Wtorek, 27 paź 11 °C Jakość powietrza: Umiarkowana Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

„Manchester by the Sea”. Film o winie, której nie potrafi uciszyć nawet czas

Lee Chandler stracił dzieci w pożarze i choć prawo uznało tragedię za wypadek, on sam nigdy sobie nie wybaczył. „Manchester by the Sea” Kennetha Lonergana to przejmująca opowieść o żałobie, poczuciu winy i życiu po tragedii.

„Manchester by the Sea”. Film o winie, której nie potrafi uciszyć nawet czas
Kadr z filmu „Manchester by the Sea”

Posłuchaj wypowiedzi

Człowiek, który przestał żyć naprawdę

Są filmy, które opowiadają o tragedii. I są takie, które pokazują, co dzieje się później - kiedy tragedia już minęła, a człowiek nadal nie potrafi żyć. „Manchester by the Sea” Kennetha Lonergana z 2016 roku należy właśnie do tej drugiej kategorii.

Lee Chandler mieszka w Bostonie. Pracuje jako dozorca. Naprawia krany, przepycha rury, odśnieża chodniki. Żyje mechanicznie, jakby wszystko robił z przyzwyczajenia. Unika ludzi, unika rozmów, czasem wdaje się w bójki w barach, jakby chciał sprawdzić, czy jeszcze cokolwiek jest w stanie poczuć. Dopiero śmierć brata zmusza go do powrotu do rodzinnego Manchester by the Sea - miejsca, z którego kiedyś uciekł.

„To nie zbrodnia zapomnieć o osłonie kominka”

Uciekł po tragedii, która zniszczyła całe jego życie. W pożarze domu zginęła trójka jego dzieci. Policja uznała, że był to wypadek. W jednej z najmocniejszych scen filmu policjant mówi do Lee: „To nie zbrodnia zapomnieć o osłonie kominka”.

Problem polega jednak na tym, że Lee nie potrafi przyjąć tego wyjaśnienia. Dla prawa jest niewinny. Dla samego siebie - nie.

Jak on ma żyć dalej ze świadomością, że jego nieuwaga, jego beztroska, jego tak naprawdę alkoholizm doprowadziły do śmierci jego trójki dzieci? Z tym się nie da pogodzić

- mówiła w „Państwie filozofów” prof. Joanna Hańderek z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Pomocna okazuje się tutaj filozofia Karla Jaspersa i jego słynny „Problem winy”.

Wina, której nie usuwa żaden wyrok

Niemiecki filozof pisał, że istnieją różne rodzaje winy: prawna, polityczna, moralna i metafizyczna. Lee nie doświadcza winy kryminalnej - sąd go nie skazuje. Ale pozostaje w nim coś znacznie trudniejszego do uniesienia: wina moralna. Taka, której nie usuwa żaden wyrok i której nie można po prostu „odpracować”.

To jest właśnie ta wina moralna, która jest tak w nim głęboko zakorzeniona, że jakakolwiek kara i tak niczego by nie zmieniła. On ma swoje wewnętrzne dożywocie

- podkreślała prof. Hańderek.

Dlatego bohater Lonergana nie potrafi wrócić do normalnego życia. Nie umie odbudować relacji, nie umie przyjąć bliskości innych ludzi. Nawet kiedy pojawia się szansa na nowy początek, Lee ją odrzuca. Jakby uważał, że nie ma już prawa do zwyczajnego życia.

Miasto, które też pamięta

Profesor Hańderek zwracała uwagę, że film bardzo mocno pokazuje również społeczną naturę winy. W rodzinnym miasteczku Lee staje się symbolem tragedii. Ludzie patrzą na niego z lękiem, współczuciem albo oskarżeniem. Nawet jeśli nikt oficjalnie go nie potępia, atmosfera wokół niego pozostaje ciężka.

To miasteczko też tego nie przepracowało. Trauma śmierci dzieci jest tam cały czas obecna, nawet jeśli nikt o niej nie mówi wprost

- mówiła filozofka.

Relacja, która daje cień nadziei

Jednocześnie „Manchester by the Sea” nie jest filmem wyłącznie o cierpieniu. To także opowieść o relacji Lee z bratankiem Patrickiem, który po śmierci ojca zostaje praktycznie sam.

Między nimi rodzi się trudna, nieporadna więź. Patrick próbuje żyć dalej - spotyka się z ludźmi, gra w zespole, zakochuje się. Lee jest jego całkowitym przeciwieństwem: zamkniętym, wycofanym, pogrążonym w żałobie. A jednak właśnie ta relacja sprawia, że bohater choć trochę wraca do świata.

Nie każdą ranę leczy czas

Film Lonergana nie daje łatwego pocieszenia. Nie opowiada historii człowieka, który „uporał się z traumą”. Wręcz przeciwnie - pokazuje, że istnieją doświadczenia, których nie da się całkowicie przepracować. Są straty, z którymi można jedynie nauczyć się żyć.

Są rzeczy, które można z siebie zmyć, ale są też takie, które są niezmywalne, bo zbyt mocno wbite są w świadomość i sumienie

- podsumowywała prof. Joanna Hańderek.

I być może właśnie dlatego „Manchester by the Sea” pozostaje jednym z najbardziej przejmujących filmów ostatnich lat. Bo zamiast prostych odpowiedzi pokazuje coś znacznie trudniejszego: człowieka, który nie umie sobie wybaczyć.



Komentarze

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Zaduszki Organowe 2026. Muzyczny maraton w krakowskich świątyniach

  • Ktoś wyłamał bariery na zamkniętym zjeździe z DK75 w Gnojniku. Drogowcy zawiadomili policję

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem

  • Samochód dachował i leżał w polu. Pijanego kierowcę odnalazł policyjny pies

  • Duże zmiany na S-7 w krakowskich Mistrzejowicach. Już niedługo tędy pojadą kierowcy

  • ZUS w Suchej Beskidzkiej po modernizacji. Więcej miejsca i udogodnienia dla klientów