Zachowania magiczne i religijne są jednymi z najtrwalszych elementów kultury tradycyjnej. Najwolniej też podlegają przemianom. W Przed Horyzontem mówiliśmy o obrzędowości wiosennej na pograniczu górali Babiogórskich i Żywieckich, którą od blisko trzydziestu lat bada etnograf i dyrektor Muzeum Miejskiego w Suchej Beskidzkiej - Andrzej Peć.
Posłuchaj Przed Horyzontem
Za początek obrzędowości wiosennej uznaje się środę popielcową. Okres Wielkiego Postu, to czas wyrzeczeń, czego zwieńczeniem jest Wielka Niedziela i świętowanie w kościele odrodzenia życia - wyjaśniał w Radiu Kraków Andrzej Peć:
Szczególnie obrzędy religijne są podtrzymywanie. Wiosna to czas ważnych świąt. One są obudowane wieloma wierzeniami magicznymi. Oczywiście zatraciliśmy sens być może i te treści, które były pierwotne, ale one są ciągle żywe. To nie są puste gesty.
Obszarem zainteresowań badawczych etnografa jest teren pogranicza na ziemi suskiej, gdzie stykają się górale Babiogórscy i Żywieccy. Szczególnie uwzględnia Suchą Beskidzką, Stryszawę oraz Lachowice.
W góralskiej kulturze ważnymi elementami magicznymi były przedmioty. Z jednej strony to rzeczy, które miały kontakt z sacrum; były w kościołach czy kapliczkach. Z drugiej strony - przedmioty usakralizowane. Zupełnie odrębną grupę stanowiły przedmioty należące do zmarłego. Je także wykorzystywano do praktyk magicznych.
Świat magii podzielony jest na świat męski i żeński. Mężczyźni zajmowali się sferą związaną związaną z cyklem wegetacji roślin, kobiety - sferą domową.
Dzisiaj nazywamy to ludową wizją świata. Magia pomagała zrozumieć. Nic tu nie było przypadkowe. I co najważniejsze - miała zabezpieczać przed złymi mocami i wydarzeniami.
W Stryszawie około dwudziestu chłopców uczestniczy w paleniu hub. Ten rytuał przetrwał dziś w niewielu miejscach. Jest obecny także na Podhalu czy w okolicach Limanowej. Huba, czyli grzyb przywiązywany drutem do kija, zapalana jest w Wielką Sobotę od poświęconego ognia. Wcześniej z hubami okrążano trzykrotnie kościół i następnie ciągle tlące się grzyby zabierano ze sobą, żeby okadzić dom. Dziś już bez obchodzenia świątyni, jednak zabieranie do domu tego usakralizowanego przedmiotu jest tam ciągle żywe. Pod Babią Górą ten zwyczaj wyróżnia się tym, że huba miała się dotlić do końca. Nie spalano jej w piecu i można było ją wykorzystać w kolejnym roku.
Za przygotowanie posiłków, a także za przygotowanie święconki odpowiedzialne były kobiety. Ciekawym typowo żeńskim zwyczajem było wkładanie okrawka przez gospodynie do kosołki (koszyka). To kawałek ziemniaka, koniecznie z oczkiem. Poświęcony, koniecznie był sadzony jako pierwszy i miało to zapewnić urodzaj.