choroby niestety od dawna nie prezentuje publicznie.
To klasyczny przykład tego, jak bardzo chcemy wierzyć w pewne obrazy, nawet jeśli wiemy, że to jest żart, to widok swoistych ikon kina akcji oddających hołd Strażnikowi z Teksasu wyłącza niektórym w głowach bezpiecznik krytycznego myślenia.
Nie dajcie się znokautować sztucznej inteligencji.