Wtorek, 27 paź 9 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Paulina i Weronika Bujok - walka sióstr o pierwszy krok

Po dwóch latach od operacji guza rdzenia kręgowego Paulina Bujok wraca do skrzypiec. Razem z siostrą Weroniką opowiada o rehabilitacji, nadziei i planie powrotu na scenę.

Posłuchaj wypowiedzi

Gościniami Lidii Jazgar były: Paulina Bujok - skrzypaczka poruszająca się na wózku inwalidzkim oraz Weronika Bujok - pianistka, która dzielnie towarzyszy niepełnosprawnej siostrze i jest jej nieocenionym wsparciem. 

O Paulinie:

dr Paulina Anna Bujok - ur. w 1993 roku, skrzypaczka, pedagog, muzyk orkiestrowy 

Kobieta pełna życia!

W 2021 roku uzyskała tytuł naukowy doktora sztuk muzycznych w specjalności skrzypce na Akademia Muzyczna im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie. 

W 2022 roku ukończyła studia podyplomowe w specjalności skrzypce na Akademia Muzyczna im. Karola Szymanowskiego w Katowicach.

Tytuł magistra obroniła na Akademia Muzyczna im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. 

Od 2018 roku prowadzi klasę skrzypiec w Państwowa Szkoła Muzyczna I i II stopnia im. F. Chopina w Nowym Targu oraz w jej filii w Rabce-Zdrój. 

W 2023 roku rozpoczęła działalność pedagogiczną w Prywatna Profesjonalna Szkoła Muzyczna I st. w Krakowie. 

Jest laureatką wielu międzynarodowych konkursów muzycznych jako solistka i kameralistka. Koncertowała na licznych festiwalach i tournee w Polsce oraz za granicą m.in. w Korei Południowej, Niemczech, Austrii, krajach Beneluksu, Grecji, na Malcie i we Włoszech jako solistka, kameralistka i członkini orkiestr. W szczególny sposób jej działalność muzyczna związana jest z myślenicką orkiestrą Polish Art Philharmonic oraz z siostrą pianistką Weroniką Bujok. 

Choroba:

Paulina Bujok długi czas miała kłopoty z chodzeniem i ogólną kondycją fizyczną. Po wnikliwych badaniach w grudniu 2021 roku padła diagnoza o dużym guzie śródrdzeniowym na poziomie C7-Th2/3 tzn. na pograniczu odcinków szyjnego i piersiowego. Guz umiejscowiony wewnątrz rdzenia kręgowego siał spustoszenie w jej układzie nerwowym pogłębiając kłopoty z chodzeniem. 

Liczne konsultacje z profesorami w kraju i za granicą mówiły jasno o ogromnym ryzyku jakim jest obarczona operacja jak i o fatalnych skutkach postępów choroby w przypadku niepodjęcia się operacji. Lekarze po wglądzie w wyniki badań dziwią się, że Paulina o własnych siłach dotarła do gabinetu i że swobodnie rusza rękami - guz bowiem powinien już na tamten moment silnie oddziaływać na ręce blokując możliwości ruchowe. 

Kiedy problemy z chodzeniem stały się na tyle dokuczliwe, że uniemożliwiały codziennie funkcjonowanie, pracę i koncertowanie stało się jasne, że choroba zaczęła się pogłębiać. Trzeba było działać szybko - liczył się czas. Operacja choć ryzykowna dawała szansę na zatrzymanie postępów choroby. 

Operacji podjął się neurochirurg Prof. dr hab. n.med. Andrzej Maciejczak wraz zespołem Oddziału Neurochirurgii w Szpitalu Wojewódzkim im. św. Łukasza w Tarnowie. Zaraz przed operacją Profesor jeszcze raz uświadomił o ryzyku jakim była możliwa niezdolność poruszania rękami po operacji. 

Skomplikowana operacja miała miejsce 6 listopada 2023 roku. Guz został usunięty w całości. Po wybudzeniu okazało się, że Paulina zupełnie nie jest w stanie poruszyć nogami, natomiast ręce są sprawne (!). Takiej wersji Profesor nie potrafił wytłumaczyć - było to najmniej prawdopodobne, ponieważ w pierwszej kolejności spodziewano się niesprawności w rękach. 

