Wtorek, 27 paź 0 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Neil Diamond „Hot August Night”

Ja i sporo moich znajomych tak mamy, że w zależności od nastroju słuchamy muzyki o diametralnie różnym charakterze. Czasami jest to coś superwyrafinowanego i trudnego, czasem znacząco ciężkiego, a niekiedy, coś prawie rozrywkowego. Tyle tylko, że owa „rozrywkowość” musi iść w parze z jej najwyższą klasą. I dodam tu (już za siebie), że wcale nie jestem pewny, iż np. świetna progresja jest akurat więcej warta niż solidny łomot czy piękny pop. Nie jestem pewien, bo nie potrafię rozstrzygnąć, czy łatwiej jest wymyślić coś równie pokomplikowanego jak „21st Century Schizoid Man”, czy niewiarygodnie motorycznego jak „Smoke On The Water”, czy wreszcie nieskończenie wzruszającego jak „Let It Be” itd. Co jest więcej warte - „Money” Floydów, „Bohemian Rhapsody” Queenu, „Stairway To Heaven” Zeppelinów czy „Wild World” Stevensa? A co z „Yestarday”, „Eleoanor Rigby” i „Hey Jude”?

Neil Diamond „Hot August Night”
Okładka płyty - detal

No dobrze, myślę że po takiej uwerturze, mogę się czuć zwolnionym z konieczności tłumaczenia, dlaczego po serii płyt prawdziwie wysublimowanych, nagle, i to bez żadnego uprzedzenia, zajmę się czymś, co jest (jak ładnie określili to członkowie Cyrku Monty Pythona) z zupełnie innej beczki. A zatem... 24 stycznia 1941 r., na Brooklynie, w Nowym Jorku urodził się amerykański pieśniarz, kompozytor i autor tekstów – Neil Leslie Diamond. Jego rodzice byli żydowskimi emigrantami z terenów przedwojennego Związku Radzieckiego i Polski. Ojciec Neila – Akeeba Diamond był handlowcem, co dawało mu na tyle duże dochody, że członkowie jego rodziny żyli w dostatku, a syn mógł chodzić do naprawdę dobrych szkół. Dzięki temu młody Diamond trafił do prestiżowej Abraham Lincoln High School, po ukończeniu której wstąpił na nowojorski Uniwersytet. Tu korzystając ze stypendium przyznanego mu za znaczące sukcesy sportowe (trenował szermierkę, a konkretnie szpadę) studiował medycynę. Do wybrania tego kierunku, pchnęło go traumatyczne doświadczenie związane z przedwczesną śmiercią, w wyniku choroby nowotworowej, jego ukochanej babci (Naprawdę chciałem znaleźć lekarstwo na raka). A to, że mimo odpowiedniego wykształcenia, zamiast leczeniem zajął tworzeniem i wykonywaniem muzyki stało się dziełem przypadku, bo gdy był już na ostatnim roku, niespodziewanie otrzymał propozycję stałego pisania piosenek, za (jak na owa czasy) znaczącą sumę 50$ tygodniowo. Skąd ta propozycja nie do odrzucenia? Otóż już 1966 r. Neil Diamond wraz z przyjacielem ze szkoły Jackiem Packerem, założyli duet wokalny o nazwie Neil & Jack. Po pewnym czasie udało im się nawet nagrać dwa single, które jednak sukcesu nie odniosły. Widać jednak w owych utworach musiało coś być, bo nasz bohater w rok później zyskał szansę na prowadzenie działalności solowej oraz pisania dla innych. I choć śpiewanie na własną rękę początkowo nie przyniosło mu specjalnej popularności, to jako twórca bardzo szybko wypracował sobie prawdziwą renomę, za którą przyszedł spory popyt na jego dzieła. Wystarczy wspomnieć, że te wykonywali nie tylko Elvis Presley, Cliff Richard czy The Monkees i ale także Deep Purple („Kentucky Woman”).

Pod sam koniec lat 60. Neil Diamond podpisał kolejny kontrakt wykonawczy, tym razem z MCA Rec. i przeniósł się do Los Angeles. Tu nieco zmienił (złagodził) swój sposób śpiewania i zaczął bardziej przystępnie aranżować swoje kompozycje. Od tej pory były to wspaniałe, bardzo melodyjne, ale nie rozlazłe i nieczęsto dość dynamiczne ballady, w bogatych instrumentacjach oraz aranżacjach. Ta zmiana sprawiła, że tym razem od razu zostały zauważone i polubione przez publiczność. Wręcz sypały się jego kolejne singlowe przeboje (m.in. „Sweet Caroline”, Holly Holy”, „Cracklin’ Rosie”, „I Am...I Said”, „Song Sung Blue”), co rusz publikował albumy („Tap Root Manuscript” – 70, „Stones” – 71, „Moods” – 72) oraz dawał fantastycznie przyjmowane koncerty. I tak w 1972 r. Diamond dał aż 10 całkowicie wyprzedanych występów w Greek Theatre w Los Angeles, z których jeden (z czwartku 24 sierpnia) został zarejestrowany i wydany na podwójnym albumie „Hot August Night”. Jak się stosunkowo szybko okazało, longplay odniósł ogromny sukces komercyjny, sprzedając się w wielomilionowym nakładzie i zyskał (o dziwo właściwie wszyscy w tej sprawie byli zgodni) opinie jednej z najlepszych koncertowych płyt w dziejach. Wystarczy... Pora na słuchanie!

Relacja z koncertu zaczyna się zaskakująco, bo przez 3 min. „Prologu” („Prologue”) nie słyszymy ani gitary akustycznej, ani instrumentów rockowych, ani śpiewu, lecz... 36-osobową orkiestrę smyczkową! Dopiero w numerze drugim - „Crunchy Granola Suite” - pojawiają się akustyczne i elektryczne wiosła, organy, perkusja oraz wreszcie absolutnie niezwykły głos Neila Diamonda (o nim Brigit Bardot powiedziała kiedyś, że to najbardziej męski i seksowny głos na świecie). Później, przez następnych 90 minut artysta i jego znakomici muzycy przelatują przez całą ówczesną klasykę Neila, czyli wręcz sypią się bezbłędnie i spontanicznie wykonane wspomniane wcześniej hity oraz mnóstwo innych jego kompozycji. Wśród nich są tak wielkie perły jak urzekające „Solitary Man”, brawurowe „Cherry Cherry”, urocze „Red Red Wine” (piosenka, którą później z wielkim powodzeniem ponownie wylansowało UB40), nieśmiertelne „Girl, You’ll Be A Woman Soon” (kto choć raz widział „Pulp Fiction” Tarantino, ten nigdy nie zapomni tej pieśni, którą w filmie słyszymy w wykonaniu grupy Urge Overkill), pełne żalu „Play Me”, wstrząsająco piękne „Canta Libre” i zamykające całość, stanowiące 10 minutową „suitę” połączenie dynamicznych tematów: „Soolaimon / Brother Love’s Travelling Salvation Show”. Mnóstwo zabawy i to z jak wielką klasą!

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

  • Przez ponad 200 lat uważano go za kopię. Sensacyjne odkrycie na Wawelu

    Gabriela Koziara

Najnowsze

  • Urząd Miejski w Wojniczu już w nowej siedzibie. Przeprowadzka opóźniła się o kilka miesięcy

  • Wenecja 1 – odrestaurowana kamienica ze strefą wellness w Krakowie

  • Osada Czorsztyn odzyska blask. Ruszyła rewitalizacja zabytkowego kompleksu

  • Czy Europa wraca do najciemniejszych czasów XX wieku? Konstanty Gebert: „Powracają nastroje w innych kostiumach”

  • Koniec z niebezpiecznym skrzyżowaniem w Zembrzycach? Powstanie rondo turbinowe

  • W Zakopanem wrze wokół obwodnicy. "Drogę będę miała pod salonem"