Nie mam wątpliwości, że Nagrodzony Złotymi Lwami w Gdyni najnowszy film Agnieszki Holland, thriller polityczny „Obywatel Jones”, to jedna z najbardziej oczekiwanych polskich premier 2019 roku. Reżyserka opowiada historię żyjącego w rzeczywistości Garetha Jonesa – walijskiego dziennikarza, który w 1933 roku wyruszył do Związku Radzieckiego, aby odkryć przerażającą prawdę, stojącą za reżimem Stalina i zdemaskować sowiecką „utopię”. Kulisy jego reporterskiego śledztwa wzbudziły grozę. Stały się również, o czym niewielu z nas pamięta, inspiracją do powstania jednej z najsłynniejszych powieści XX wieku – „Folwarku zwierzęcego” George'a Orwella. Jones odkrywa bowiem, że zyski, które sowieckie władze czerpały z handlu zbożem, nie są przeznaczane na produkcję żywności, tylko na produkcję broni. W efekcie miliony obywateli umierały z głodu.
Posłuchaj, co mówi Agnieszka Holland
Agnieszka Holland, pracując nad filmem o Jonesie, przyznawała, że jest to dla niej podróż w nieznane, podczas której zauważyła, że przeszłość tak silnie przeplata się z teraźniejszością. W „Obywatelu Jonesie” zwraca uwagę, że podstawowe zagrożenia nie zmieniły się do tej pory.
Na co dzień doświadczamy manipulacji z różnych stron; media karmią nas fake newsami, a mechanizmy propagandy są nadal żywe. Widzowie obojętnieją, a tchórzostwo polityków sięga zenitu. Reżyserka, jak to ma w zwyczaju, wychodzi w tej sytuacji ze strefy komfortu, wyciągając na powierzchnię rzeczy bolesne i uniwersalne dla współczesnych społeczeństw na całym świecie. W obliczy narastającego zagrożenia zabiera w „Obywatelu Jonesie” głos; wyzwala w widzu empatię, pozwala zidentyfikować się z bohaterem poszukującym prawdy. W jej filmie nie idzie bowiem wyłącznie o odtworzenie faktów historycznych czy mechanizmów budujących totalitarny system, ale też o wywołanie konkretnej reakcji w odbiorcy. Prowokującej nie tylko głębszą refleksję, ale też i skłaniającą do jakiegokolwiek działania.
Urszula Wolak