To historia o dorastaniu, buncie przeciw społecznym oczekiwaniom – zwłaszcza kierowanym w stronę kobiet, i balansowaniu... pomiędzy potrzebą niezależności a miłością. Nikogo nie dziwi więc fakt, że to właśnie Greta Gerwig – amerykańska reżyserka i aktorka działająca na gruncie kina niezależnego i eksplorująca w swej twórczości tematy związane z dojrzewaniem kobiet i szeroko pojętą kobiecością – sięgnęła po powieść "Małe kobietki" Louisy May Alcott, by przenieść ją na wielki ekran. W jej wydaniu pierwowzór literacki zyskuje drugie życie, wpisując się we współczesne konteksty związane z rolą kobiet.
Akcja filmu rozgrywa się pod koniec XIX wieku, kiedy kobiety pełniły określone i ograniczone społecznie role. Niewiele z nich zastanawiało się, czym jest emancypacja i co to znaczy podążać własną ścieżką. Wyjątek na tym tle stanowi Marmee March, która uczy swoje córki, czym jest niezależność. Poznamy Meg, Jo, Beth i Amy – cztery siostry o wyrazistych charakterach, które w trudnych czasach pragną doświadczać radości życia i czerpać z niego pełnymi garściami. Choć od powstania "Małych kobietek" minęło sto pięćdziesiąt lat, Greta Gerwig udowadnia filmową adaptacją, że opowieść Alcott ma charakter ponadczasowy.
W rolach Jo, Meg, Amy i Beth zobaczymy Saoirse Ronan, Emmę Watson, Florence Pugh oraz Elizę Scanlen. W filmie występują także Laura Dern jako Marmee i Meryl Streep jako ciotka March. Ich wiarygodne kreacje czynią z „Małych kobietek” melodramat o potędze kobiet. Emocjonujący, zmysłowy i pozostawiający we współczesnym widzu niejedną refleksję.
Urszula Wolak
Zobacz także: W kadrze: "Jojo Rabbit" i "Małe kobietki"