Duchy zamieszkujące szklanki z wodą, zmarli, z którymi można porozmawiać, i Święta Śmierć, do której wierni zwracają się z prośbą o zdrowie, miłość czy powodzenie. W specjalnym wydaniu audycji „Ludzie, których chce się słuchać” Tadeusz Marek rozmawia z Tomaszem Pindlem, autorem książki „Śmierć i inni święci. Ameryka Łacińska i jej wierzenia”, o niezwykłym świecie duchowości Meksyku, Kuby i innych zakątków Ameryki Łacińskiej. Skąd bierze się kult śmierci i dlaczego w niektórych wierzeniach pamięć żyjących decyduje o losie zmarłych? Gość Radia Kraków opowiada o spotkaniu tradycji rdzennych i chrześcijaństwa, a także o własnym sceptycyzmie, który nie wyklucza potrzeby rytuału.
Tadeusz Marek: Moja intuicja podpowiada mi, że relacja żyjących ze zmarłymi jest w Ameryce Łacińskiej ściślejsza niż w naszym doświadczeniu kulturowym. Z jednej strony, jak na Kubie, zmarli po śmierci opiekują się żyjącymi, i to w bardzo dosłowny sposób. Z drugiej — a tu mam na myśli Meksyk — życie po śmierci zmarłych w dużej mierze uzależnione jest od pamięci żyjących.
Tomasz Pindel: Zgodziłbym się na taką generalizację. Oczywiście pamiętajmy, że mówimy nie tylko o różnych regionach, ale także o społecznościach, w których żyją ludzie wyznający bardzo różne religie i mający odmienne światopoglądy. W swojej książce skupiałem się na religiach tak zwanych synkretycznych, czyli łączących elementy rdzenne lub napływowe, afrykańskie, z chrześcijaństwem. W Ameryce Łacińskiej mamy przecież dominującą grupę przynajmniej nominalnych katolików, a także bardzo szybko rosnącą grupę wyznawców Kościołów neo-ewangelikalnych. Ich stosunek do wielu spraw jest oczywiście zupełnie inny.
Rzeczywiście jednak motyw bliskości ze zmarłymi jest bardzo istotny. Wydaje mi się, że jeśli odrobinę pogrzebiemy także w naszych realiach kulturowych, zobaczymy, że nie jest to cecha wyjątkowa dla Ameryki Łacińskiej. Tradycyjne wierzenia bardzo mocno akcentowały kontakt z bliskimi zmarłymi, a nawet ze zmarłymi w ogóle. Zaryzykowałbym tezę, że to jedna z podstawowych funkcji wiary: pomaga nam uporać się z troskami dotyczącymi tego, co dzieje się po śmierci z naszymi bliskimi, a także z tym, co później stanie się z nami.
Istnieje w nas niezgoda na to, że — z materialistycznego punktu widzenia — po śmierci najpewniej nic się nie dzieje. Szukamy więc różnego rodzaju pocieszenia i wyobrażeń o tym, co może wydarzyć się później. Stąd bierze się bliskość żywych i umarłych, przekonanie, że granica między życiem a śmiercią jest bardzo cienka.
To truizm, bo wielokrotnie o tym mówiono i wszyscy to widzimy, ale śmierć w ciągu ostatnich dekad została w pewnym sensie sprzątnięta nam z pola widzenia. Z jednej strony epatuje się nią w tekstach kultury, filmach i tym podobnych rzeczach, z drugiej jednak obrzędy pogrzebowe i sam sposób mówienia o śmierci sprawiają nam kłopot.
Próbujemy udawać, że śmierć nas nie dotyczy.
Istnieje jakaś presja kulturowa i społeczna — trudno powiedzieć, jak to dokładnie nazwać — żeby o śmierci nie mówić. Boimy się zmarłych. Proszę zauważyć, że w popkulturze, kiedy pojawia się duch albo zombie, albo…
W prześcieradle!
