Najnowszy raport NASK o moderacji w mediach społecznościowych dosłownie ujawnia absurd. Giganci technologiczni usunęli zaledwie garstkę śmieci, a na większość zgłoszeń polskich analityków zareagowali całkowitym milczeniem. Czy my walczymy z wiatrakami, a wielkie platformy mają nas po prostu w nosie?
Posłuchaj
Walczymy z wiatrakami, które chyba są napędzane turbo doładowanym silnikiem czystego absurdu. Wyobraźmy sobie, że w pierwszym półroczu analitycy NASK podali platformom na tacy ponad 65 tys. zgłoszeń. Dokładnie 65 220 próbek cyfrowej trucizny. Co zrobili giganci pokroju Mety czy X? Na aż 76% tych zgłoszeń, czyli na prawie 50 tys. materiałów, po prostu wzruszyli ramionami i nie zrobili absolutnie nic. Zero reakcji.
Absolutnym mistrzem w kategorii "nie widzę, nie słyszę, nie wiem" okazał się serwis X, gdzie odrzucono prawie 79% zgłoszeń. Ponad 65 tys. zgłoszeń to jest potężna skala.
Raport pokazuje też, jak te fałszywki wyglądają w praktyce. Zdecydowana większość, bo aż 95,3% całego tego szumu to były czyste manipulacje. Boty i fabryki fikcji poszły na całość. Mieliśmy np. falę zmyślonych historii, że polskie agregaty prądotwórcze, wysyłane zimą do Kijowa, są rzekomo masowo wyprzedane przez Ukraińców na tamtejszym OLX-ie. Do tego doszły wygenerowane przez sztuczną inteligencję profile rzekomych ukraińskich kobiet w ciąży, które szukały w Polsce męża albo konta stylizowane na głos polskich żołnierzy, wmawiające nam w sztucznych, wygenerowanych wywiadach, że kraj położony nad Wisłą jest w niebezpieczeństwie.
Twórcy tych bzdur grają na emocjach i polaryzacji tak sprytnie, że aż człowiekowi włos jeży się na głowie. To czyste przykłady fake newsów i manipulacji, ale to nie tylko polityka czy wojna. Oszuści uderzają także po prostu w nasze portfele i w nasze zdrowie. Dezinformacja to przede wszystkim świetny biznes.
Wystarczy spojrzeć na hity uderzające w nasze oszczędności. Na TikToku czy w serwisie X roiło się od reklam z bezprawnie wykorzystanym wizerunkiem znanych osób, polityków czy dziennikarzy. Odsyłały one do fałszywych stron imitujących portale informacyjne, obiecujące złote góry na podejrzanych platformach inwestycyjnych.
Z kolei na Instagramie działały konta fałszywych lekarzy, którzy w swoich lekarskich fartuchach handlowali po prostu cudownymi suplementami. Ministerstwo Cyfryzacji żąda od platform utworzenia prawdziwych polskojęzycznych zespołów moderacji w Polsce, ale niezależnie od tego to my musimy włączyć podwójną czujność i zdrowy rozsądek w mediach społecznościowych.