Od kwietnia 2024 siostry mieszkają razem. Dzielnie stawiają czoła codziennym wyzwaniom. Paulina podejmuje codzienną rehabilitację, która jest bardzo kosztowna. 

Siostry pragną wrócić do aktywności artystycznej. Paulina marzy o powrocie na scenę i działalności pedagogicznej. Poszukuje również wydawcy napisanej przez siebie książki - to refleksje o cierpieniu, chorobie, nadziei i wierze. 

[Weronika Bujok o swojej siostrze] 

Paulina Bujok to niezwykle pogodna i wspaniała osoba. Na przestrzeni ostatnich lat pokonywała wielkie zdrowotne trudności osiągając przy tym zamierzone cele naukowe i artystyczne. Jest niebywale inspirującym muzykiem o pięknej wrażliwości. Grając na strunach skrzypiec poruszyła niejedną czułą strunę emocjonalną odbiorców. Jej cechami charakterystycznymi są wytrwałość, poczucie humoru, empatia, umiejętność obserwacji i słuchania oraz wielkie kochające serce.  Każdy, kto z nią rozmawia jest dla niej ważny, każdego potrafi rozbawić i świetnie doradza. Nie można przejść obok niej obojętnie. W sercu każdego z kim się zetknie pozostawia ważny ślad. Pewnie dlatego zjednała sobie tylu wspaniałych ludzi.

Lidia Jazgar: Nie bliźniaczki. Jaka różnica wieku między Wami?

Weronika Bujok: Sześć lat.

O, i proszę, jakie zgodne. Może od razu pozdrowimy rodzinę, którą zostawiłyście… gdzie?

Paulina Bujok: W… Mszanie Dolnej.


W Mszanie Dolnej. To pozdrawiamy całą Mszanę Dolną. Mam nadzieję, że nas słyszą wszyscy tam hen…

Paulina Bujok: Tak, mamy nadzieję, że nas słuchają. Bardzo serdecznie pozdrawiamy babcię Krystynę, mamę Ewę, tatę Tomasza. Ale nie ominiemy nikogo, bo pozdrawiamy jeszcze naszą babcię Halinę, która mieszka w Cieszynie.


O, to rzeczywiście! I pozdrawiamy całą Polskę i cały świat, i Małopolskę, i wszystkich, którzy nas słyszą.

Paulinko, o Tobie w „Wieczorze Galicji” było nieraz. Pozdrawialiśmy Cię serdecznie - a to przy okazji koncertu w Operze Krakowskiej, a to przy okazji koncertu w kościele św. Mikołaja, naszym krakowskim. Tych koncertów było więcej.

Nie wiem, jak to powiedzieć… Dziwne, że odkąd spotkało Cię to, co Cię spotkało - czyli choroba niełatwa, trudna (nie wiem, czy można porównywać choroby, ale to jednak było poważne doświadczenie i jest dalej) - tyle dobra wyzwala się wokół. Nie tylko wśród Twoich bliskich: rodziny, ale też kolegów, przyjaciół. Myśmy się nie znały do momentu, kiedy mogłam poprowadzić koncerty Tobie dedykowane.

Paulina Bujok: Tak. To doświadczenie choroby pokazało mi, jak wiele cudownych ludzi mnie otacza. Jestem zdumiona, że mimo tak młodego wieku mam wokół siebie tak piękne osoby o tak pięknych sercach. To jest niesamowite.

Szczerze mówiąc: kiedy odbył się pierwszy koncert w lutym 2024 roku, ja leżałam po operacji w szpitalu w Tarnowie. Miałam wtedy okazję i niesamowitą przyjemność oderwać się od bólu i problemów, od cierpienia - i oglądać Was, być z Wami. Doznałam uczucia niesamowitej radości. I nie wiem… może byłam wtedy szalona, ale pomyślałam: „No to warto było zachorować, żeby przekonać się, jacy ludzie mogą być cudowni”.


Naprawdę miałaś taką myśl?

Paulina Bujok: Tak.

