Najpierw była bestsellerowa książka Clemensa Meyera, błyskotliwy i efektowny portret młodzieży wschodnioniemieckiej burzliwych lat po upadku berlińskiego muru. Dla filmu przysposobił ją Wolfgang Kohlhaase, autor scenariuszy m.in. „Solo Sunny” (1980) Konrada Wolfa, „Legendy Rity” (2000) Volkera Schlöndorffa czy wcześniejszych filmów Andreasa Dresena – „Lato w Berlinie” (2005) i „Whisky z wódką” (2009).
„W rytmie marzeń”
Reż. Andreas Dresen
Prod. Niemcy / Francja 2015
Dresen to jeden z lepszych niemieckich reżyserów ostatnich lat, nagradzany prestiżowymi laurami na festiwalach m.in. w Cannes, Berlinie, Karlowych Warach, San Sebastian. Nic dziwnego, że zainteresował się przeniesieniem popularnej książki Meyera na ekran, wszak sam pochodzi z terytorium dawnego NRD (urodził się w 1963 roku w Gerze, jest absolwentem Wydziału Reżyserii Szkoły Filmowej im. Konrada Wolfa w Poczdamie-Babelsbergu), więc o sprawach, o których traktuje pisarz w swej powieści, może opowiadać z pozycji naocznego świadka.
„W rytmie marzeń” to historia czwórki przyjaciół, którzy kończą szkołę i wchodzą w dorosłe życie tuż po upadku muru berlińskiego. Uczyli się jeszcze w czasach komuny, przyozdobieni w czerwone pionierskie chusty, ale młodzieńcze marzenia przychodzi im już realizować w nowej, nieskrępowanej ideologicznymi zakazami i nakazami rzeczywistości. Nie za bardzo wiedzą, co z sobą zrobić, szwendają się po mieście, imprezują, czasem dopuszczą się drobnej kradzieży, gdy zabraknie kasy. Wreszcie postanawiają założyć klub techno, który przyniesie im zarówno poprawę humorów, jak i budżetów. I nawet tego dokonują, inicjatywa szybko i prężnie się rozwija. Tylko że podpadają innej grupie młodych neofaszystów, którzy rządzą na tym terenie i nie życzą sobie żadnej konkurencji. Dawniej tą rzeczywistością rządziła ideologia, teraz przyszła wolność, w której często decydującym argumentem jest pięść.
Film Dresena, pomimo że umiejscowiony w konkretnej, niezwykle wyrazistej rzeczywistości i w konkretnych – nie mniej wyrazistych – czasach, jest opowieścią ponadczasową. To historia o przyjaźni, lojalności, zdradzie i – nade wszystko – o marzeniach, które w większości nie zostaną spełnione. I to nie tylko z powodu tzw. obiektywnych trudności. Bohaterowie „W rytmie marzeń” – Rico, Daniel, Paul i Mark – dorastali w czasach, w których – wydawać by się mogło – świat stanął przed nimi otworem. Niestety, otwór okazał się ciemnym tunelem, w którym – na szczęście – tli się gdzieś jeszcze światełko nadziei.
Jerzy Armata