Wtorek, 27 paź 7 °C Jakość powietrza: Dobra Na antenie
Menu dostępności (CTRL+U)
Zmień kontrast
Podświetl linki
Zatrzymaj animacje
Powiększ tekst
Szerokość tekstu
Wysokość linii
Resetuj ustawienia

Dobra śmierć. O godnym odchodzeniu dawniej i współcześnie

W kulturze ludowej dobra śmierć to śmierć, która przychodzi w domu, wśród bliskich, w miejscu dobrze znanym osobie odchodzącej. Oznacza to możliwość pożegnania się z rodziną, uporządkowania wszystkich spraw oraz pojednania się z bliskimi i sąsiadami. O dawnym i współczesnym postrzeganiu godnej śmierci mówili w audycji Przed Horyzontem Monika Dudek - dyrektorka Muzeum Etnograficznego w Krakowie oraz Krzysztof Trebunia-Tutka - lider zespołu Trebunie-Tutki.

Dobra śmierć. O godnym odchodzeniu dawniej i współcześnie
Od lewej: Monika Dudek - fot. Anna Tarko, Krzysztof Trebunia-Tutka - fot. Piotr Droździk

Posłuchaj Przed Horyzontem

– Przede wszystkim we własnym domu – mówiła w Radiu Kraków Monika Dudek, dyrektorka Muzeum Etnograficznego w Krakowie. – Dobra śmierć oznaczała, że masz czas, żeby pożegnać się z bliskimi i domknąć swoje życie.

Śmierć w tradycji ludowej nie była nagłym zdarzeniem. Była traktowana jako ostatni etap życia, na który można się przygotować w obecności najbliższych. Ten czas umożliwiał pojednanie, wybaczenie i przekazanie testamentu lub przesłania. Obecnie umieranie w domu jest rzadkością i często postrzegane jako luksus, a większość osób odchodzi w szpitalu.

Odchodzenie miało także wymiar rytualny i symboliczny. Nie tylko w krakowskim ludzie wierzyli w zwiastuny śmierci – skrzeczenie wrony czy pohukiwanie sowy. Bezpieczeństwo dawał dom, choć obecność zmarłych była stale odczuwalna. Podczas Wigilii Bożego Narodzenia pozostawiano wolny talerz przy stole, chleb na parapecie lub kieliszek wódki. Takie były dawne praktyki związane z pamięcią o zmarłych.

Na Podhalu śmierć była postrzegana w inny sposób. – Górale byli odważni i często lekceważyli śmierć, zwłaszcza mężczyźni – mówi Krzysztof Trebunia-Tutka, lider zespołu Trebunie-Tutki. – Chełpili się tym, że nie boją się końca życia, co widać w góralskich śpiewkach.

W pieśniach pojawia się zarówno odwaga, jak i refleksja nad przemijaniem (zapis literacki):

Kiedy będę umierał,
wezmę gęśle, będę grał.
A jak będę życie kończył,
wezmę gęśle, będę tańczył.

Przykładem współczesnej praktyki jest pogrzeb Władysława Trebuni-Tutki (2012 rok), ojca Krzysztofa, wybitnego prymisty podhalańskiego. – Na pogrzebie mojego taty zagrało prawie dwustu muzykantów – jego uczniów i spadkobierców muzycznych. Był to sposób oddania hołdu i pożegnania osoby, która całe życie poświęciła muzyce i tradycji – wspomina.

Śmierć w kulturze ludowej była częścią życia społecznego i rytuałów, w których obecni byli zarówno bliscy, jak i cała wspólnota. Obecnie wiele dawnych praktyk zanikło, ale wciąż funkcjonują w tradycji muzycznej, w pieśniach i w pamięci o zmarłych.

Od lewej: Monika Dudek - fot. Anna Tarko, Krzysztof Trebunia-Tutka - fot. Piotr Droździk

Najpopularniejsze

  • Prezydent Gibała zwolnił dyrektora ZIS. W tle ponad 300 tys. zł dla firmy PR

    Ola Sobczak

  • Tatry Zachodnie: polski turysta ranny podczas ucieczki przed niedźwiedzicą

    Radio Kraków

  • Śmiertelny wypadek w Januszowicach. Nie żyje 33-letni kierowca

    Jan Pająk

  • Tragiczne odkrycie w lesie pod Tarnowem. Biegacz znalazł ciało 37-latka

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Z Żabna do Krakowa w godzinę? Samorządowcy zdradzają plany dla „Szczucinki"

    Agnieszka Wrońska-Bęben

  • Sześć departamentów do likwidacji. Łukasz Gibała podpisał zarządzenie

    Radio Kraków

Najnowsze

  • Darmowe parkowanie w krakowskim OPP 1 i 11 listopada

  • Nowy Sącz: Trzy przedszkola do likwidacji. Radni przegłosowali uchwały mimo protestów

  • Wisła Kraków przedłużyła kontrakty z czterema piłkarzami. Kluczowi obrońcy zostają przy Reymonta

  • Tomasz Siemieniec ostro o Cracovii: Nie widzę szans ani na wygranie derbów, ani na utrzymanie

  • Spór o UPA dzieli już nie tylko Polskę i Ukrainę. Ekspert wskazuje na przełom

  • Zamknięto dziki parking na krakowskich Bielanach. Miasto szuka rozwiązania