To dzięki Weronice ta transmisja była zorganizowana. A Ty, Weroniko - kochająca siostro - stajesz na rzęsach, pięknych twych.
Co Ty tylko dla swojej ukochanej Paulinki siostrzyczki nie wymyślasz. Gdyby nie Ty, to byśmy się nigdy w ogóle nie spotkały, prawda? Ty i muzycy - w liczbie nie wiem jakiej, boję się ją podawać - wszyscy, którzy grają, śpiewają, prowadzą, organizują: z radością, z uśmiechem. Jak dobrze teraz widzieć uśmiechy Pauliny i Twój, Weroniko. Skąd macie tyle siły, dziewczyny?

Paulina Bujok: Sądzę, że to przez pokolenia się tak formowało.

Naprawdę?

Paulina Bujok: U nas wszyscy mają takie jakby wyposażenie… herosi.


Naprawdę? Cała rodzina?

Paulina Bujok:Tak.


No to gratuluję.

Paulina Bujok: I ta sytuacja związana z moją chorobą bardzo mnie o tym przekonała, że jesteśmy zdolni do tego, żeby być silni.

Ja tylko dla porządku przeczytam — i nie krępuję się, żeby to przeczytać, bo można ten wpis znaleźć i na Zrzutce (gdzie ciągle zbierane są fundusze na Twoją rehabilitację, Paulinko), i w mediach społecznościowych, bo działacie bardzo prężnie — Instagramy, Facebooki.

Zacytuję: „Paulina Bujok, skrzypaczka, która dwa lata temu przeszła poważną operację usunięcia guza rdzenia kręgowego, na skutek której została sparaliżowana. Od tego dnia poruszasz się na wózku i każdego dnia walczysz o powrót do sprawności, ale także o powrót do swojej największej pasji, a zarazem zawodu, czyli gry na skrzypcach”. A Weronika jest pianistką.

Dużo zagrałyście koncertów, dopóki choroba nie przyszła? Wspólnych?

Paulina Bujok: Starałyśmy się jak najwięcej.

Weronika Bujok: Tak - koncerty, konkursy, festiwale. Wszystko było.

Paulina Bujok: Bardzo lubiłyśmy ze sobą tworzyć…

A pamiętacie ten moment, kiedy…? Może jakiś koncert był zaplanowany? Albo jak to się stało, że okazało się, że - póki co - koncertów wspólnych nie będzie?

Paulina Bujok: To przyszło dwa miesiące przed operacją. Operację przeszłam w listopadzie 2023 roku. Oczywiście miałyśmy w planach koncerty. Doszłam do ściany, podjęłam decyzję, zadzwoniłam do mojego profesora prowadzącego i powiedziałam: „To jest ten moment”.

Ale czy już wiedziałaś, z jaką chorobą się mierzysz?

Paulina Bujok: W 2021 roku zdarzyło się tak, że z powodu utykania udałam się do ortopedy. On popatrzył i powiedział, że trzeba zrobić rezonans całego kręgosłupa. Podejrzewał stwardnienie rozsiane, ale potrzebował potwierdzenia. Zrobiłam rezonans i… na szczęście powiedział: „Na szczęście masz tylko guza”.


Ale okazało się, że to nie jest takie proste, bo guz był wewnątrz rdzenia kręgowego. Bardzo długo zajęło mi znalezienie neurochirurga, który w ogóle podjął się tej operacji - szalenie trudnej. Tym bardziej że w moim zawodzie ręce są bardzo potrzebne.


Ręce, właśnie.

Paulina Bujok: A umiejscowienie guza było bardzo niefortunne. Mogła się ta operacja skończyć jeszcze gorzej… Ale na szczęście znalazłam neurochirurga - niestety dziś już świętej pamięci. Nie usłyszy nas, ale mam nadzieję, że… a może usłyszy?
Jestem mu bardzo wdzięczna: za to, jak przeprowadził mnie przez ten czas. Dał mi przestrzeń, nie był wyrywny. Szanował moją granicę - i był artystą. To mi się bardzo podobało. Też grał na instrumentach, nasze wizyty były właściwie o muzyce. To mi imponowało i oddałam się w jego ręce bez wahania. Myślałam, że jeśli ktoś ma mnie przez tę trudną sytuację przeprowadzić, to będzie właśnie on. I nie pomyliłam się - zrobił to najlepiej na świecie. Wierzę w przeznaczenie. To trudna droga, ale staram się ją dźwigać codziennie.

