Końcem sierpnia mija termin, w którym małopolską kopalnię od Spółki Restrukturyzacji Kopalń miał odkupić inwestor strategiczny. Najczęściej jest wymieniana spółka Tauron, choć ta stawia twarde warunki. Chce przejąć kopalnię za symboliczną złotówkę. Zapowiada też duże inwestycje, ale też cięcia zatrudnienia. Połowa załogi miałaby być zatrudniona w firmach zewnętrznych. Związkowcy z Brzeszcz twierdzą, że rząd dąży za wszelką cenę do sprzedaży kopalni, nie licząc się z kosztami i tym co się z nią później stanie.
"Rząd liczy na to, żeby nie myśleć, jaka przyszłość czeka kopalnię. Chodzi o to by móc powiedzieć: zrealizowaliśmy porozumienie, przekazaliśmy kopalnię potencjalnemu inwestorowi. A co będzie dalej - nie wiadomo" - mówi Stanisław Kłysz z Solidarności w kopalni Brzeszcze.
Kilka dni temu władze Tauronu podtrzymały chęć przejęcia kopalni Brzeszcze. Zdaniem spółki po zainwestowaniu w kopalnię około 250 milionów złotych, mogłaby ona być rentowna już w 2017 roku. Żeby tak się stało w ciągu roku musi wydobywać przynajmniej półtora miliona ton węgla.