Gdzie byłeś 22 lipca 2011 roku? To pytanie, powróci zapewne do niejednego widza po obejrzeniu najnowszego filmu Paula Greengrasa. Opowieść zbudowana na kanwie krwawych wydarzeń rozgrywających się na norweskiej wyspie Utoya, gdzie w wyniku ataku Andersa Breivika zginęło prawie siedemdziesięciu młodych ludzi, trzyma w napięciu do samego końca i nie pozwala zapomnieć o zamachu w Norwegii, który wstrząsnął całym światem. Greengrass nie koncentruje się jednak wyłącznie na tragedii. Reżysera interesują bardziej społeczno-polityczne konsekwencje zdarzenia. Pyta między innymi: co stało się z Norwegią i jej mieszkańcami żyjącymi, do momentu ataku Breivika, w otulinie bezpieczeństwa?
Viljiar jest jednym z obozowiczów na wyspie Utoya. Spotkanie z przyjaciółmi upływa w sielankowej atmosferze. Plany młodych ludzi zostają jednak brutalnie przerwane przez pojawienie się na wyspie Breivika strzelającego do młodych ludzi z karabinu jak do kaczek. Sekwencja rzezi inscenizowana przez Greengrassa przypomina wtargnięcie wilka do zagrody niewinnych owieczek – niczego nieświadomych, rozbiegających się w popłochu, desperacko szukających schronienia i wyjących z rozpaczy. Viljar cudem unika śmierci, ale do końca życia będzie zmagał się z obrażeniami odniesionymi w czasie bestialskiego ataku Breivika.
Reżyser przechodzi od ogólnokrajowego wymiaru tragedii do jednostkowego i osobistego przypadku chłopca, który mierzy się z dotkliwą traumą. Przed nim nie tylko długi i bolesny proces przepracowania tragedii, ale też spotkanie z oprawcą, który w sądzie, przed obiektywami dziesiątek kamer domaga się usprawiedliwienia swojego czynu. Czy uosabiana przez Viljara współczesna Norwegia podniesie się na kolanach i odzyska nadzieję na lepsze jutro?
Urszula Wolak