Było to zaskoczenie. Czyli po operacji okazało się, że nie masz władzy w nogach. Baliście się o ręce, a tu się okazało, że nogi odmówiły posłuszeństwa.

Paulina Bujok: Profesor, zaraz jak się wybudziłam, przyszedł na salę, sprawdzał ręce. Pamiętam to jak przez mgłę, ale pamiętam jego entuzjazm: że to jest fenomenalnie, że to już jest pewnik. A później powiedział: „Poruszaj nogami”. No i… nie było nic.

. I mijają dwa lata. Weronika, Ty pamiętasz tę chwilę? Po operacji: ręce w porządku, ale z kolei…

Weronika Bujok: Tak. Operacja była obarczona dużym ryzykiem uszkodzenia rąk, więc jak Paulina się wybudziła, dostaliśmy sygnał z rodzicami, że już jest po wszystkim i możemy być z nią w kontakcie. Poszliśmy do niej do sali. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że ją widzimy, że patrzy na nas. Natomiast szokiem była informacja, że jest paraliż.

W duchu mieliśmy nadzieję, że żadnego paraliżu nie będzie, ale zdarzyło się tak, jak się zdarzyło. To był czas próby dla nas, dla całej rodziny - i tylko wspólnie dało się przez to przejść. Jestem mojej rodzinie bardzo wdzięczna, że otoczyli też mnie takim wsparciem.

Teraz będzie cytat z Weroniki — z Instagrama albo Facebooka — o Paulinie. Uwaga, drodzy słuchacze, to mówi Weronika o Paulinie:
„Ta babeczka, co siedzi, jest naprawdę fenomenalna. Siedzi, żeby sobie trochę odpocząć, gdyż w odpowiednim momencie na pewno ruszy na pełnej petardzie i jeszcze nie raz zaskoczy. A ja cóż? Towarzyszę, czekam, wspieram, jestem, służę i kocham. Życie wkręciło nas w niezłe wyzwanie i uczy cierpliwości nieprzerwanie”.

Paulina Bujok: Mój dzień wygląda tak, że rano wstaję, przygotowuję się i ruszam na rehabilitację — do krakowskiego ośrodka. Serdecznie pozdrawiam moich rehabilitantów.


Jakiś ulubiony rehabilitant?

Paulina Bujok: Tak: Marek, Darek, Karolina, Kinga.


Cała ekipa.

Paulina Bujok: Cała ekipa. Prężnie działają, każdy stara się urozmaicać i poszerzać moje umiejętności ruchowe.
A ja pamiętam, tylko powiem, że w podstawówce na WF-ie notorycznie się zwalniałam — przyznam się bezwstydnie. Pani, która prowadziła te zajęcia, powiedziała mi kiedyś: „Odpokutujesz za te nieobecności”.
I teraz jest ten moment, kiedy czuję, że nadrabiam wszystkie zaległości z WF-u.


To rzeczywiście brzmi zachęcająco. Pozdrawiamy wszystkich wuefistów i wuefistki. Powiedz mi: jakie są ćwiczenia, których się nie spodziewałaś? Walczymy o ten pierwszy krok — czyli co, na przykład?

Paulina Bujok: Walczymy o pierwszy krok.


Widziałam filmiki, widziałam zdjęcia. Jak to się nazywa fachowo? Egzoszkielet.

Paulina Bujok: Egzoszkielet. Teraz te zajęcia są bardzo urozmaicone, bo jestem w stanie trochę więcej z siebie dać i działam na tym egzoszkielecie prężnie.

Robimy, co możemy: na czworakach, na jednym boku, na drugim boku - i bardzo dużo na stole pionizacyjnym, w tej postawie spionizowanej, pionowej. Oni stają na głowie, robią co mogą, ale najtrudniejsze na początku było właśnie uzyskać tę pozycję pionową na stole pionizacyjnym.
To były tygodnie, a nawet miesiące notorycznego słabnięcia. Po prostu: wyjeżdżam do góry — koniec, odcina mnie, zjeżdżają. Wyjeżdżam do góry… i nie było widać końca rozwiązania tego problemu.


