Wtorek, 27 paź 7 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Elon Musk zakręca kurek z pieniędzmi. X przestaje płacić za internetowy chłam

Elon Musk postanowił wreszcie zakręcić kurek z pieniędzmi dla internetowych spryciarzy. Od września platforma X całkowicie zmienia zasady wypłat dla twórców. Koniec z zarabianiem na kradzionych filmikach i clickbaitowych awanturach, czas na autorskie materiały. Czy to rzeczywiście koniec ery zarabiania na bzdurach i manipulacjach w sieci, czy tylko sprytny zabieg kosmetyczny?

Elon Musk zakręca kurek z pieniędzmi. X przestaje płacić za internetowy chłam
By Gage Skidmore - https://www.flickr.com/photos/gageskidmore/54817684706/, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=175762908

Posłuchaj podcastu

Powiedzmy sobie szczerze. Do tej pory portal Elona Muska przypominał trochę jarmark, na którym najwięcej zarabiał ten, kto najgłośniej krzyczał - "pali się". Nawet jeśli palił się tylko stary toster.

Dotychczasowy algorytm działał brutalnie prosto. Im większą wywołałeś burzę w komentarzach i im więcej ludzi złapało się za głowę, tym grubszy przelew trafiał na twoje konto. Efekt? Według analizy NewsGuard aż 73% najbardziej nośnych, fałszywych wpisów o konflikcie na Bliskim Wschodzie publikowały właśnie płatne, zwerbowane konta, które po prostu zarabiały na tym krocie.

Od września koniec Eldorado. Dotychczasowy program przechodzi do lamusa, a w jego miejsce wchodzi Original Content Rewards. W skrócie, koniec z metodą "kopiuj wklej". Jeśli ktoś żył z przeklejania cudzych filmów, wrzucania memów z podpisem wygenerowanym przez sztuczną inteligencję albo publikowania nagrań z gier wideo jako rzekomych relacji z frontu, teraz zostanie z pustym portfelem.

Nowe zasady mówią twardo. Zarabiasz tylko wtedy, gdy stworzysz coś sam. Autorski tekst, własne zdjęcie, unikalna analiza czy premierowy rysunek satyryczny. Tu wchodzi prawdziwy bat na fabryki fałszywek. Wycięte z kontekstu, krążące po sieci nagrania tracą prawo do monetyzacji automatycznie. Kropka. Nie trzeba nawet czekać na sprostowania od społeczności.

Do tego dochodzą konkretne progi. Trzeba mieć co najmniej pół tysiąca zweryfikowanych obserwujących i wygenerować pół miliona odsłon na osi czasu, bez sztucznego nabijania statystyk spamem w komentarzach pod cudzymi wpisami. Weryfikacja trwa trzy dni, a jeśli ktoś spróbuje manipulować i jego apelacja zostanie odrzucona, dostaje trzymiesięczną blokadę jakichkolwiek wypłat.

Czy to całkowicie wyczyści portal z bzdur? Oczywiście, że nie. Ludzka potrzeba siania sensacji bywa silniejsza niż regulaminy. Jednak Musk odcina to co napędzało ten proceder najbardziej, żywą gotówkę. Fabryki sieciowego chłamu mają teraz twardy orzech do zgryzienia. Albo wezmą się do uczciwej, konkretnej pracy, albo darmowy bankomat po prostu przestanie dla nich działać.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Darmowe parkowanie w krakowskim OPP 1 i 11 listopada

  • Nowy Sącz: Trzy przedszkola do likwidacji. Radni przegłosowali uchwały mimo protestów

  • Wisła Kraków przedłużyła kontrakty z czterema piłkarzami. Kluczowi obrońcy zostają przy Reymonta

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania