Moja przygoda z twórczością Whitney Houston rozpoczęła się, gdy jako nastolatka przeżywałam pierwsze miłosne zawody nucąc pod nosem „I will always love you” i wiele innych hitów amerykańskiej gwiazdy. Nie sądziłam jednak wówczas co - wyglądająca na spełnioną artystka, wykonująca najpiękniejsze piosenki o miłości - może prywatnie przechodzić. Bujna młodość, zawrotna kariera i tragiczna śmierć – „Whitney” opowiada o ciemnej i jasnej stronie życia legendy muzyki pop i R&B. Przed nami film dokumentalny autorstwa laureata Oscara wypełniony wspomnieniami najbliższych artystki, niepublikowanymi wcześniej filmami oraz muzyką, która zyskała status nieśmiertelności.
Warto zwrócić uwagę, że „Whitney” jest jedynym dziełem, które otrzymało pełną zgodę i poparcie rodziny oraz spadkobierców wokalistki. Widzowie usłyszą m.in. wersje oryginalne oraz a cappella największych przebojów Whitney Houston. Wszystko to zostało wsparte bogatymi materiałami ze zbiorów najbliższej rodziny i przyjaciół gwiazdy dokumentujących jej burzliwe, prywatne życie.
Przypomnijmy, że Whitney Houston zapisała się w historii światowej muzyki jako artystka z imponującą liczbą ponad 200 milionów albumów, ze statusem pierwszej kobiety – piosenkarki, która zadebiutowała na szczycie listy Billboard 200 i jedynej w historii, której siedem kolejnych singli pojawiło się na pierwszym miejscu zestawienia Billboard Hot 100. Z wykonawczyni gospel stała się królową światowej sceny. To ona zainspirowała całe pokolenie wokalistek z Mariah Carey i Beyoncé na czele. To jej brawurowe wykonanie amerykańskiego hymnu w trakcie Super Bowl w 1991 roku przetarło ścieżki niedostępne wcześniej dla czarnoskórych muzyków.
W tle sukcesów pisała się jednak inna historia. Porażająca opowieść o uzależnieniu i samozniszczeniu, wypełniająca kolumny tabloidowych gazet i czasopism. Jak piszą dystrybutorzy: „Historia kobiety, która na scenie miała głos anioła, ale poza nią przegrywała walkę z własnymi demonami”.
Urszula Wolak