To rozumiem, że nie zawsze było Ci do śmiechu?

Paulina Bujok: Wtedy nie. Człowiek nie wie, kiedy przejdzie do kolejnego etapu, a pamięta tę werwę. Byłam bardzo aktywna, byłam nauczona ciężko pracować ze względu na zawód. Ale rehabilitacja ugruntowała mnie w tym, że teraz dopiero wiem, co to jest ciężka praca.


A powiedz mi jeszcze o momencie rozstania ze skrzypcami na chwilę. Ty przecież cały czas grałaś. Ukochane skrzypce, ukochana gra. Nagle jest operacja…

Paulina Bujok: Jeszcze dzień przed operacją ćwiczyłam.

I co potem? Jak długo, zanim je wzięłaś do rąk?

Paulina Bujok: Nie odważyłam się, żeby przywieziono mi skrzypce z domu. Natomiast jeden z rehabilitantów w Tarnowie, gdzie leżałam…

Pozdrawiam Szpital św. Łukasza w Tarnowie, oddział neurochirurgii i rehabilitacji. Chcę wyrazić ogromną wdzięczność: za empatię, prowadzenie, wrażliwość. Wszystkim z serca dziękuję.


Dołączamy się. I czy to możliwe, że w szpitalu nagle znalazły się skrzypce - nie Twoje?

Paulina Bujok: Tak. Rehabilitant powiedział: „Mam skrzypce po dziadku w domu. Musisz koniecznie zagrać”. Przyniósł. Ja dotknęłam…

Bardzo kocham muzykę. Nawet się nie spodziewałam, jak bardzo. W ferworze wykonywania zawodu można się zagubić i zapomnieć o tym, co najistotniejsze - o uczuciach do tego zawodu. A wtedy przekonałam się, jak bardzo.

I przyszedł pierwszy szok: pomyślałam, jak to jest możliwe, że ja do tego wrócę? Jak ja nie trzymam w ręce, niby działają… tułów, ale nic nie mogę. Faktycznie: nic nie mogę.


Mówisz o tych skrzypcach dziadka? Wzięłaś do ręki i… nie dało się zagrać?

Paulina Bujok: Organizm zareagował negatywnie - do dziś to pamiętam. Wydawało mi się, że to już nigdy nie będzie możliwe. Układ nerwowy wysyłał sygnały sprzeciwu: że nie, że tak nie może być…


Że skrzypce to już nie.

Paulina Bujok: Tak. Że w ogóle wszelka ruchliwość w rytmie — nie daj Boże szybko — to już nie. Jakaś dyscyplina.

I wtedy przypomniałam sobie słowa mojego profesora Krzysztofa Bruczkowskiego z Wrocławia. Przez pięć lat studiów codziennie powtarzał mi dwie rzeczy: „Przecież jesteś cierpliwa” i „Przecież masz czas”. I teraz to idealnie musiało zadziałać. Okazał mi ogromne wsparcie: dzwonił codziennie i przypominał: cierpliwość i czas.


Czyli też go pozdrawiamy - ogromnie! A kto przywiózł skrzypce już Paulinowe? Kto się odważył?

Weronika Bujok: Paulinka do swoich skrzypiec „przyjechała”. Jak wróciła ze szpitala, w mieszkaniu czekały skrzypce - dwie pary nawet, bo jedne zostały naprawione po wielkim upadku podczas festiwalu na Wawelu… w sierpniu.

Paulina Bujok: Tak, to był wtedy sierpień.

Weronika Bujok: Sierpień przed operacją, tak?

Paulina Bujok: Bo ja utykałam i jakoś sobie z tym radziłam.


Były inne objawy, prawda?

Paulina Bujok: Tak, neurologiczne. To cały układ nerwowy…

Weronika Bujok: Traciłaś czucie w nodze.

