Krople rozbijające się o liście są jak sekcja rytmiczna, nadająca porządek koncertowi. Nic nie jest przypadkowe, wszystko ze sobą współgra.
Kap, kap, kap, jednostajne i miarowe kap. Siadam pod balkonem, zamykam oczy i wsłuchuję się w deszczowy koncert. Czuję na łydce niespodziewane ciepło, to przyszła moja psia terapia - spóźniony gość koncertu. Moją rękę kładę na jego łebku i teraz razem słuchamy.
Krople rozbijające się o liścia są jak sekcja rytmiczna, nadająca porządek temu koncertowi - nic nie jest przypadkowe, wszystko ze sobą współgra. Nawet tempo w tym utworze jest doskonałe.
Zaczęło się wszystko od adagio, aby po chwili przejść w vivace. Pod zamkniętymi powiekami zaczynają pojawiać się obrazy z dzieciństwa, kiedy deszcz był moim najlepszym przyjacielem zabaw.
Nagle rozbłyska światło na sali koncertowej, to słońce oznajmia koniec koncertu. Pora wracać do teraźniejszości. Chodźmy na spacer piesku...