Czy wyobrażacie sobie małego bohatera, który uciekając w świat fantazji, przyjaźni się z Hitlerem? Brzmi kuriozalnie? To prawda, ale właśnie taki świat zmalował nam na ekranie Taika Waititi w swym najnowszym filmie „Jojo Rabbit”. Zagraniczni recenzenci piszą o nim: „rozrywkowa prowokacja” i „skrzyżowanie Monty Pythona, Kochanków z Księżyca Wesa Andersona i Allo, Allo”. Mają absolutną rację, gdyż dzieło Waititi jest najwyższych lotów skrzyżowaniem komedii z satyrą oraz baśni z rzeczywistością.
Akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej. Przedstawiona przez reżysera relacja młodego członka Hitlerjugend z przyjacielem na niby – Hitlerem jest źródłem wielu komicznych sytuacji. Bohater zwierza mu się ze swoich trosk i kłopotów, a także prosi o radę w kluczowych sprawach: jak być najlepszym małym nazistą, jak rozpoznać Żyda i co zrobić, gdy jego własna matka ukrywa w domu przedstawicielkę narodu wybranego. Hitler nie jest nieomylny i nie zawsze zna odpowiedzi, wprowadzając zamęt w życie Jojo. Pikanterii całej fabule dodaje fakt, że w roli jednego z największych zbrodniarzy XX wieku wcielił się sam reżyser. Doborową obsadę tworzą również: Sam Rockwell i Scarlett Johansson – nominowana w tym roku po raz drugi do Oscara za drugoplanową kreację w filmie Waititi.
Dokąd zmierza niepoprawna opowieść twórcy z Nowej Zelandii, który konsekwentnie idzie we współczesnym kinie pod prąd? Jedno jest pewne. Wyobraźnia Waititi nie zna żadnych granic.
Urszula Wolak