Paulina Bujok: Po tym upadku był jeszcze kolejny. Kilka tygodni później - koncert na Akademii w Krakowie z orkiestrą. Utykałam cały czas, więc już sobie z tym radziłam. Wychodzimy na scenę, ja wychodzę ze skrzypcami, idę, idę… i nagle nie mam nóg. Koniec. Upadek. Przewracam się - a my jesteśmy już na widoku publiczności.

Potem jakieś połączenia się odnawiają, wstaję. I tak rozwiązywałam problemy śmiechem. To mój sposób, bo to nie są łatwe sprawy. Humor rozładowuje napięcie. Tak trzeba.


Ale powiedzmy jeszcze: czy najpierw trzeba było swoje wypłakać? Razem i osobno? Bo mówicie o rzeczach naprawdę trudnych.

Weronika Bujok: Z mojej perspektywy i perspektywy rodziny: na początku, kiedy człowiek zderza się z tak drastyczną zmianą, bo życie faktycznie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni…

Paulina Bujok …jest ogromny bunt, niezrozumienie, niecierpliwość, chęć ucieczki.


Tego mi brakowało - bo to naturalna reakcja.

Paulina Bujok: To naturalne. I trzeba o tym mówić. Jak choruje jedna osoba, to chorują wszyscy wokół - taka jest prawda. Ale widzę, że my, jako rodzina, dojrzewamy w tym doświadczeniu.

Bunt przeradza się w spokój, niezrozumienie w akceptację, niecierpliwość w harmonię, rozczarowanie w miłość i pokorę. Pokora bardzo się przydaje. Chęć ucieczki - w równowagę. Z tą chęcią ucieczki miałam najwięcej wspólnego. Ta sytuacja mnie ujarzmiła i uspokoiła, zmusiła też do odpuszczenia - a miałam różne wielkie pragnienia: zawodowe i inne.


No ale chyba dalej zostały…

Paulina Bujok" Absolutnie - tylko musiały się pojawić cierpliwość i czas. Z niecierpliwością ciężko się przez to przechodzi. Człowiek dokłada sobie niepotrzebny ciężar.

Jeśli mogę wesprzeć słownie tych, którzy towarzyszą niepełnosprawności: cierpliwość i czas. Bo niepełnosprawność mówi: „Cierpliwości potrzebuję. Czasu już dość. Zatrzymaj się. Popatrz na mnie. Zaakceptuj. Pokochaj. Zwolnij, bo ja też chcę nadążyć”. Ten przekaz bardzo ze mną rezonuje. To przyszło do mnie szczególnie mocno w ostatnich miesiącach.

I życzę wszystkim tak wspaniałego rodzeństwa, jakie ja mam - bo czuję, że wygrałam los na loterii.

I teraz historyczne wydarzenie: Paulina wzięła skrzypce swoje ukochane do rąk i teraz dla nas zagra. Ostatnio grała - obliczyłyśmy szybko - dwa lata i cztery miesiące temu.

Dziękuję Ci, Paulinko, za ten moment. Macham, bo Weronika zechciała to wszystko nagrać. Obiecuję, że udostępnimy na profilach facebookowych. Proszę szukać: Lidia Jazgar, Weronika Bujok, Paulina Anna Bujok. I jeszcze konto na Instagramie - prowadzisz intensywnie. Jest też takie inne: jaka to mania?

Paulina Bujok: Skrzypcomania.
Serdecznie pozdrawiam Leszka Dzierżęgę, współtwórcę, współorganizatora… który mnie zagrzał do aktywności internetowej. Jestem mu bardzo wdzięczna - on też współorganizował koncert w lutym 2024 roku, kiedy leżałam w łóżku szpitalnym.

Chcę wrócić do tego wydarzenia i podziękować pomysłodawcy koncertu, Maestro Michałowi Maciaszczykowi, za wielkie serce i kunszt artystyczny. Dziękuję Orkiestrze Polish Art Filharmonii, której założycielami są Jolanta i Łukasz Antkiewiczowie. Dziękuję wszystkim muzykom - było ich naprawdę wielu. Dziękuję Tobie, Lidio.


Byłam, widziałam. Cała Opera Krakowska pękała w szwach.

