Krakowskie MPK ma kłopot z wandalami, którzy na autobusach, tramwajach i automatach biletowych malują graffiti. Zdjęcia zniszczonych pojazdów MPK opublikowało na swojej facebookowej stronie i pyta, skąd się biorą pomysły na taką dewastację.
Posłuchaj relacji Aleksandry Ratusznik
Średnio co cztery dni krakowskie MPK otrzymuje zgłoszenie o zdewastowanym automacie biletowym. Marek Gancarczyk, rzecznik MPK powiedział w rozmowie z Radiem Kraków, że od stycznia do kwietnia odnotowano aż 32 takie przypadki. Wandale niszczą też autobusy i tramwaje. Zwykle te, w których nie ma monitorigu i wagony, w których nie ma motorniczego. Malunki pojawiają się też na budynkach socjalnych, które stoją przy pętlach autobusowych. W ostatnich miesiącach malunki pojawiły się na trzech takich miejscach.
Rzecznik krakowskiego przewoźnika zapewnia, że jak tylko MPK otrzymuje informacje o dewastacji, natychmiast automat czy autobus jest czyszczony. "Nie dopuszczamy do tego, by na miasto wyjechał autobus z graffiti" - podkreśla. Rocznie na usuwanie zniszczeń krakowskie MPK wydaje co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Akty wandalizmu są zgłaszane policji i straży miejskiej, ale sprawy są zwykle umarzane.
Z kolei MPK w Tarnowie nie ma z tym kłopotu. "Czasem zdarza się jakieś drapanie wewnątrz pojazdu, ale w tej chwili problem już zniknął dzięki kamerom w autobusach" - podkreśla Jerzy Wiatr, prezes MPK w Tarnowie. Monitoring pomógł też w Nowym Sączu, choć tam problem nie zniknął całkowicie. Jak powiedział w rozmowie z Radiem Kraków prezes sądeckiego MPK Andrzej Górski, wewnątrz pojazdów jeszcze od czasu do czasu pojawiają się napisy, choć skala jest mniejsza niż kiedyś. MPK w Nowym Sączu zapewnia, że na bieżąco usuwa malunki. "Gdybyśmy nie usunęli, zaraz pojawiłyby się następne".
MPK w Nowym Sączu zorganizowało także akcję legalnego malowania graffiti na autobusach. W marcu na płycie rynku pojawił się autobus i Mgr Mors, który wraz z uczestnikami warsztatów pomalował autobus w najtrudniejsze słowa. Pojazd kursuje na liniach miejskich i podmiejskich. "Być może akcja zostanie zorganizowana po raz kolejny" - mówi prezes MPK w Nowym Sączu.
źródło: mpk.nowysacz.pl
W Radiu Kraków rozmawialiśmy z socjolog prof. Małgorzatą Bogunia-Borowską z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Co skłania ludzi by w ten sposób niszczyć otaczającą nas przestrzeń?
"Młody człowiek to niestety słowo kluczowe. Co ważne, to człowiek, który nie działa sam, ale w grupie. Jeżeli taki młody człowiek chce w grupie jakoś zaimponować i zbudować swój status, szuka jakiejś metody, jak to zrobić. Wykonanie takich napisów jest tanie, proste i w zasięgu ręki takiego człowieka" - tłumaczy Małgorzata Bogunia-Borowska.
A im większe ryzyko, tym większa satysfakcja, że udało się graffiti zrobić. "Większy poklask w grupie dostanie człowiek, który sprejem zniszczy autobus. Który wkradnie się na posesję czy minitorowany teren, by coś zniszczyć. Im większe ryzyko, tym większy sukces" - mówi socjolog.
Czy jedynym rozwiązaniem na walkę z nielegalnym graffiti jest zwiększenie monitoringu miejskiego? "Graffiti zniknie, ale zniknie też nasza prywatność. Wydaje mi się, że sposobem jest edukacja. Trochę za mało mówi się o przestrzeni publicznej. To nasze dobro, dobro, które należy do tych młodych ludzi. I tego trzeba ich uczyć" - dodaje Małgorzata Bogunia-Borowska.
(Aleksandra Ratusznik/ko)
Obserwuj autorkę na Twitterze: