Tak jak Bridget Jones heroicznie wciskała się w różne stroje i w te wielkie majty, które miały jej zapewnić idealną figurę, tak wszyscy jesteśmy wciskani w jakieś role. (…). Człowiek cały czas jest pod ścianą wymagań społecznych, estetycznych, wyobrażeń rodzących też kompleksy. Więc trudno czasami nie zakrzyknąć: „Bridget Jones to ja”. To jest wieczne niepogodzenie, wieczne niespełnienie, poszukiwanie czegoś - mówi profesor Joanna Hańderek, filozofka (UJ).