„Baby Bump” jest pierwszym pełnometrażowym filmem fabularnym Kuby Czekaja, jednego z najciekawszych osobowości twórczych pośród młodych naszych filmowców (Barbara Hollender drugi tom swej książki poświęconej mistrzom rodzimego kina zatytułowała „Od Kutza do Czekaja”). Na tak dobrą opinię młody reżyser zapracował sobie studenckimi etiudami („Mamo”, „Kawałek nieba”, „Za horyzont”, „Dom w różach”, „Twist & Blood”, zrealizowanych na Wydziale Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach), a także profesjonalnym debiutem krótkometrażowym – „Ciemnego pokoju nie trzeba się bać”, wyprodukowanym przez działające pod egidą Stowarzyszenia Filmowców Polskich – Studio Munka.
„Baby Bump”
Reż. Kuba Czekaj
Prod. Polska 2015
Te krótkie filmy przyniosły mu blisko 70 festiwalowych trofeów (!!!), m.in. w Barcelonie, Filadelfii, Kioto, Mediolanie, San Francisco, Vancouver, a także w Gdyni, Warszawie, Wrocławiu i Krakowie (Srebrny Lajkonik za „Ciemnego pokoju nie trzeba się bać” na Krakowskim Festiwalu Filmowym w 2010 roku). W 2010 roku Czekaj został uznany Talentem Trójki, rok później dostał Gwarancję Kultury za „własny styl i odwagę w artystycznych poszukiwaniach”, a w roku ubiegłym – nominację do „Paszportu Polityki”.
I właśnie niejako z festiwali, a także z tej odwagi w poszukiwaniach oraz nieco z… przypadku wziął się jego debiutancki pełny metraż. Z festiwali, bo dzięki włoskiemu programowi Biennale Collega-Cinema scenariusz Czekaja dostał środki na realizację, z przypadku – bo reżyser wysłał swój projekt do weneckiego konkursu w czasie, gdy pracował nad swym „właściwym” debiutanckim filmem „Królewicz Olch” i chyba – prawdę mówiąc – nie liczył na sukces. A tu nagle kasa spadła prosto z weneckiego nieba. I trzeba było szybko nagrodzony projekt zrealizować. Nakręcił więc „Baby Bamp” w przerwach między zdjęciami „Królewicza Olch” (premiera za kilka miesięcy). Wszystko się znakomicie udało, film uhonorowano Queer Lion Award na ostatnim festiwalu weneckim.
„Baby Bump” to szalenie niekonwencjonalny portret dziecka – jak określa to sam reżyser – uwięzionego w dorastaniu. „Wyobraź sobie – mówi Czekaj – że jesteś 11-letnim chłopcem. Odstają ci uszy. Przyklejasz je klejem do skóry. Boli. Nie rozumieją cię, trochę cię wykorzystują, trochę nie szanują, trochę nie mieścisz się w ich głowach. Jesteś inny od reszty. Jest cała reszta i potem ty". Wydaje się, że ten film to swoisty forszpan czekającego na premierę „Królewicza Olch”, portretu wybitnie utalentowanego 14-latka, chłopaka o niezwykłym umyśle i niespokojnej duszy.
Jerzy Armata