Gdy zapytano Brytyjczyków skąd krowa ma mleko, 83% z nich odpowiedziało, że powstaje ono w sposób automatyczny chociaż nie do końca zrozumiały. Jedynie marginalna mniejszość była świadoma biologicznego procesu produkcji mleka przez organizm tego zwierzęcia, charakterystycznego dla wszystkich ssaków.
Posłuchaj wypowiedzi
Trzeba przyznać, że odpowiedzi na to pytanie są dość przerażające, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę migracje Europejczyków ze wsi do miast ale potraktujemy je jako pretekst do rozmowy o tym skąd dziś „bierzemy mleko”. W tej kwestii wiele się zmieniło, chociaż nie w temacie samej biologii.
Zmiana stylu życia? Wychowanie? A może nie jeździli do dziadków na wieś i nikt nie wytłumaczył im kiedy i dlaczego doi się krowę?
Prof. Marcin Urbaniak wspomina, jak w szkole uczono go kiedyś, że krowa gryzie i żuje trawę i ta trawa w niewytłumaczalny dla dzieci sposób przemienia się w mleko, które trafia do wymion i musi zostać wydojone. Może w Wielkiej Brytanii też tak ten proces tłumaczą?
Jak wiadomo nie od dziadków, ale z lekcji biologii krowa produkuje mleko jedynie po ocieleniu i jest ono przeznaczone wyłącznie dla jej potomstwa jak u wszystkich ssaków, w tym także u ludzi. Nie zmienia to faktu, że ludzka wiedza nie tylko w zakresie biologii, ale generalnie o świecie zaczyna być skutecznie podważana przez wszechobecny marketing.
Do dziś najlepszym na to przykładem są badania ankietowe, przeprowadzone na młodych mieszkańcach USA już dość dawno, bo w latach 80 pod wpływem reklamy czekolady Milka, gdzie występowała fioletowa krowa. Osoby, które odpowiadały na pytania ankietowe, twierdziły, że krowy w naturze mogą mieć fioletowy kolor, jeżeli żyją na łąkach szwajcarskich, ale ich mleko pozostaje białe. W tym kontekście możemy się dziś zastanawiać jaką wiedzą o świecie dysponuje dziecko, które naogląda się reklam, w których z dojonej żyrafy wysypują się M&M's.
Przykra prawda o mleku.
Krowa jest sztucznie zapładniana po to, żeby zaczęła produkować mleko jak każdy ssak, w przeciwnym razie nie będzie go miała. Mleko przeznaczone do wykarmienia młodych nie trafia do nich, przejmuje je przemysł mleczarski. Po urodzeniu cielaka jest on odbierany matce i jeśli to samiec, trafia z czasem do rzeźni (hodowany na cielęcinę), samice natomiast zasilają kolejną generację krów mlecznych. Po porodzie krowę matkę czeka proces mlecznej eksploatacji. Gdybyśmy zajrzeli do środka hali, w której przebywają, zobaczymy zwierzęta sprowadzone do roli żywych fabryk.
Krowy stoją unieruchomione w metalowej karuzeli, zwrócone głowami do środka i wymionami na zewnątrz, do których podpięte są automatyczne dojarki.
W realiach przemysłowych czyli tam skąd pochodzi każde poza ekologicznym mleko dostępne w sklepach. Krowy nigdy nie są wypasane i nie wychodzą poza halę produkcyjną. Są eksploatowane przez całe życie do granic wydajności, po czym trafiają na ubój. Wiele z nich cierpi na zapalenie wymion i niedobór wapnia, nieustannie odprowadzanego wraz z mlekiem. Takie są realia powstawania serów masła i wszystkich produktów nabiałowych dostępnych w sprzedaży. Na ich opakowaniach często zobaczymy krowę skubiącą trawę bo producenci nabiału dbają o marketing i tego rodzaju złudzeniami karmią konsumentów. Co zatem w zamian, jeśli nie chcemy całkowicie rezygnować z nabiału?
Pozostają produkty z certyfikowanych gospodarstw ekologicznych, zapewniających wypas krów lub sprzedaż bezpośrednią na targowiskach od zaufanego gospodarza. Jako konsumenci nabiału tylko w ten sposób możemy zadbać o minimum przyzwoitości i dobrostanu dla tych zwierząt. Dla nas samych to też jedyny sposób by otrzymać mleko, które ma cokolwiek wspólnego z tym, od przysłowiowych „dziadków na wsi”.