Paulina Bujok: Byłam bardzo wzruszona wykonaniami. Dziękuję wszystkim z osobna. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła wszystkich osobiście wyściskać. Dziękuję dyrektorowi Opery Krakowskiej, że koncert mógł się odbyć. Panu Piotrowi Sułkowskiemu i wszystkim zaangażowanym. Dziękuję Fundacji Twoja Kultura…


Natalia Warzecha - pozdrawiamy. Katarzyna Rejkowska - serdecznie dziękujemy Wam za wsparcie.

Paulina Bujok: Bardzo serdecznie dziękuję. Macie piękne, wielkie serca. To była cudowna inicjatywa.

Musimy powiedzieć jeszcze o koncercie u świętego Mikołaja, dziewczyny - to ważne, bo…

Paulina Bujok: To wydarzenie… Jestem realną częścią tego projektu. I płyta. Bardzo dziękuję pomysłodawcy i realizatorowi tego przedsięwzięcia, panu Krzysztofowi Sadłowskiemu, za ogromne serce i zaangażowanie. Jestem bardzo wzruszona.


(...)

Aspekt duchowy ma tu ogromne znaczenie. Wielu ludzi się modli. Wstawienników jest bardzo dużo - święty Mikołaj może najbardziej, ale też inni, o których nawet nie wiemy. I Hanna Chrzanowska, która spoczywa w kościele św. Mikołaja - błogosławiona pielęgniarka. Ilu ludzi naprawdę robi co może: myślą, mową, uczynkiem…

Paulina Bujok: Tak. I jeszcze dziękuję Orkiestrze Corda Cracovia i wszystkim muzykom. Dziękuję realizatorowi nagrania - bez którego tej płyty by nie było - panu Wiktorowi Korczakowskiemu. Dziękuję solistom: Iwonie Sosze, Markowi Bałacie. Gościnnie wystąpiła Monika Ledzion-Porczyńska - również dziękuję.

Dziękuję pani profesor Annie Zawadzkiej-Gołasz za cudowną litanię, którą skomponowała - za brzmienia i wrażliwość. Ogromne podziękowania.


No i na tej płycie sama zagrałaś?

Paulina Bujok: Tak, miałam kilka dźwięków.

Lidia Jazgar
26.41.36
No właśnie.

(...)

A teraz powiedzmy jeszcze o pracy. Co zostało przerwane, jakie miejsca, jakie plany. Paulinko?

Paulina Bujok: Chciałabym pozdrowić cudowne miejsce pracy i cudowną panią dyrektor Martę Łapczyńską. Pracowałam w Szkole Muzycznej I i II stopnia w Nowym Targu, w filii w Rabce. Tam jest ogrom pięknych serc, wspaniali muzycy. Mam nadzieję, że wrócę, jak przebudzona z jakiegoś złego snu…


Tego Ci życzymy. Uczniowie pewnie się nie mogą doczekać.

Paulina Bujok: Mam nadzieję. Pewnie niektórzy już pokończyli szkołę… minęło trochę czasu. Będą kolejni.


A Weronika? Ty na co dzień gdzie uczysz?

Weronika Bujok: U mnie wszystko jest zmienne, ale teraz uczę w szkole archidiecezjalnej - mam uczniów w drugim stopniu. Pracuję w Liceum Muzycznym na Basztowej, trochę na Akademii Muzycznej, co jest moją dumą i radością.

I jeszcze ważne miejsce, z którego operacja wyrwała Paulinę: Prywatna Profesjonalna Szkoła Muzyczna I stopnia im. Aleksandra Dębskiego. Chcę podziękować Łukaszowi Dębskiemu, dyrektorowi, który - na moją prośbę - zgodził się zorganizować koncert charytatywny. Sam w nim wystąpił.

Dziękuję muzykom, z którymi mogłam grać: Olechowi Malowiczce (klarnet), Mikołajowi Adamczakowi (wiolonczela) i reszcie zespołu. Koncert można znaleźć na plakatach i w moich mediach społecznościowych.

I dziękuję za ciągłą Zrzutkę w szkole. Tam cały czas można kupić płytę, a środki z zakupu są przeznaczane dla Pauliny na rehabilitację. Bardzo dziękuję.


