Trwa znakomita passa polskiego kina. „Ostatnia Rodzina” Jana P. Matuszyńskiego to kolejny tytuł, który ma szanse podbić ekrany w różnych zakątkach globu. Bo pomimo konkretnej, jednostkowej opowieści, rozgrywającej się tu i teraz, jest uniwersalny i ponadczasowy, na długo pozostający w głowie odbiorcy. Jak „Ida” Pawła Pawlikowskiego, „Body/Ciało” Małgorzaty Szumowskiej czy „Zjednoczone Stany Miłości” Tomasza Wasilewskiego. A poza tym – podobnie jak wymienione filmy – znakomicie zrealizowany (to fabularny debiut Matuszyńskiego!!!), na podstawie solidnie zdokumentowanego i dramaturgicznie wiarygodnego scenariusza Roberta Bolesto, opowiedziany fantastycznymi zdjęciami Kacpra Fertacza oraz cudownymi kreacjami aktorskiego kwartetu – Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński), Aleksandra Konieczna (Zofia, jego żona), Dawid Ogrodnik (Tomasz, ich syn) i Andrzej Chyra (marszand artysty). Festiwalowy pochód „Ostatniej Rodziny” rozpoczął się w Locarno, gdzie Seweryna uhonorowano laurem za najlepszą rolę męską.
„Ostatnia Rodzina”
Reż. Jan P. Matuszyński
Prod. Polska 2016
Akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni 28 lat, od 1977 roku, kiedy Beksińscy przeprowadzili się z Sanoka do Warszawy, do tragicznej śmierci artysty w 2005 roku. Beksińscy oraz schorowane matki obojga małżonków zamieszkali na jednym ze stołecznych blokowisk, w standardowym mieszkaniu, gdzie się gotowało, jadło, prało, dokonywało zabiegów pielęgnacyjnych na obłożnie chorych, a Zdzisław intensywnie oddawał się malowaniu, także namiętnie słuchał muzyki i obsesyjnie dokumentował – aparatem fotograficznym i kamerą wideo – życie codzienne rodziny. Kilka bloków dalej zamieszkał ich syn. Opowieść o rodzinie Beksińskich (ich tragiczne losy powszechnie są znane) ma pewną dwoistość w sobie: są kochający i depresyjni, przejmujący i śmieszni zarazem, raniący się mocno, ale i chwilami względem siebie niezwykle czuli, zbuntowani i zdołowani.
„Zafascynowała mnie nieoczywistość, dzięki której każdy może przejrzeć się w tej historii i znaleźć w niej coś dla siebie. Chciałem wykorzystać historię Beksińskich, żeby szerzej spojrzeć na podstawową komórkę socjalistycznego społeczeństwa, jak definiuje to Zdzisław w filmie” – wyznaje reżyser. Nie tylko socjalistycznego, stworzył przejmującą historię, rozgrywającą się ponad ideologią, polityką, otaczającą rzeczywistością. To uniwersalna opowieść o mozole życia, nieuchronności śmierci, sztuce jako chwilowej odtrutce na egzystencjalny bezsens. I miłości. „Bo ta rodzina naprawdę się kochała. Fascynujące jest także to, że niczego przed sobą nie ukrywali. O wszystkim rozmawiali wprost. Byli nieprawdopodobnie świadomi rzeczy, które ich otaczają. Także śmierci” – wyznaje Matuszyński.
„Ostatnia Rodzina” to moja ostatnia filmowa rekomendacja w Radiu Kraków. Po pięciu latach kończy się ta fantastyczna recenzencka przygoda. Do zobaczenia, najchętniej w kinie. Konrad Eberhardt, mój ulubiony krytyk, twierdził, że film jest snem. Zatem życzę Państwu miłych snów, także na jawie.
Jerzy Armata