Lubimy pociągi. Mamy za sobą m.in., dziś niemożliwą, podróż koleją z Pekinu do Moskwy. To zupełnie inny wymiar wędrówki, niż samolotem. Coś w rodzaju stopniowej i zdrowej aklimatyzacji zarówno ciała, jak i ducha. Tym bardziej cieszy nas 15-godzinna jazda indyjskimi kolejami z Kanyakumari (samego południowego krańca subkontynentu) do Bangaloru (Bangaluru według aktualnej pisowni). Klimaty w pociągu jak w Indiach sprzed 40 lat…
Początki Bangaloru sięgają XVI stulecia. Dziś to trzecie co do wielkości (ponad 13 mln mieszkańców miasto, jedna z największych aglomeracji świata) miasto Indii rozłożone jest 950 metrów n. p. m., stąd łagodniejszy klimat i mniej uciążliwe upały. Stolica stanu Karnataka uważana bywa za drugą Stolicę Krzemową świata.
Na krzykliwej i mocno barowej (trochę takiej jak nasz Kazimierz, choć wiele razy większej) Church Street (gdzie mamy hotel) tęsknimy za cichymi i prowincjalnymi Indiami. Bez turystów i ekspatów…
Wspomnienia z Bangaloru i muzyka z Karnataki już w najbliższą niedzielę w południe!
Zapraszamy!
Elżbieta i Andrzej Lisowscy
Fot. Andrzej Lisowski