Środa, 28 paź 2 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Dom jak port. Rodzina Majerczyków z Chabówki

W Chabówce folklor nie jest pamiątką po przeszłości, lecz codziennym językiem porozumienia. W domu Doroty i Piotra Majerczyków tradycja, muzyka i rodzina splatają się w jedną opowieść — o bliskości, wspólnych pasjach i miejscu, do którego zawsze chce się wracać.

Dom jak port. Rodzina Majerczyków z Chabówki
Fot. Piotr Korczak

Posłuchaj Przed Horyzontem

Razem od ponad trzydziestu lat

Dorota Majerczyk to postać doskonale znana w środowisku kultury ludowej. Naukowczyni z doktoratem, jurorka wielu konkursów, animatorka życia artystycznego, a przede wszystkim założycielka zespołu Majeranki. Dla Doroty tradycja to nie tylko muzyka, ale cała opowieść o człowieku, miejscu i pamięci.

Jej mąż, Piotr Majerczyk, jest muzykantem i aktorem, człowiekiem sceny i konstruktorem dud. Od lat pielęgnuje folklor muzyczny Podhala i okolic, pokazując, że kultura ludowa może być żywa, autentyczna i obecna także poza regionalnym kontekstem. Razem tworzą małżeństwo od ponad trzydziestu lat.

Dzieci i ich własne drogi

Ich dzieci dorastały w artystycznym domu. Wszystkie związane były z zespołem Majeranki, który stał się dla nich naturalną przestrzenią wychowania i twórczego rozwoju.

Najstarsza córka, Kasia, dziś Bobak, przejęła prowadzenie Majeranków po swojej mamie. Jej zainteresowania wykraczają daleko poza jeden nurt. Wraz z mężem Marcinem Bobakiem założyła zespół Fire Folk, w którym jest miejsce dla tradycji, ale i dla nowoczesnego brzmienia. Kasia została zaproszona do śpiewu w filmie „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego, co było symbolicznym momentem pokazującym, że głos wyniesiony z folkloru może zabrzmieć na światowych ekranach. Jej mężem jest muzyk klasyczny – kolejny dowód na to, jak naturalnie w tej rodzinie przenikają się różne muzyczne światy.

Marysia studiuje sztukę operatorską w Szkole Filmowej w Katowicach, realizując się poprzez obraz i filmową wrażliwość. Jasiek, znakomity tancerz ludowy, dziś zajmuje się rodzinnym interesem kulinarnym. Najmłodszy Franek uczy się w szkole w Zakopanem i marzy o tym, by zostać pytacem, czyli drużbą weselnym. Wszyscy członkowie rodziny grają na dudach.

Fot. Piotr Korczak

Dom, do którego się wraca

Rodzinę Majerczyków łączy jednak coś więcej niż wspólne muzykowanie. To wyraźnie odczuwalna bliskość i poczucie, że dom pozostaje punktem odniesienia, niezależnie od tego, dokąd prowadzą życiowe drogi.

Zapytana o to, jak stworzyć taki dom, Dorota Majerczyk mówi wprost, że jej największym osobistym sukcesem nie są zawodowe osiągnięcia, lecz właśnie rodzina: 

To jest coś, co najbardziej sobie cenię, co najbardziej kocham, co najbardziej otulam, ale też coś, o co najbardziej się martwię. Przez wiele lat wychowywałam moje dzieci, a potem przyszedł taki moment, kiedy one w sumie wyfrunęły z gniazda, bo każdy gdzieś się zakotwiczył: tu się uczy, tu pracuje. Zawsze wychodziłam z założenia, że dom powinien być jak port. Port, do którego te stateczki, które wypłynęły w świat, mogą i powinny zawsze wracać.

Ten sam dom, ta sama historia, ale opowiedziana z innej perspektywy - męża i ojca. Piotr Majerczyk zwraca uwagę na codzienność, rytm i obecność, które budowały ciepło tego miejsca:

Na początku nie mieliśmy nawet dwudziestu lat. A teraz, kiedy obserwuję moją żonę, widzę w niej taką typową kwokę — z rozłożonym skrzydłem nad tymi swoimi kurczętami. Strasznie o nich dbała, zawsze była. Wstawała wcześnie, najpierw nastawiała zupę, potem dzieci do szkoły, potem praca, pisanie. Nawet doktorat — wszystko miało swój rytm. I myślę, że gdyby to nie było tak poukładane, to ona by w życiu nie zrobiła tylu rzeczy, ile jej się udało.

Historia rodziny Majerczyków z Chabówki pokazuje, że folklor nie musi być zamknięty w ramy rekonstrukcji. Może być żywą praktyką — wspólną, czułą i otwartą na przyszłość. Dom jako port, z którego się wypływa i do którego się wraca, pozostaje tu najważniejszą metaforą. I być może największym dziedzictwem tej rodziny.

Komentarze

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Odwołana rzeczniczka uczniów zabiera głos. "Dzień wcześniej dostałam prośbę od Łukasza Gibały"

    Ola Sobczak

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Urząd czekał na konserwatora, konserwator na urząd. Remont Placu Drzewnego w Tarnowie w końcu się rozpocznie?

    Bartłomiej Maziarz

Najnowsze

  • Kino czyli środek pomocniczy dla badaczy, a zwłaszcza dla fizjologów. 130 lat od pierwszej krakowskiej projekcji

  • Domowa strefa relaksu na zimę - sauna, wanna spa w ogrodzie czy łazienka z hydromasażem?

  • W jakim czasie zwracają się szkolenia z gospodarki magazynowej?

  • Najciekawsze książki z literatury pięknej – co warto przeczytać?

  • Waloryzacja świadczenia pośmiertnego z ubezpieczenia renty odroczonej

  • Dlaczego ser w plastrach tak szybko się poci i jak temu zapobiec