Prof. Łukasz Tischner, historyk literatury, publicysta, krytyk jazzowy, bratanek ks. prof. Józefa Tischnera gościem Marzeny Florkowskiej
- A
- A
- A
Nauczył mnie patrzenia poza kategoriami - bratanek o ks. prof. Józefie Tischnerze
Świat stoi na opak, nie jest dobrze, ale co by miało być tak cołkiem źle, to tyz nie powiem
Wtorek, godzina 18.15, Collegium Witkowskiego, sala amfiteatralna, teraz nazwana salą Księdza Profesora Józefa Tischnera. Tłum studentów, którzy przychodzili na nieobowiązkowe wykłady z filozofii prowadzone przez ks. Prof. Józefa Tischnera. Jakie miałeś wtedy poczucie, że przychodzisz na wykłady stryja, czy przychodzisz na wykłady wybitnego, znanego już wtedy księdza filozofa?
Trudne pytanie… Pojawiało się wiele różnych emocji i myśli.
To był czas dojrzewania, trochę nieopierzenia, szukania swojego miejsca, ale też potrzeby zaistnienia. To była druga połowa lat 80. Jeszcze ciągle komuna. Józef Tischner chodził wtedy w nimbie filozofa, charyzmatycznego wykładowcy, ale też ojca duchowego ruchu Solidarność, czy nawet szerzej po prostu ruchu dysydenckiego. Pokrewieństwo z nim, wskazanie, że właśnie jestem kimś bliskim, mogło mi dawać rozmaite przywileje, ale z drugiej strony - w miarę jak starałem się studiować - rodziło naturalne obciążenie. Wiedziałem, że nie dorównam jego zdolnościom, umiejętnościom. Były więc we mnie sprzeczne uczucia. Ulegałem trochę snobizmowi, że jako bratanek już wiem, co on będzie mówił… Ale z drugiej strony czułem zakłopotanie, że jestem trochę taką papugą powtarzającą jego myśl. Spotykaliśmy się w domu przy różnych okazjach, znałem różne jego anegdoty, dowcipy, które niekoniecznie się pojawiały na wykładach, chociaż na wykładach, jak wiadomo, tych anegdot i dowcipów było bardzo dużo.
Oczywiście słynne były te kultowe msze w kościele św. Marka dla dzieci. Interesuje mnie jego stosunek do nastolatków, którzy przechodzą przez okres buntu, którzy czasem zaprzeczają religii. To nie jest już taka oczywista relacja ksiądz – nastolatek.
Miał bardzo zdrowy stosunek do młodych ludzi i też do nas, bratanków, bo ja mam starszego brata i kuzynów, dzieci najmłodszego brata Józia: Wojtka i Marysię. Przełamywał takie namaszczenie, jeżeli się pojawiało, lubił się wygłupiać, bawić, od razu skracał dystans, ale równocześnie nie pozwalał sobie wchodzić na głowę.
Był też bardzo dyskretny i unikał moralizowania. Gdy się go radziłem w momentach kryzysowych, jak dobry psycholog pytaniami naprowadzał na rozeznanie, w którym miejscu jesteś, co robisz, jak ta sytuacja naprawdę wygląda. A potem mówił: decyduj sam, kombinuj, to znaczy rozstrzygnij. Ale to była rzeczywiście zawsze taka świetna rozmowa, która pozwalała spojrzeć na siebie trochę z dystansu. On też nie oceniał.
Miał przyrodzony dar nawiązywania kontaktu. I też, jak wiemy, był takim piewcą wolności, ale właśnie mądrej wolności, która polega na tym, że człowiek się rozwija i pozwala się rozwijać innym. Jak mówił: wolność to jest sposób istnienia dobra.
Te rozmowy z nim czy jakieś właśnie porady, zawsze sprawiały, że człowiek po pierwsze się czuł trochę lżejszy, bo wypowiedział coś, co było trudnością, ale po drugie widział przed sobą drogę. Pamiętam finał takich rozmów jako coś jasnego: że przy różnych trudnościach, obciążeniu, zagrożeniu możesz być sobą, możesz próbować to zmienić.
