Po wieczornym koncercie rzewnego fado i całonocnej wędrówce barowym szlakiem Lizbony budzi nas dzień zapachem ciepłych bułeczek z szynką serwowanych z okien piwnicznych piekarni… Innym razem w indyjskim Nagorze witamy słońce na hotelowym dachu z widokiem na ważne muzułmańskie sanktuarium i pijemy słodką herbatę z mlekiem. Jakiś czas później – na innym krańcu świata (w Antananarivo, stolicy Madagaskaru) - delektujemy się w ogrodzie naszego pensjonatu bardzo lokalnym śniadaniem malageskim… Ale poranki w podróży to nie tylko śniadania. To także niespieszny rytm, czas na zadumę, rozmowy, marzenia i pierwsze zdjęcia. Inne są jednak te poranki w różnych szerokościach geograficznych. Naznaczonych monsunem a niekiedy brakiem tlenu (w górach) czy pustynnym żarem. Inne są na Borneo, inne w Kostaryce a jeszcze inne w Hiszpanii czy na Półwyspie Arabskim.