Duch w prześcieradle to akurat zabawny obrazek, ale generalnie takie postacie pojawiają się po to, żeby nas przestraszyć, zrobić nam coś złego. Europejska literatura fantastyczna opiera się na motywie krzywdy, którą chcą nam wyrządzić przybysze z zaświatów. Czy będzie to wampir, żywy umarły czy duch — przychodzą do nas po to, żeby nas skrzywdzić. W gruncie rzeczy to absurdalne. Dlaczego duch babci czy dziadka miałby chcieć mi źle życzyć? Raczej przyszedłby porozmawiać i wesprzeć. Myślę, że coś się tutaj wydarzyło.
Porozmawiać i wesprzeć — na Kubie rzeczywiście mógłby przyjść.
Tak. Kuba jest świetnym przykładem, a konkretnie kubańska santería, czyli główna religia afro-kubańska, mająca na wyspie wielowiekową tradycję. Wydaje się, że od pewnego czasu przeżywa istotny renesans i rozkwit. W santeríi bliskość ze zmarłymi jest rzeczywiście niezwykle ważna. Każdy człowiek, każdy wierzący — właściwie każdy z nas — ma swoją postać opiekuńczą, swojego muerto lub swoją muertę, czyli zmarłego albo zmarłą. To ktoś, z kim nasze życiowe ścieżki w jakiś sposób się przecięły. Może to być krewny, ktoś bliski albo osoba spotkana gdzieś po drodze, która teraz nad nami czuwa i z którą łączy nas osobista relacja. To trochę jak anioł stróż, tylko…
Na czym jednak polega ta relacja? Przecież on nie odpowie.
Może odpowiedzieć. Oczywiście.
A w jaki sposób?
Odpowiednio przygotowany wierzący, santero, może przeprowadzić specjalny obrzęd, podczas którego dusza takiej osoby opiekuńczej, ducha opiekuńczego, wchodzi w ciało żywego człowieka. Wtedy można po prostu normalnie rozmawiać. To rzeczywisty kontakt.
Doświadczył pan kiedyś takiej sytuacji?
Nie, nie jestem wyznawcą santeríi. Opowiadano mi o takich doświadczeniach. Rozmawiałem z ludźmi, którzy odprawiają te obrzędy, więc znam ich relacje. Nie jest to jednak coś, co robi się na pokaz. To, co rzeczywiście widziałem, to codzienne praktyki. Tego rodzaju trans jest czymś szczególnym, ale na co dzień spotyka się na przykład domowe ołtarzyki, które ma każdy santero. To tam mieszkają duchy jego zmarłych i ludzie przychodzą, żeby z nimi rozmawiać.
Duchy mieszkają w szklankach z wodą.
Tak, to typowe miejsce. Rzeczywiście dusze mieszkają w szklankach, ponieważ po śmierci nie odchodzą gdzieś daleko. Zostają tutaj, wśród nas, tu i teraz. Zaświaty właściwie nie istnieją w santeríi albo przynajmniej nie stanowią przedmiotu szczególnej troski. Po śmierci ciało się rozkłada i przestaje mieć znaczenie, a duch nadal gdzieś tutaj krąży. W związku z tym duchy zmarłych mieszkają ze swoimi bliskimi. Można się z nimi kontaktować, rozmawiać, zostawiać im prezenty — drobne podarki, na przykład perfumy, alkohol czy tytoń, który lubili palić.
Istnieje więc praktyka codziennego kontaktu. Podejrzewam, że w naszej kulturze również można ją spotkać. Wielu z nas pewnie rozmawia w myślach ze swoimi zmarłymi bliskimi, tylko trochę to ukrywamy. Nie mamy tego tak zrytualizowanego, nie stworzyliśmy wyraźnej przestrzeni dla takich praktyk. A przecież jest to chyba zupełnie naturalna potrzeba.
Całej rozmowy posłuchaj w podkaście.