Ośmielę się stwierdzić, że większość miłośników kina na świecie, widząc nazwisko Toma Hanksa obsadzonego w głównej roli, nie waha się ani przez chwilę, wybierając seans z udziałem wybitnego amerykańskiego aktora. Nie inaczej będzie więc w przypadku filmu „Cóż za piękny dzień” Marielle Heller, w którym ikona współczesnego Hollywoodu kreuje prawdziwą postać Freda Rogersa. Przed nami wzruszająca w swej prostocie historia o tym, jak uprzejmość triumfuje nad cynizmem, a rzeczywista przyjaźni Freda Rogersa i dziennikarza Toma Junoda wnosi promień nadziei w szarą codzienność. A wszystko wydaje się takie proste, gdy znużony życiem dziennikarz (Matthew Rhys) poznaje Rogersa – najpopularniejszego w Ameryce sąsiada.
Reżyseria: Marielle Heller
Produkcja: USA, Chiny
W sąsiedztwie wrażliwości
Obserwujemy rozkwit relacji, która uczy i rozwija. Pozwala odrzucić towarzyszący nam na co dzień sceptycyzm, przemienić chłód i obojętność w pochylenie się nad losem zwykłego człowieka i stać się po prostu lepszymi ludźmi. Jakimi? Empatyzującymi z innymi, dostrzegającymi potrzeby otoczenia i co ważne, przyzwoitymi.
„Cóż za piękny dzień” wpisać można w kategorię kina odsłaniającego jasną stronę życia, w które być może niektórzy z nas już dawno zwątpili albo po prostu przestali wierzyć. Film pokazuje, że dobry kierunek w życiu to tylko kwestia wyboru i odpowiednich ludzi, którzy zmieniają świat i innych. Na lepszych.