„Tabu”. Reż. Miguel Gomes. Prod. Portugalia/Niemcy/Brazylia/Francja 2012.
To bez wątpienia jeden z najbardziej ekscentrycznych filmów, jakie pojawiły się ostatnio na ekranach naszych kin. „Tabu” to drugi film pełnometrażowy Miguela Gomesa, czterdziestoletniego portugalskiego filmoznawcy, któremu przestało wystarczać pisanie o filmie i tak jak niegdyś słynni francuscy nowofalowcy – Jan-Louis Godard, François Truffaut, Claude Chabrol – chwycił za kamerę. Reżyserowania nie uczył się w szkołach, a bezpośrednio – metodą prób i błędów – na filmowym planie. I – oczywiście – podpatrując innych, bo Gomes to wytrawny kinoman, zakochany zwłaszcza w starym kinie (podobnie jak Michael Hazanavicius, autor słynnego „Artysty”). Najlepszym dowodem na to właśnie czarno-białe „Tabu”, wyraźnie inspirowane dokonaniami kina niemego, przede wszystkim jego etnograficznym, a także przygodowo-egzotycznym nurtem (sam tytuł nawiązuje do słynnego filmu Friedricha Wilhelma Murnaua i Roberta Flaherty’ego, nakręconego w 1931 roku na Thaiti). Walory filmu Gomesa docenili jurorzy ostatniego festiwalu berlińskiego, przyznając portugalskiemu artyście Nagrodę Specjalną im. Alfreda Bauera, a także krytycy honorując go laurem FIPRESCI.
fot. materiały prasowe