To chyba Antoni Kępiński miał mu powiedzieć: „Ty masz taką terapeutyczną gębę”. I gęba gębą, ale też słowo takie było.
Dużo się śmialiście wspólnie?
Odziedziczył poczucie humoru po swojej mamie Weronice, która była niezwykle dowcipna, błyskotliwa i też miała taki dowcip kompletnie czasem zaskakujący.
Przy okazji świąt był taki moment, kiedy następowało tak zwane zyganie, czyli jakieś takie dowcipne, lekko złośliwe utarczki. Obecność Józia chyba sprawiała, że nie przekraczaliśmy granic. On bardzo był wrażliwy na to, żeby dowcip nie był degradujący dla drugiej osoby. Uwielbiał się śmiać. Czasem to były dowcipy nawet głupie. Udawanie niedźwiedzia na bacówce, jakieś pomruki czy coś tym rodzaju, więc to nie zawsze był dowcip heideggerowski, który miał pokazać głębię myśli. Lubił zabawę, zgrywę, taki trochę chaplinowski dowcip sytuacyjny.
On tobie towarzyszył od urodzenia, a ty mu towarzyszyłeś potem do ostatnich chwil niemal życia. Czego cię nauczył?
Na pewno mnie nauczył, czym jest doświadczenie umierania i śmierci, które wiąże się z jakąś szczególną bliskością, trochę pozasłowną, która czasem polega po prostu na tym, że się trzyma rękę osoby, która już nie do końca kontaktuje i bierze mocne środki przeciwbólowe, żeby wytrzymać. Nauczył mnie też takiego zdrowego podejścia do życia, żeby sobie za wiele może po nim nie obiecywać, ale żeby budzić radość, nadzieję w innych i też budować więź z innymi, która pozwala przetrwać trudne momenty.
Nauczył mnie też takiego patrzenia trochę poza jakimiś formułkami, kategoriami: to jest katolickie, to jest niekatolickie, to jest filozoficzne, to jest psychologiczne. Bez uproszczeń, ale też bez takiego łatwego szufladkowania.
Bardzo lubię cytować to zdanie z "Filozofii po góralsku", które w jakimś sensie streszcza jego światopogląd, ten, który poznałem może właśnie u kresu jego życia: „Świat stoi na opak, nie jest dobrze, ale co by miało być tak cołkiem źle, to tyz nie powiem”. Taki dystans i trochę sceptycyzm do świata, ale równocześnie poczucie, że w ten świat można wlewać dobro.
Czy ksiądz profesor Józef Tischner lubił jazz? Zmierzam ku temu, że ty się zajmujesz jazzem.
Nie lubił. Rozmaici artyści, którzy się kręcili wokół Józefa Tischnera przypuszczali, że on ma właśnie dość wysublimowany gust muzyczny i mu podsyłali różne kasety. Ale on był nieprzejednany: albo muzyka góralska, albo żadna.
Mówisz po góralsku?
Trochę mówię, ale w Łopusznej raczej się powściągam. To jest taki język, który daje możliwość skrótu. Jest dosadny, ale też dowcipny. Nie ma tam nudy, czy jakichś takich dłużyzn. Więcej niedomówień niż przegadania.

Komentarze (0)
Najnowsze
-
07:32
Śmiertelne potrącenie w Żabnie. Kierowca ciężarówki nie zauważył pieszego na chodniku
-
07:26
Podbudowane morale Cracovii. W piątek starcie ze Stalą Mielec
-
07:18
Kolumbia kocha kawę...z wzajemnmością!
-
07:02
Kiedy powstanie podniebny rower w Muszynie?
-
06:35
Czwartek w końcu będzie ładny. Będzie ciepło i słonecznie
-
06:18
Tiry nie przejadą tranzytem przez Tarnów. Jest decyzja
-
05:59
Aktualności komunikacyjne Radia Kraków 03.04
-
21:41
Podhale pamięta o Janie Pawle II - tak górale uczcili 20. rocznicę śmierci papieża
-
20:54
Superpuchar Polski nie dla Wisły, trofeum dla Jagiellonii