Jest takie miejsce w Krakowie, gdzie zimą słychać - uwaga !!! I nie jest to krzyk przerażonego dozorcy z krakowskiego ZOO, któremu uciekła puma czy inna pantera, lecz krzyki młodszej i starszej młodzieży, która pobija kolejny rekord szybkości zjazdu na sankach spod Kazamaty.
Kazamata, to takie bunkrzysko, które stoi w Lesie Wolskim chyba od 1914 roku - chyba, ponieważ na tabliczce jest jeszcze jedna data, 1915. Nieważne. Ważne, że jest na szczycie wzniesienia i informuje nas, że jesteśmy na końcu naszej drogi (w przenośni, a dla niektórych dosłownie) i możemy odpocząć po tej 500 metrowej wspinaczce. Dla młodzieży to żaden problem wejść lub nawet wbiec na tę górę, bo energii z chipsów mają pod dostatkiem, ale dla niektórych tatusiów napędzanych płynny chmielem może to stanowić dość duży problem, biorąc pod uwagę, że ciągną za sobą sanki z pociechami. Panowie co was nie zabije, to was wzmocni.
Pod schronem amunicyjnym baterii FB 36 czeka na wytrwałych ławeczka, a może i dwie, na których można odsapnąć i zastanowić się co dalej. Kiedy już złapiemy oddech i ustabilizujemy pracę serca, dostajemy w nagrodę aż trzy możliwość do wyboru. Pierwsza polecana przez nas, to wsiąść na sanki i zjechać w dół krzycząc uwaga i potem wrócić w to samo miejsce. Druga, którą można wykorzystać po pierwszej, jeżeli kolejne podejście będzie zbyt wyczerpujące, to zaproponować dziecku wizytę w ZOO. Trzecia możliwość, to offroadowa dróżka w kierunku Kryspinowa.
Po prawie 500 metrach szaleńczej jazdy docieramy do "Polany pod Dębiną", wychodząc na ostatnią prostą przeznaczoną do hamowania. Kto nie zdąży na niej wyhamować, może liczyć na odbój w postaci szlabanu zamykającego wjazd do polany. Teraz pozostaje tylko złapać za sznurek u sanek i z powrotem na górę.
I tak na zakończenie, My czyli Czerwona Skarpeta gorąco polecamy to miejsce. :)
Zobacz blog autora