Jest wsparcie duchowe, jest Zrzutka — wystarczy wpisać „Paulina Bujok” i Państwo zobaczą. To niekończąca się opowieść. Mamy nadzieję na szczęśliwy finał: na pierwszy krok.
Paulina Bujok, Weronika Bujok. Dziewczyny, czy możecie już zdradzić? Planujecie wspólne koncerty? Hurra!

Paulina Bujok: Tak, ja dojrzałam do tego, że chcę pokazać się publicznie.

Cieszymy się razem z Tobą. Są bilety? Ja już bym kupowała. Masz plany?

Paulina Bujok: Jeszcze nie. Jestem otwarta na projekty i wyzwania. Jestem też przerażona - wiadomo, nie mam pełnych możliwości - ale mam entuzjazm i wydaje mi się, że to wystarczy. Scena na mnie czeka. Tak się łudzę, że to wystarczy. Zobaczymy.


Jeszcze ta zima? Wiosna? Nie zdradzacie?

Paulina Bujok: Mam nadzieję, że zima. Proszę śledzić nasze media społecznościowe - działamy w tym temacie.

I jeszcze jedna ważna rzecz: powstała książka. Paulina, napisałaś książkę. Rękopis znaleziony nie w Saragossie, tylko na razie gdzieś schowany - nie mów gdzie.
Zdradzisz coś? Pamiętnik, wspomnienia?

Paulina Bujok: Zostawałam sama w mieszkaniu i myślałam: co tu robić? Spisałam refleksje dotyczące wiary, postrzegania wiary w tym trudnym doświadczeniu, postrzegania nadziei. Zachęcam Państwa - jeśli książka ujrzy światło dzienne… a skoro jest napisana, to być może zdarzy się to niebawem. Kto wie.


A tytuł roboczy?

Paulina Bujok: „Otulona nadzieją”. Ale jestem otwarta na modyfikację. Wiadomo, że tytuł powstaje na końcu książki.

Dziewczyny, powiedzcie: co robić, jak ktoś nie ma takiej siostry? Jak się trzymać, jak czerpać nadzieję i siłę? Dla tych, którzy mieli święta nie za wesołe, albo zmagają się z chorobą. Paulino?

Paulina Bujok: Słowo „nadzieja” nie przez przypadek mieści się między wiarą a miłością - jest bardzo istotne. Dobrze, żeby była imperatywem do działania. Nadzieja nie jest luksusem dla ludzi szczęśliwych, tylko zadaniem - czymś niezbędnym do pielęgnowania, szczególnie w trudności.

Nie odrzucać jej. Mieć ją. I metoda małych kroków.

Nie wybiegać, nie popędzać siebie: że „już chciałbym”. Wyobrażać sobie siebie za pół roku, za rok - w jakimś miejscu. Kreować takie myśli, żeby ciało mogło nadążać za marzeniami. Pielęgnować marzenia.

Po operacji byłam przerażona tym, że nie mam marzeń - a byłam mistrzynią marzeń.


Mówiłaś, że do trzydziestki miałaś wszystko zaplanowane. Zrealizowałaś, i co teraz? No i choroba się upomniała.

Paulina Bujok: Mhm. I w sumie ciało odebrało mi sprawczość w marzeniu i zajęło się tym za mnie. Wierzę, że przeznaczenie się wypełnia. Cieszę się z pięknych ludzi wokół mnie. I mam nadzieję, że to grono będzie się poszerzać.

Najpopularniejsze

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

  • Wichury nad Polską, alerty także w Małopolsce. W Tatrach możliwe zamiecie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Nocne utrudnienia na obwodnicy Brzeska. Kierowcy jadący w stronę Krakowa pojadą objazdem

  • Samochód dachował i leżał w polu. Pijanego kierowcę odnalazł policyjny pies

  • Duże zmiany na S-7 w krakowskich Mistrzejowicach. Już niedługo tędy pojadą kierowcy

  • ZUS w Suchej Beskidzkiej po modernizacji. Więcej miejsca i udogodnienia dla klientów

  • "W kręgu nauki" Audycja z 31.10. 2026 r.

  • Jedno przedszkole uratowane, trzy nadal zagrożone. Prezydent Nowego Sącza zmienia plany